Wywiad z Liz McKay
Rozmawiają Adam Szrotek i Sylwia Banasiak
Czy pamiętasz swoje artystyczne początki?
Miałam trzy lata. Kazano mi pomalować koszulkę. Oczywiście, zaczęłam od dekorowania ścian salonu.
Lista szkół, które ukończyłaś jest imponująca. Jak sądzisz, w jaki sposób ukształtowało to Twój styl?
Film i animacja, sprawiają, że malując, chcesz w swoim obrazie przekazać pewną historię. Interakcję między postaciami.
Studiowałaś animację tradycyjną i komputerową. Czy obecnie wykorzystujesz te techniki w swojej twórczości?
Gdyby tylko czas na to pozwolił! Niestety musiałam przerwać projekt, nad którym pracowałam. Staram się koncentrować na malowaniu.
Jakie są Twoje ulubione formy ekspresji?
Sztuka, muzyka, stop-motion (technika filmowa wykorzystująca stały proces zatrzymywania i włączania kamery filmowej), film, teatr, taniec, teatr kukiełkowy, słowa.
Co uważasz za trudniejsze: narodziny pomysłu czy jego realizację?
Wydaje mi się, że najtrudniejsze jest dokonanie wybru.
Gdzie zazwyczaj wykonujesz swoje prace? Czy masz pracownię?
Zaczęłam pracować w jednym pokoju. Teraz w zasadzie cały dom ma charakter pracowni.
Analizując prace wielu współczesnych artystów, można zauważyć, że alienacja i samotność jest bardzo chętnie wybieranym tematem. To, co dostarczają, jest tak różne od tego, co Ty prezentujesz. Wybierasz bliskość, ciepło, miłość-wartości, powoli znikające z codziennego krajobrazu. Czy rzeczywiście tak odbierasz rzeczywistość, czy to tylko przewrotność?
Życie jest krótkie. Gdybyś mógł wybrać bycie szczęśliwym lub nie, czy wybrałbyś to drugie?
Czy to, co pokazujesz jest efektem doświadczenia, czy raczej wyobraźni?
Generalnie opieram się na wyobraźni, ale zdarza się, że rzeczywistość, w jakiś sposób przenika do prac. W niektórych pracach, zawarłam słowa i postaci z zasłyszanych historii, życia czy też mitów. Osoba, która kupuje obraz, nadaje mu pewną treść, ubiera we własną, znaną jedynie sobie historię. Sztuka ma nie tylko wizualny charakter, jest zarówno przedmiotem dyskusji, jak i swoją własną opowieścią.
Jak sądzisz, jak wiele można wyczytać z ludzkiej twarzy?
Wszystko, co czuje i zero tego, co myśli.
Czy zastanawiasz się czasami, jak kończą się malowane przez Ciebie historie?
Tak, zawsze. Najlepsze opowiadania i filmy pozostawiają cię zaintrygowanym, z niekompletnym zakończeniem, kończą się, a ty nadal o nich myślisz. W sztuce działa to w taki sam sposób.
Jak ważną rolę odgrywa muzyka w Twoim życiu? Czego słuchasz, kiedy pracujesz?
Uwielbiam muzykę. W obecnej chwili chyba najbardziej Cinematic Orchestra, Fourtet, Manitoba, Greenland, Phillip Glass. Jest także jazz i stara muzyka lat trzydziestych i czterdziestych. Od czasu do czasu szalona, cygańska muzyka akordeonowa. Wiele innych rzeczy. Obecnie współpracuję przy powstawaniu albumu.
Album jest instrumentalny. Piszę go razem z Leonem Kelly, członkiem pochodzącego z Sydney zespołu Greenland. Myślę, że najbliższym porównaniem może być tutaj wczesny Amin Tobin, zmiksowany z Phillipem Glassem i Fourtet, ale jest to oczywiście coś zupełnie innego. Ep (cd z pięcioma utworami) pojawi się z końcem 2006 roku.
Czy można namalować muzykę?
Oczywiście, ale jeden utwór można przedstawić na tak wiele sposobów.
Czy lubisz wchodzić z ludźmi w interakcje, czy raczej jedynie obserwować?
Ludzie są fascynujący. Lubię być wśród ludzi. Obserwacja jest równie przyjemna, np. filmy. Są tak inspirujące, szczególnie, kiedy przedstawiają miejsca i czas, niemożliwe do zeksplorowania. Jedne z moich ulubionych to te autorstwa Caro i Jeunet'a - Amelia i Miasto Zaginionych Dzieci.
Jak sądzisz, czy Twoja sztuka promuje szczęście czy jedynie jego złudzenie?
Kocham malować i ta więź jest widoczna w mojej sztuce.
Czy szczęście się kiedyś kończy?
Któż wie, co będzie jutro...
Liz McKay
Rozmowę prowadzili Adam Szrotek & Sylwia Banasiak