![]() |
|
Agata |
Baba z Teką Bombka z...
Wczoraj byłam w Tesco. Nad wejściem wisiał wielki napis z miliona żarówek: "Wesołych Świąt". Kiedy piszę ten felieton, jest już koniec listopada – nadal przecież jesień, ale już chcąc nie chcąc myślimy o prezentach. Przewspaniały duch świąt nie pozwala nam zapomnieć ani o bliskiej, ani nawet o dalszej rodzinie. Z oczami na szypułkach biegamy po wszelkiego rodzaju marketach lub galeriach starając się wybrać najekonomiczniejsze, a zarazem najefektowniejsze podarki.
Będąc młodym grafikiem, w swej wielkiej niewiedzy ufamy, że ta gorączka ominie nas przynajmniej w pracy, gdzie – zatopieni w fotelu na kółkach – będziemy w ciszy i spokoju dłubać przy nudnych wizytówkach. Otóż, nic bardziej mylnego! Okres przedświąteczny w agencji reklamowej pod względem stresowości można by porównać do musu ukatrupienia całej ciężarówki karpi! KARTKI ŚWIĄTECZNE Zapotrzebowanie na nie jest ogromne – ważne, aby miała ona wkomponowane gdzieś logo firmy. Owo „gdzieś” oznacza w ustach klienta najczęściej: „Pani Agato, Pani mi walnie taką bombkę i na niej logo. Będzie git!” ![]() Moment ten jest niezwykle bliski memu sercu – wizualizacja z walnięciem bombki(!) – najlepiej z dużą ilością trotylu; jak najbardziej w owego klienta. Gdyby przeprowadzono sondaże wśród ludzi biur – pięknych sekretarek pań Kaś, szefów Ziutków i całej pozostałej szarej masy okazałoby się, że symbolem świąt nie jest ani rumiany, toczący się na krótkich nóżkach Mikołaj, ani choinka, ani też szopka z Jezuskiem i Trzema Królami, ale właśnie owa okrągła ozdoba choinkowa umieszczona na lekko ugiętej pod jej ciężarem gałązce. Z pewnością, ma to swoje podłoże w biurowej polityce – symbole religijne to raczej niestosowny pomysł – nikt nie chce przecież obrażać naszych – być może odmiennych – poglądów religijnych, o obrazę których w dodatku firma może zostać niechcący, tudzież znienacka, pozwana. Choinka w nowoczesnym biurze to raczej wielka niewygoda i dodatkowe koszty – sprzątaczka pani Ziutka odmawia nadgodzin spędzonych przy wydłubywaniu igieł z ekskluzywnej włoskiej wykładziny. Choinka plastikowa natomiast jest zbyt tania, po wyjęciu z magazynu ma pomięte igły i tak w ogóle to stało na niej pudło starych druków, więc jest wygięta w łuk i nijak prosto stać nie chce. Sterylna bombka – śliska, idealnie krągła, w której można się przejrzeć w drodze na konferencję, poprawiając dekolt, bądź krawat – jest jedynym słusznym wyborem. Swego czasu starałam się nawet delikatnie wpływać na gusta klientów, łagodnie nakłaniając na przytulne widoczki z zaśnieżoną chatką z której okien delikatnie sączyłoby się światło. Klient, płacąc za kartkę czasami sporą sumę pieniędzy, pragnie czegoś – ujmijmy to delikatnie – bardziej zdecydowanego; tzn. musi się świecić, brokacić, kapać od przepychu i jazgotać krzykliwą kolorystyką, i żeby to była bombka(!) – bombka z logo! Po, mniej więcej, tygodniu projektowania owych "świątecznych cudów" marzę o świętach z choinką owiniętą szczelnie w szary papier pakowy, a na widok bombek mam odruch wymiotny. Jedyne, co mnie trzyma wtedy przy pracy to świadomość, jak wiele osób będzie u mnie na Wigilii. Uciszam żądze artystyczne i wyjący z rozpaczy gust – zaciskam zęby i płodzę te cholerne bombki – żeby tylko podołać finansowo pod kątem prezentów. Czego Wam również - - - serdecznie życzę! Agata Janus
|