Świat Konrada
Beata Kostuś
Za chwilę spod poplamionych bandaży wyłoni się twarz, ukryta przed nami, tak jak my przed nią... Tymczasem widzimy jedynie nagi, zakrwawiony tors z pokancerowanym, niezdarnie zszytym ciałem. Kim jest nieznajomy?
Bohaterowie w ciemnościach – anonimowe postaci, których egzystencję obserwujemy na obrazach Konrada Banaszkiewicza, pozostają dla nas zagadką.
Drewniane koniki na złoconych kółkach, które w mrocznych, zapomnianych pokojach czekają, ażeby zagalopować... Szczudlarze, zamaskowane postacie pojawiające się nocą, w blasku księżyca (tylko śmierć, słowiańska południca przychodzi w środku dnia). Na koniec poznacie CELECĘ; jej imię ktoś wypisał na murze mołdawskiego klasztoru – nic o niej więcej nie wiemy...
Partia szachów, którą proponuje nam Konrad Banaszkiewicz rozgrywa się co prawda w przepisowym polu, podzielonym na kwadraty czarne i białe, ale usytuowana jest w innej przestrzeni... Zdarzenia, które ją zaludniają są jak najbardziej oczywiste: cierpienie i śmierć...
Bezlik rzeczy kona z każdą agonią, równie wiele zostaje powołanych do życia. Zabijanie i tworzenie, które śledzimy na obrazach Konrada Banaszkiewicza to dwa akty boskie, czy też magiczne. Nie wiem, czy jego świat został zbudowany z materii żywej czy martwej.
Ciała, rośliny, ściany poddane zostają okrutnej metamorfozie. To, co martwe zmienia się w żywe – to, co żywe zamienia się w martwe. Rozpad, pulsowanie materii przenika bohaterów tych malarskich opowieści.
Ostatecznie najważniejsze pozostają przemiany, malarski opis żywiołów, które transformują nas – w imię jedności ze wszechświatem. Powszechna i nieunikniona zmienność losów, istota tej wielowątkowej i okrutnej opowieści, ujawniona zostaje w milczeniu, które spowija postaci. To stara gra, surowe reguły.
Po cóż jednak są obrazy? Abyśmy nie stracili jakieś nieskończoności. Tajemnice Konrada Banaszkiewicza ukryte zostały w labiryncie opuszczonych pokoi, w których drobne znaki na wyrytych tapetach są zapisem obecności autora, jego własnej intymnej historii. Ten świat powstał z nieskończonej ilości cierpliwie scalanych elementów, wybranych ze starych, rodzinnych albumów, z fotograficznej dokumentacji podróży po Europie i Azji.
Coleridge twierdził, że w snach obrazy są wynikiem wrażeń.
Sny Konrada – z dala, ze wszystkich świata stron przynoszą nam materię wspomnień, które – związane razem – budują świat ukryty w ekranie komputera, na stronach internetowych. Ciemności, które panują w tym wirtualnym świecie mają swoje specyficzne brzmienie. Pustkę ożywia szelest skrzydeł ćmy, w ciemnościach słychać (a może przesłyszeliśmy się? – to przez ten monotonny szum procesora) kroki nieznajomego... Konrad Banaszkiewicz krok po kroku konstruuje własny świat, stopniowo odkrywa przed nami rządzące nim okrutne prawa, zamiast etyki proponując ledwie ukrywany zachwyt nad dziwnością świata. Sprawia, że rzeczy ukryte stają się jawne, zakrywa natomiast to, co było widoczne...
I oto dalej nie możemy wniknąć w świat Konrada.
Beata Kostuś