![]() |
![]() Moja pierwsza |
Fotografia Efektywna
współpraca z modelem
"Fotografować zwierzęta może tylko człowiek kochający całym sercem przyrodę", mawia mój wujek Mietek, fotografik amator ze Szczecina. Ufam mu ponieważ mieszka na ulicy Wojska Polskiego. Pamiętam z dzieciństwa jak często zabierał mnie na sesje zdjęciowe, organizowane na okolicznych podwórkach. Tam miałem okazję poznać miejską faunę i florę. To dzięki niemu zostałem "zainfekowany" pasją przyrodniczą trwającą do dzisiaj i "pożerałem" w szkole podstawowej książki o wdzięcznych tytułach "Z życia owadów" lub "Nad Pasłęką żyją bobry". Niestety nie udało się wujkowi skłonić mnie do fotografowania. Minęły lata, a ja za sprawą przeprowadzki na wieś, ujrzałem na własne oczy to wszystko o czym czytałem w dzieciństwie. Wujek Mietek postarzał się i ze względu na kłopoty ze stawami zaprzestał wędrówek po sąsiedzkich rewirach. Urządził małe studio w jednym z pokoi swojego mieszkania nad Pizza Hut i fotografuje studentki Uniwersytetu. Właśnie dzięki tej stabilizacji otrzymałem jego ulubiony aparat fotograficzny, który zastąpił średnioformatowym Kievem. Przyznam, ze prezent nie wywołał u mnie zbytniego zainteresowania i znalazł swoje miejsce na półce. Przypomniałem sobie o jego istnieniu dopiero za sprawą interesującego artykułu na temat promieni podczerwonych, opublikowanym w archiwalnym numerze "Młodego Technika". Artykuł ilustrowały niezmiernie efektowne zdjęcia wykonane za pomocą amatorskiego aparatu fotograficznego. Technika pasjonuje mnie w równym stopniu co natura, więc zaciekawiony fotografiami zapragnąłem spróbować jak będą wyglądały kury hodowane pod promiennikami podczerwieni na naszej fermie. W trakcie kolejnego nocnego dyżuru, wybrałem się z wujkowym prezentem do kurnika i rozpocząłem fotografowanie. Kury z reguły płochliwe rozbiegały się dookoła pokazując mi kupry i gdakając w niebogłosy. Jednak ku mojemu zdziwieniu jedna z nich nie rzucała się panicznie do ucieczki, a wręcz pozowała. Wypstrykałem całą rolkę filmu głównie na nią i powróciłem do dyżurki. Zaintrygowany dziwnym zachowaniem kury, kontaktowałem się telefonicznie z wujkiem, którego moja opowieść wprawiła w wielki entuzjazm i skłoniła do wypowiedzenia słów : "Adam, takiej okazji nie możesz zmarnować". Mówiłem już wcześniej, że słowom wieloletniego pracownika Stoczni Szczecińskiej ufam bezgranicznie, więc postanowiłem odnaleźć ekscentryczną kurę. Kolejnej nocy kierując obiektyw w stronę stada kur, wychwyciłem ją bez trudu. Udało mi się ją łatwo schwytać i wpuściłem ją do dyżurki aby przyzwyczaiła się do nowych warunków. Sam udałem się dokonać rutynowych odczytów aparatury pomiarowej. Wracając, zastanawiałem się co może zaintrygować moją pierwsza modelkę i w jakich okolicznościach ją zastanę. Obstawiałem, że jej kurzą uwagę przykuje wybitna kreacja Kasi Figury w filmie "Pociąg do Hollywood", który właśnie oglądałem tej nocy. Jakże wielkie było moje zdziwienie gdy po ostrożnym otwarciu drzwi zastałem ją siedzącą grzecznie na stole wpatrzoną w coś zupełnie innego niż telewizor. W ten sposób powstało pierwsze zdjęcie, z którego oprócz mnie zadowolony był także wujek Mietek.
zobacz całe zdjęcie: » » » Moja pierwsza modelka trafiła do jednego ze sklepów spożywczych, a ja niestety nie zdołałem znaleźć jej godnej następczyni. To jednak zachęciło mnie do prób fotografowania innych zwierząt. Nie było to trudne, ponieważ moje poszukiwania nowego modela wśród tłumu kur, wywołały burzliwą dyskusję także na wybiegu. Tam właśnie musiał usłyszeć o nich gołąb, który zapukał pewnej nocy dziobem do okna dyżurki. Po sesji z udziałem pierwszego wolnego ptaka, wieść o mojej nowej pasji rozeszła się po leśnej głuszy i głębinach jeziora. W związku z dużym zainteresowaniem, zmuszony zostałem do wprowadzenia selekcji i starać się zachęcić najbardziej utalentowanych do dalszej współpracy. Jakże pomocna okazała się wiedza zaczerpnięta z książek, czytanych w latach młodzieńczych. Aby zachęcić obiecującego modela do ponownych odwiedzin, zmuszony jestem do zapewnienia mu optymalnych warunków, pozwalających na opanowanie stresu i wyzbycie się tremy. Pomimo wielu różnic charakteryzujących moich dotychczasowych modeli, w przypadku każdej sesji, kieruję się paroma niezmiennymi zasadami. Nigdy nie ustalam terminu sesji nie będąc pewny, czy mogę zagwarantować absolutny spokój i ciszę. Są to więc głównie sesje nocne, które w przypadku niektórych zwierząt wiążą się z większym wynagrodzeniem, ze względu na zakłócenie funkcjonowania zegara biologicznego. W studio panuje całkowita cisza. Nawet najbardziej spokojna i relaksująca muzyka może wywołać panikę u zwierząt, słyszących niedostępne dla ludzkiego ucha częstotliwości. Temperatura wyższa niż pokojowa, niezbyt komfortowa dla fotografującego, jest jednak wręcz rozluźniająca dla modeli, szczególnie ptactwa. Fotografując ptaki korzystam z ciągłego oświetlenia halogenowego, które nie płoszy modeli i emituje znaczne ilości ciepła. Aby wiernie oddać kolorystykę należy korzystać z filtrów konwersyjnych 80A lub 80B, które przetwarzają światło lamp żarowych o temperaturze barwowej 3200-3400 K na temperaturę 5500 K, odpowiadającą uczuleniu kolorowej błony filmowej do światła dziennego. Zwierzynę lądową fotografuję pod ciągłym światłem fluorescencyjnym nie emitującym tak dużo ciepła co halogeny. Zielone odcienie pojawiające się na błonach do światła dziennego eliminują filtry FL-DAY (jarzeniówki o barwie światła dziennego) i FL-W (jarzeniówki o barwie białej lub ciepło-białej). Problemy z wiernym odwzorowaniem barw w przypadku aparatu cyfrowego rozwiązuje opcja definiowalnego balansu bieli pozwalająca dokładnie skalibrować aparat do warunków oświetleniowych. Ryby i płazy wodne oświetlam lampami błyskowymi, które nie wysuszają ich skóry i pozwalają na łatwe fotografowanie "z ręki", co skraca sesję i wydłuża, a niekiedy ocala życie modeli. W przypadku ryb niezbędne jest duże naczynie z dotlenianą wodą, w którym odświeżam je w przerwach. Wykonanie niektórych zdjęć zmusza mnie do wykorzystania wiedzy technicznej i konstruowania pomocnych akcesorii. Miało to miejsce w przypadku ubiegłorocznej sesji z okoniem purpurowym. Nie mogąc moczyć go w całości ze względu na trudny do ściągnięcia kostium, zbudowałem lekki foliowy zbiornik wypełniony wodą i opinany gumka ponad skrzelami. Zapewniał on komfortowe oddychanie i pozwalał na zachowanie suchego kostiumu.
zobacz całe zdjęcie: » » » Korzystając z filmów o niskiej czułości i fotografując z dużą głębią ostrości, niezbędny okazuje się statyw pozwalający na wykonanie ostrych zdjęć nawet w słabych warunkach oświetleniowych. Pomocne są białe i srebrzyste ekrany odblaskowe ułatwiające doświetlenie tła i części modela pozostających w cieniu. Pracując ze zwierzętami kieruję się zaleceniami lekarzy weterynarii, którzy ubierają gumowe rękawiczki nie tylko ze względów higienicznych, ale także, aby nie narażać zwierząt na odrzucenie przez inne osobniki wyczuwające ludzki zapach pozostawiony na ciele. Do aranżacji scen "krwawych" używam jedynie naturalnej krwi świńskiej, ponieważ zwierzęta nie tolerują syntetycznych zapachów. Poza tym syntetyczna krew jest trudniejsza do zdobycia i zmycia z ciała modela (szczególnie sierści). Najbardziej mobilizującym czynnikiem, który skłania zwierzęta do pozowania, w przeciwieństwie do ludzi, nie jest chęć pokazania innym swojego ciała, dojście do sławy lub samosatysfakcja, a jedynie wartości materialne, w tym przypadku żywność. By zadowolić gusta współpracowników bacznie śledzę podręczniki zootechniki, omawiające dogłębnie wszelakie aspekty zwierzęcego życia, włącznie ze sposobami odżywiania. Staram się także wprowadzać pewne, specyficzne modyfikacje, aby możliwie urozmaicić dietę i zachęcić modeli do dalszej współpracy. Z lekką obawą uchylę rąbka tajemnicy i przedstawię wybrane dania z jadłospisu mojego atelier. Gryzoniom serwuję na początku sesji mieszankę orzechów laskowych, włoskich i szyszkowych ziaren. Wynagrodzeniem finalizującym udaną sesję są domowej produkcji żołędzie w polewie miodowej, o których to wieść dotarła już do Puszczy Bukowej. Właśnie z tamtych rejonów otrzymałem niedawno teleks od dzika zainteresowanego rodzinną sesją portretową.
zobacz całe zdjęcie: » » » Ptactwo zachęcam mieszanką pszenicy z makiem, który uspokaja i pozwala na łatwiejszą manipulację. Po zakończeniu sesji podaję ziarno konopne, znane ze swych pobudzających właściwości. Wywołuje ono stan swoistej euforii, na długo zapamiętywany i zachęcający do ponownego udziału w sesjach. Ryby karmię świeżymi dafniami z pobliskiego jeziora, a jako deser podaję egzotyczne przynęty. Obustronne zrozumienie i komfortowe warunki zapewniane moim modelom, owocują zdjęciami, które u wielu odbiorców wywołują zdumienie i nierzadko nieodparte przekonanie o wykorzystywaniu martwych zwierząt. Adam Szrotek |