WEBESTEEM | FLASH CARDS | FORUM
art & design
webesteem magazine | numery archiwalne | nr 11 | film
art & design
art & design

Wszystko
zaczęło się
od 17-minutowego surrealistycznego horroru nakręconego na taśmie 8 mm "Hag in a Black Leather Jacket"

Ludzie

John Waters – król złego smaku

 

Czy jest możliwe, by jeden człowiek potrafił urzeczywistnić w swoich filmach tak szerokie spektrum własnych inspiracji? Patrząc przez pryzmat ponad 30-letniej już kariery Johna Watersa, nie sposób odpowiedzieć inaczej jak tylko: tak!

 

Na stronie www.dreamlandnews.com, poświęconej Watersowi i jego niezależnej wytwórni Dreamland, autor podaje kilka nazwisk, które wydają się dobrze określać inspiracje „króla złego smaku” – jak zwykło się nazywać tego amerykańskiego reżysera. Jest na tej liście oczywiście “najgorszy reżyser w historii kina” – Edward Wood Jr.; jest twórca mrocznych, barokowo wizualnych, przesiąkniętych ideami Aleistera Crowleya, filmów – Kenneth Anger; nie zabrakło miejsca dla dwóch magów XX-wiecznej kinematografii, czyli Bergmana i Felliniego; należną pozycję otrzymał także “Król amatorskiego undergroundu” – Nick Zedd; i wreszcie na koniec dwie postaci, bez których nie sposób wyobrazić sobie historii amerykańskiej popkultury, czyli Walt Disney i Andy Warhol.

Kim zatem jest ten „geniusz kina”. To reżyser, którego nienawidzą krytycy. To oni okrzyknęli „Polyester” najgorszym filmem w historii kina. Jednocześnie ta zajadliwa krytyka kryje drugą stronę medalu. O filmach przeciętnych lub po prostu nijak-słabych krytycy nie piszą prawie wcale. Pojawiają się krótkie recenzje, film ląduje na dolnych półkach wypożyczalni wideo. Kino warte zapomnienia. Zdarzają się jednak twórcy, których każde kolejne dzieło powoduje lawinę recenzji, opisów, sporów i dywagacji. Krytycy jeden przez drugiego przekrzykują się o niskiej, wręcz śmietnikowej wartości filmów. Czy zdają sobie sprawę, że tworzą tym samym nimb kultu wobec takich filmów, reżyserów? Tak. Po co więc pisać recenzje mieszającą film z błotem, gdy ma się świadomość, że robi się reklamę filmowi? Prawdopodobnie odpowiedź jest prosta – bo nawet krytyk nie potrafi uwolnić się od magicznego nimbu kiczu takich produkcji. W ten sposób fala krytyki przejawia się w kloaczny marsz pochwalny. A stąd już tylko jeden krok do klasyki kiczu.

Waters, urodzony 48 lat temu w USA, swoją aparycją z pewnością nie sprawia wrażenia “reżysera kloacznego”. Wręcz odwrotnie – chodzi ubrany w garnitur, ma zadbanym wąsik i twarz angielskiego arystokraty. Czasem ogólne wrażenie mogą zachwiać tenisówki ubierane do garnituru, ale w dzisiejszych czasach to już nawet nie oznaka ekstrawagancji. Właściwie tylko jedna rzecz naprawdę przykuwa uwagę – wzrok, lekko rozbawiony, bystry, zdradzający wysoką inteligencję i osobliwe poczucie humoru – humoru, który stał się jedną z ikon amerykańskiej kultury niezależnej.

Czy mogło być jednak inaczej, skoro od dziecka przejawiał osobliwe, bądź co bądź, zainteresowania pożarami, huraganami i wszelkiej maści wypadkami? Z czasem zakres zainteresowań Watersa się powiększał – zażyłe znajomości z seryjnymi mordercami, wytrwały kolekcjoner pamiątek po Mansonie ale przede wszystkim znawca i koneser sztuki i co najciekawsze... krytyk. Ta mieszanka wybuchowa jak najbardziej pasuje nie tylko do niego samego, ale przede wszystkim do filmów, jakie reżyseruje.

Wszystko zaczęło się od 17-minutowego surrealistycznego horroru nakręconego na taśmie 8 mm "Hag in a Black Leather Jacket". Cała produkcja zamknęła się w niemniej surrealistycznej sumie 30 dol. Film został pokazany publicznie tylko raz, w jednej z kafejek ulubionego miasta reżysera, Baltimore.

W dwa lata później powstaje 40-minutowy kolorowy “Roman candles” – symultanicznie kadrowana etiuda o księdzu, drug queen i kobiecie napadniętej przez swojego fana. W roli drug queen po raz pierwszy wystąpił(a) „muza” Watersa – transwestyta Harris Glenn Milstead, znany jako Divine. Być może, właśnie dzięki niespotykanej osobowości i talentowi Divine Waters osiągnął tak szybko status reżysera kultowego. „Roman candles” jest też pierwszym filmem, jaki ukazuje się pod szyldem autorskiej wytwórni Watersa „Dreamland”.

W 1968 roku Waters kręci jak sam mówi swój „pierwszy prawdziwy film”: “Eat Your Makeup” – opowiastkę o facecie porywającym modelki i zmuszającym je do konsumpcji makeupu. „Premiera” filmu odbyła się w lokalnym kościele. Film ten był też pożegnaniem Maelcolma Soula, obok Divine pierwszej gwiazdy Watersa. Soul zmarł tydzień po „premierze”.

Niestety, z tego co mi wiadomo żaden z trzech wczesnych filmów Watersa nie ukazał się oficjalnie na jakimkolwiek nośniku. Szkoda, bo wydaje się, że przynajmniej “Eat Your Makeup” zasługiwałby na to.

Czy po przeczytaniu tych kilku zdań wiecie już kim jest „papież śmietników”, czyli John Waters? A może widzieliście wyświetlane także w TVP „Polyester” lub „Hairspray” i macie już wyrobione zdanie na temat twórczości Watersa? Jeśli tak, to cieszę się, lecz ostrzegam – nadal o twórczości Watersa nie wiecie prawie nic. Bowiem prawdziwego obrazu „enfant terrible” amerykańskiego kina można zasmakować jedynie w jego filmach z lat 70-tych: „Desperate Living”, „Female Trouble”, „Pink Flamingos”, „Multiple Maniacs” i „Mondo Trasho”. Dla wielu te filmy do apogeum złego smaku, dla większości to twory nieoglądalne, ale dla nielicznych – potrafiących czytać kino poza nawiasami – to ekscytująca przygoda i wyrafinowana rozrywka.

Wszystkich, którzy jeszcze nie widzieli tych filmów proszę o wstrzymanie się. W następnym wydaniu magazynu druga część przypowiastki o Watersie i jego obsesjach. Tam też przeczytacie czego możecie się spodziewać po filmach “księcia wymiocin” z lat 70-tych. Dla własnego dobra, najpierw przeczytajcie, potem oglądajcie;)

Maciej Podstolski

Źródła:

 

art & design
webesteem magazine | nr 11 webesteem magazine is a part of webesteem.pl  |  copyright © 2001-2005 webesteem.pl  
art & design