![]() |
![]() Efekt pomylenia kolorów najczęściej kwalifikuje wydrukowaną pracę do przemiału, ale niekiedy |
DTP Offset i kolory
Całkiem niedawno, od montera z gazowni, usłyszałam takie oto słowa: "Droga pani, co ma się nie dać zrobić? Wszystko da się zrobić! Oprócz jednego: nie da się tak nieboszczki obrobić, żeby się spociła!" Po dwóch minutach głupiego rechotu dotarła do mnie głębia tej sentencji i zmusiła do przemyśleń. Jakże różni się ten prosty świat naprawiacza kuchenek od smutnej rzeczywistości projektanta poligraficznego, któremu w twarz rzucają "NIE DA SIĘ!" na każdym kroku… Czasem tylko dodając litościwie "Da się, ale..." po czym następuje litania warunków i ograniczeń. Niemal każdy początkujący grafik, projektując do druku, zadaje pytanie: czy da się ustawić w komputerze kolory tak, aby były identyczne z tym, co wyjdzie z drukarni? Cóż mogę odpowiedzieć: NIE DA SIĘ!! Ale... Różnice można ograniczyć do akceptowalnego minimum. Technika offsetowa nie jest jeszcze nieboszczką (choć jak niektórzy twierdzą niewiele jej brakuje) i da się z niej co nieco wycisnąć. Przystąpmy więc do dzieła i na początek omówmy pokrótce różnicę pomiędzy RGB a CMYK, czyli dwoma najpopularniejszymi modelami kolorów. RGB został stworzony do wyświetlania kolorów na monitorze, a CMYK do oddawania barw na papierze. Programy graficzne umożliwiają podgląd obrazu RGB w CMYK-u i z tej możliwości należy bezwzględnie korzystać. W praktyce zuboży to dostępną paletę barw, co można zaobserwować podczas konwersji obrazu z RGB do CMYK w Photoshopie. Kolory zgasną i jest to jak najbardziej prawidłowe. Od tego momentu pracujemy "na farbach", a nie "na cyfrach". Chociaż nie do końca! W panowaniu nad kolorami bardzo pomocny, jeśli nie niezbędny jest WZORNIK OFFSETOWY CMYK. Dzięki niemu możemy naocznie przekonać się, jak naprawdę w druku będzie wyglądał np. kolor C:80% M:50% Y:10% K:0%. I odwrotnie: nadając konkretnemu obiektowi wartości z wzornika możemy spodziewać się niemal na pewno, że tak wyjdzie on na papierze. Kontrola koloru za pomocą wzornika procesowego jest lekka, łatwa i przyjemna. Za ten komfort trzeba jednak zapłacić odpowiednią cenę, tym wyższą im więcej kombinacji kolorów zawiera wzornik (np. 1500 lub 3000 odcieni). Żeby nie było tak różowo (C:0 M:80 Y:15 K:0) dodam, że wzornikowi możemy wierzyć w 100% tylko wtedy, gdy PAPIER, użyty do druku naszego projektu będzie tego samego gatunku (co oznacza z reguły "kredę"). O tym, jak bardzo na kolor wpływa rodzaj podłoża, łatwo się przekonać drukując zwykłą atramentówką ten sam obrazek na zwykłym papierze kserograficznym i tzw. "fotograficznym". Z grubsza taki sam podział występuje w papierach o zastosowaniu poligraficznym. Mamy tu więc: - papier zwykły, zwany offsetowym. Jego porowata struktura wchłania dużo farby i "gasi" kolory. Przy niskich gramaturach (czyli grubościach od 60 do 90 g/m2) może też wystąpić problem z drukiem dwustronnym bardzo ciemnych projektów. Drukarz słusznie wydrze się wtedy na nas: "Nie da się! Przebije na drugą stronę! Papier się zeszmaci!" - papier kredowany. Jest specjalnie prasowany i wybielany, aby pochłaniał jak najmniej farby. Dlatego tutaj z kolorem możemy szaleć do woli. Na marginesie: drukarnie nienawidzą drukowania płaszczyzn zrobionych kolorem C:100 M:100 Y:100 K:100. Na żadnym papierze. Mówią, że sklejają im się arkusze. I naprawdę tak się dzieje, dlatego do uzyskania ładnej czerni osobiście polecam wartości C:80 M:60 Y:40 K:100. O idealnym odwzorowaniu koloru możemy natomiast zapomnieć projektując do prasy codziennej, drukowanej na papierze gazetowym. Podobnie jest z papierami ozdobnymi - ich specyficzna struktura, czy kolor niemal zawsze wpływają na druk. W tym przypadku jednak ma to swój urok i tylko od projektanta zależy, jak efekty papierów ozdobnych wykorzysta. Wielu grafików projektuje "w ciemno", nie wiedząc nawet gdzie będzie drukowana ich praca i jakiej jakości można się po drukarni spodziewać. Błąd ten czyni szkody po obu stronach barykady i kończy się często wielką bitwą o to "kto zawinił i kto za to zapłaci?!". W takich przypadkach skuteczną bronią w ręku projektanta jest PROOF czyli odbitka próbna, która stanowi niepodważalny wzorzec koloru. Obecnie wykonuje się dwa rodzaje proof'ów: analogowe (generowane za pomocą folii wgrzewanych w papier) i cyfrowe (drukowane na wysokiej jakości, specjalistycznych drukarkach). Te ostatnie są stosunkowo nowym produktem, dlatego ich Wiarygodność może być dyskusyjna. I chociaż jest to moja subiektywna opinia (niestety poparta kosztownym doświadczeniem), nie odradzam wykonywania cyfrowych proof'ów. Dlaczego? Coraz więcej drukarń wprowadza do parku maszyn systemy CTP (Computer to Plate), które eliminują z procesu produkcyjnego etap wykonywania klisz, niezbędnych do wykonania analogowej odbitki próbnej. Jest więc tylko kwestią czasu, kiedy proofing cyfrowy pozostanie sam na placu boju i będzie musiał sprostać wymaganiom zatwardziałych "analogowców" takich jak ja. Gdy wreszcie oddamy materiał do drukarni, nerwowo przygryzamy palce, czekając na efekty swojej pracy. Czasem w nocy budzi nas straszne przeczucie, że "coś spie...liśmy". Dopadamy komputera, sprawdzamy i... uff, jest dobrze... Jednak mimo przeświadczenia, że zrobiliśmy absolutnie wszystko, żeby praca została wydrukowana zgodnie z oczekiwaniem klienta, pozostaje jeszcze jeden czynnik, nad którym projektant niestety nie ma szans zapanować. Jest to JAKOŚĆ DRUKU. Ta uzależniona jest wyłącznie od drukarni i DRUKARZY. Przedstawię to za pomocą prostych równań: Duża drukarnia + dobre maszyny + certyfikat ISO + świetni drukarze = doskonała jakość, kosmiczne ceny Duża drukarnia + dobre maszyny + słabi drukarze = jakość dobra ze skłonnością do średniej Mała drukarnia + słabe maszyny + świetni drukarze = jakość nieprzewidywalna ze skłonnością do bardzo dobrej Mała drukarnia + słabe maszyny + słabi drukarze = dno, ale tanio Wiele drukarni ma problem z tzw. utrzymaniem koloru w nakładzie. Co to oznacza? Załóżmy, że zaprojektowaliśmy ulotkę z zielonym tłem, którą drukujemy z ilości 5000 egz. Przy odbiorze pracy okazuje się jednak, że zamiast identycznego koloru na wszystkich ulotkach widzimy kilkanaście różnych odcieni zielonego! Ten efekt nazywany jest "kalejdoskopem" i przez niektórych dowcipnych drukarzy traktowany jako bonus ("Panie! Dostaje pan kilkanaście kolorów w cenie jednego! Nie marudź człowieku"). Co czynić w takim przypadku? Jeżeli różnice są bardzo duże - oczywiście trzeba reklamować, albo negocjować dużą obniżkę. Natomiast gdy odstępstwa są niewielkie należy... przymknąć oko! Tak, zgadza się - namawiam do tolerowania niedokładności, które są bardziej powszechne niż można by sądzić. Przykład? Weźmy do ręki pewien znany miesięcznik geograficzny, znany z doskonałych zdjęć. Pierwsze kilkanaście stron ma u góry żółty prostokąt. Jest on elementem ramówki i na pewno został zaprojektowany z jednego koloru. Ale wystarczy rozsunąć kartki w wachlarz, a zobaczymy... kalejdoskop odcieni żółtego. Nieznaczny, czyli akceptowalny, nawet w tak prestiżowym piśmie. Zdarza się drukarni (choć obecnie bardzo rzadko) pomylić klisze i zamienić kolory druku. Dzieje się tak, gdy montaż klisz robiony jest ręcznie, a brak na nich oznaczenia kolorów CMYK (lub zostały błędnie wprowadzone przez projektanta-składacza). Efekt pomylenia kolorów najczęściej kwalifikuje wydrukowaną pracę do przemiału, ale niekiedy tworzy nową, ciekawą jakość. Tak stało się w przypadku okładki magazynu komiksowego Produkt nr 19. Pomylone ze sobą kanały cyjanu i magenty zmieniły pomarańczowo-brązową grafikę w dziki zestaw różów i zieleni. I wyszło super! Druk offsetowy jest techniką, w której od kilkudziesięciu lat praktycznie nie poczyniono żadnych rewolucyjnych zmian. Istota pozostaje ciągle ta sama, z całym bagażem niedoskonałości i możliwych do popełnienia błędów, a mimo to nie wynaleziono jeszcze nic lepszego. I to właśnie cenię w offsecie najbardziej – mimo prostych, wręcz prymitywnych metod można z niego wydobyć tak wiele! I nawet jeśli nie da się do końca zapanować nad efektami naszej pracy, możemy to nazwać dziełem przypadku, czyli… dziełem. Izabela Tomasiewicz |