![]() |
![]() Krzysztof Myśl. Najważniejszy w moim życiu i widzeniu sztuki jest człowiek. Rozumienie go, a czasami sama chęć słuchania. Większość naszych działań na ziemi jest bezpośrednio lub pośrednio związana z ludźmi. Podmiot. Technicznie. Nie lubię i nie umiem robić "na ilość", bo wtedy wiem, że kogoś oszukuję, a szczególnie nie lubię oszukiwać siebie. Uczę się i myślę, że to mnie aktualnie określa. Patrzę i myślę. Styl. Codziennie coś nowego. Nie lubię się zatrzymywać w formie, nawet takiej, która zyskała uznanie. Szukam... chcę szukać zawsze. Minus. Za dużo myślę, za mało robię. Plus. Jak już coś wymyślę, to się podoba ;) |
Case study Nie wiem co tu robię!
No, ale skoro już mnie tak szefostwo prosi, to czemu mam odmówić im i Wam tej "przyjemności". Znam swoją wartość i raczej wolę sam sobie powiedzieć, że coś zrobiłem dobrze lub źle. Za każdym razem jak słyszę od kogoś, że jakaś moja praca jest zarąbista, to automatycznie włącza mi się mechanizm "nie-właź-mi-w-tyłek" i odtrącam wszelkie "adoracje" (no chyba, że mam załamanie i szukam pocieszenia ;). Teraz koniec fałszywej skromności i zaczynamy prawdziwe przechwalanie.
Nie rozumiem czemu rodzice, widząc, że od pacholęctwa rysuję i maluję i sratatata, nie wysłali mnie gdzieś, cobym się pięknie rozwijał pod okiem maestra sztuk pięknych czy innym podobnym kółku wzajemnej adoracji, jakich pełno w moim mieście - Wrocławiu. Nie ważne, że pierwszy portret dziadka, który BYŁ podobny do dziadka (tego samego, którego rysowałem) wykonałem w wieku lat 8-9. Widocznie rodzina stwierdziła, że nie jestem wystarczająco dobry. Trudno. Po liceum, które w żaden sposób nie było związane z plastyką, poszedłem do pracy jako webmaster (warsztat doskonaliłem na własną rękę w domowym zaciszu, katując modem 9600 od '95 roku), a później grafik, do pewnej dużej wrocławskiej firmy zajmującej się technologiami i kreowaniem wizerunku w internecie. Czas na nabranie doświadczenia życiowego. Zmęczenie. Otępienie. Studia na wydziale malarstwa wrocławskiej ASP rozpocząłem w 2001 (chyba). Uczę się. Jest miło. Inspiracje, kolor, terpentyna, ludzie. «« »» Przepis na bułkę z masłem
1 człowiek Przystępując do pracy nad ilustracją należy bezwzględnie przestrzegać zasad BHP oraz higieny (w szczególności intymnej). Wszelkie niepowodzenie będą spowodowane ignorowaniem powyższego punktu lub tym, że nie nadaję się do pisania temu podobnych tekstów. Najważniejszy jest pomysł! ... ja nie miałem pomysłu. No i właśnie z tej nicości wyłoniłem to co następuje. Narysowałem pewnego obywatela używając ołówków i bloku i... ręki (ech). Na tym etapie nie ma znaczenia czy potrafimy rysować czy nie, bo jak się wkrótce przekonamy cały myk polega na zastosowaniu odpowiednich filtrów w fotoszopie (a będzie się od nich roiło w mej pracy!). Gdy już miałem gotowy rysunek (jak widzicie ocieram się stylistycznie o hiperrealizm) należało ów wymysł wprowadzić do komputera. Ja niestety od kilku dni nie posiadam skanera, bo dałem go koleżance na urodziny (pozdrawiam Martuniu i Twojego męża też), dlatego też musiałem wykorzystać aparat cyfrowy. Zdjęcie wykonałem w sterylnych warunkach, gdyż kurz między obiektywem, a fotografowanym obiektem mógłby zaprzepaścić szansę powstania najwspanialszej pracy w dziedzinie grafiki komputerowej ostatnich lat. Kolejnym krokiem jest wygładzenie rysunku. W tym celu przepuściłem zdjęcie przez program wektoryzujący i po kilku próbach z różnymi ustawieniami gotową grafikę wektorową otworzyłem w Photoshopie. Ponieważ nie byłem zadowolony z kilku elementów na rysunku, postanowiłem je troszkę doszlifować (facio patrzył za bardzo na ekran i jakoś nie podobało mi się ułożenie ramienia po prawej stronie). Uruchomiłem (mocno nadużywany przeze mnie) filtr "ołówek" na przemian z "gumką" i doprowadziłem formę postaci do ideału. Aż mnie przeszyły dreszcze. Zacząłem ustawiać kolory na twarzy. Smutny make up i sine usta to moja specjalność. Dalsza droga to ustawienie tła na melancholijną szarzyznę + kilkaset machnięć tabletem w celu uzyskania efekciarskiego podkładu pod samym czerwonogłowym osobnikiem. No właśnie. Całą główkę dopracowuję sukcesywnie próbując, w tych mocno przytłumionych kolorach, uzyskać efekty 3D na płaskim licu mojego modela. Dla uzyskania natychmiastowych efektów należy często używać filtra "modelowanie twarzy kolorami". Proszę się nie martwić, jeżeli jakiś pseudo grafik będzie Wam wmawiał, że profesjonaliści nie korzystają z takich ułatwień. Tło wydawało mi się zbyt mdłe i postanowiłem je "rozmalować". Nałożyłem teksturę z któregoś z moich obrazów, co w sumie nie miało zbyt dużego znaczenia, bo w chwilę później spędziłem kilka ładnych minut na machaniu piórkiem, aby brutalnie przetrzeć całą płaszczyznę ołóweczkiem o 1-pikslowej końcówce 2H. Dodałem cienie pod oczami modela i jeszcze kilka akcentów malarskich w tle i przymierzyłem się do ostatecznych kroków. W celu dodania dramatyzmu i ostrej akcji nabazgrałem misternie pozwijaną formę jelito-myśli. Dobry efekt dał mi zrzut ekranu, bo najbardziej podobała mi się postrzępiona linia narzędzia oznaczonego stalówką z fotosklepowego przybornika. Jelitko podkolorowałem i nabazgrałem kilka słów (koniecznie w języku angielskim!), żeby praca nie wydawała się być pustą i bez przesłania. Najlepiej malujcie studnie i obrazki marynistyczne, bo głębia w pracach to podstawa. Na zakończenie pamiętajcie, że praca grafika komputerowego to ciężka robota, bo trzeba ciągle dłubać w nosie, a to nie każdy może wytrzymać. Oczywiście to również zajęcie wymagające ogromnego intelektu i śmiertelnie poważnego podejścia do niej samej, jak do życia!
PS. Jeżeli ktoś ma wątpliwości co do artyzmu powyższego dzieła, to zapraszam do pojedynku na pięści w każdy trzeci wtorek miesiąca. PS2. Nie wiem kto widnieje na tym autoportrecie! Krzysztof Geselle |