![]() |
|
Zamieszczone |
Portrety O portrecie słów kilka
Nie raz już spotkałem się ze stwierdzeniem, że fotografia portretowa powinna oddawać możliwie wiernie charakter osoby fotografowanej. Niektórzy traktują to jak niepisane prawo stanowiące o tym, czy portret jest dobry, czy nie. Uważam, że takie podejście tylko ogranicza możliwości, jakie daje nam fotografia portretowa. I wydaje mi się, że coraz częściej odchodzi się od tej zasady.
Bo czy nie lepszy i ciekawszy efekt współpracy między fotografem a modelem możemy uzyskać wtedy, gdy potraktujemy osobę fotografowaną jako pewne tworzywo, które możemy rzeźbić? Od którego wymagamy, by czasem zagrał jakieś emocje. Dzięki temu charakter zdjęć określa wypadkowa emocji, nastrojów i uczuć zarówno fotografa, jak i portretowanych osób. Oczywiście, w tym momencie pojawia się problem związany z doborem odpowiedniej osoby, która będzie potrafiła „na zawołanie” pokazać gniew, smutek czy radość i do której te emocje będą pasować. Często bywa tak, że osoba, którą fotografujemy na początku nie potrafi wyrazić swoją mimiką uczuć, jakie chcemy uzyskać na zdjęciu – wtedy potrzebna jest nasza pomoc. Trzeba ją niejako zmusić do uśmiechu lub nakłonić by przypomniała sobie wydarzenie wywołujące w niej smutek, i gotowe - mamy osobę, która wyraża naszą wizję. Głównym elementem moich portretów jest sama twarz, która może wyrazić dosłownie każde uczucie. Bardzo ważne, jeśli nie najważniejsze, są oczy – ładunek emocjonalny zawarty w spojrzeniu nierzadko nadaje średnio ciekawej pracy niepowtarzalny charakter. Następną istotną częścią, którą możemy wpleść w strukturę portretu są dłonie. Ktoś kiedyś powiedział, że z nich można wyczytać całą prawdę o człowieku. Wydaje mi się, że w dobrym portrecie powinny współgrać te trzy elementy. A jeśli już musimy pominąć któryś z nich, niech będą to jednak dłonie. Na koniec, kilka słów o sprzęcie. Zamieszczone tu prace zostały wykonane Prakticą VLC2, czyli aparatem dość starym. Do tego Pentacon 1.8/50 i Pentacon 2.8/135. Na świeżym powietrzu korzystam raczej z tego drugiego, natomiast przy zdjęciach pseudostudyjnych, gdzie głównym źródłem światła jest lampa 1000 W używam pierwszego. Mimo to, w obu przypadkach nie stosuję przesłony większej niż 5.6. Przy tej wartości cała postać pozostaje w granicach głębi ostrości, a tło jest nadal rozmyte. Ponadto, przy większych wartościach wydłuża się czas ekspozycji, co wymaga użycia statywu – a to, niestety, nie zawsze jest możliwe. Mimo tej przemyślanej reżyserii portretu, o której pisałem w ostatnim zdaniu, chciałbym przypomnieć, że fotografia jest sztuką polegającą na zamrażaniu ulotnych chwil. Zatem najlepsze zdjęcia powstają niejednokrotnie bez jakiegokolwiek przygotowania. |