WEBESTEEM | FLASH CARDS | FORUM
art & design
webesteem magazine | numery archiwalne | nr 13 | komiks
art & design

Prezentacja

Konrad Grzegorzewicz

Daniel Clowes



Daniel Clowes

Daniel Clowes


Urodził się w Chicago 14 kwietnia 1961 r. Studiował w Pratt Institute w Nowym Yorku. Od 1985 tworzy komiksy dla różnych wydawnictw, jego debiutancka praca to „Lloyd Llewellyn”.

Wielokrotny laureat nagród Harvey i Eisner, w najbardziej prestiżowych kategoriach: Best Writer/Artist. W 2000 r. Powstał film na podstawie jego komiksu pt „Ghost World” w reżyserii Terry Zwigoffa, nominowany do oscara w kategorii najlepszy scenariusz adaptowany. Uważany za przedstawiciela drugiego pokolenia amerykańskich, niezależnych twórców komiksu, choć sam zarzeka się że największą grupą do jakiej należy jest on sam.

 


Daniel Clowes
Konrad Grzegorzewicz

Daniel Clowes


 

Bycie uznanym twórcą komiksów to podobny splendor jak bycie mistrzem badmintona – stwierdził Daniel Clowes w jednym z wywiadów. Z pewnością wie co mówi. Będąc jednym z najważniejszych nazwisk ostatnich lat w amerykańskim komiksie (dodajmy od razu, tym normalnym, zwróconym do ludzi) z upodobaniem śledzi dwuznaczności swojej pozycji. Będąc człowiekiem obdarzonym sarkastycznym poczuciem humoru z upodobaniem komentuje ten fakt nie tylko w wywiadach, ale i komiksach właśnie.

Zapewne nominacja do Oskara za adaptowany z komiksu scenariusz filmu Ghost World, przypieczętowała obecny status Clowesa, jednak już dużo wcześniej uchodził on za jednego z bardziej interesujących twórców. Debiutancka seria Lloyd Llewelyn, poświęcona prywatnemu detektywowi ze skłonnością do dziwacznych przygód i zgryźliwych komentarzy społecznych nie była jeszcze wielkim przebojem. W 1989 roku Clowes wystartował z kolejnym, bardziej urozmaiconym tytułem, który ostatecznie przyniósł mu sukces (porównywalny wszakże z karierą kometkową). W Eightballu przez ponad piętnaście lat publikacji przewijały się zarówno kąśliwe szorty, jak i dłuższe historie: od nieco lynchowskiego Like Velvet Glove Cast in Iron po Ghost World, czyli obyczajowy obraz dojrzewania w niedużym amerykańskim mieście.

W Clowesie walczą ze sobą chęć opowiadania historii i temperament felietonisty. Niczym aksamitna rękawiczka odlana z żelaza, jest pierwszą próbą zmierzenia się Clowesa z pełno wymiarową fabułą i odpoczynkiem od wydawania opinii. Pisana na bieżąco historia zasadza się na mnożeniu sytuacji i przedmiotów, do których najlepiej pasuje określenie bizarre. Oś tego nietypowego thrillera stanowi wyprawa głównego bohatera w poszukiwaniu kobiety ujrzanej w dziwacznym fetyszystycznym filmie. Wyposażonemu jedynie w nikłe wskazówki bohaterowi stają na drodze przewrotni policjanci, sekta religijno-rewolucyjna, właściciel psa bez głowy oraz masa podobnych, splątanych ze sobą atrakcji. Atmosferę zagrożenia budują zarówno postacie otwarcie wrogie jak i podejrzanie przyjazne – to jeden z charakterystycznych rysów twórczości Clowesa.

Równolegle z realizacją tej oderwanej od rzeczywistości makabreski, Clowes w niezliczonych szortach oddaje się krytyce wszystkiego na co padnie jego wzrok i niekończącemu się roztrząsaniu doli i niedoli niezależnego twórcy komiksów. Pretekstom do frustracji nie ma końca. Pomińmy wszystkich wymienionych w historyjce I Hate You Deeply oraz suplemencie I Love You Tenderly (który okazuje się w trzech czwartych poświęcony kontynuacji wyliczanki znienawidzonych typów ludzkich). Mocno obrywa się zarówno amerykańskiemu przemysłowi komiksowemu za lata poniżającego traktowania swoich twórców i skupienie się na zaspokajaniu potrzeb infantylnych kolekcjonerów jak i światu „prawdziwej sztuki” za zerwanie autentycznego kontaktu twórców z odbiorcami i skłonność do łatwizny tuszowanej wyszukanym, hermetycznym komentarzem. Na motywach króciutkiej satyry Art School Confidential złośliwie “demaskującej” prawa rządzące uczelnią plastyczną, ma powstać kolejny film tworzony wspólnie z Terrym Zwigoffem.

Pozostaje pytanie, gdzie kończy się autentyczna krytyka a zaczyna ironizowanie z własnego krytykanctwa. Clowes często zwraca się ustami bohatera-narratora wprost do czytelnika, jednak kwestia tożsamości poglądów pacynki z jej animatorem pozostaje otwarta. Wątpliwości podsyca sam autor, gdy tworzy komiks, w którym komentuje na bieżąco zabawę różnymi wersjami własnego rysunkowego wizerunku, dając znać wprost, że w pełni kontroluje swoją autokreację. Bywa zatem, że więcej Clowesa znajdziemy w postaci nastoletniej dziewczynki niż w autoportrecie.

Tak jest w przypadku Ghost World, chyba najważniejszego jak dotąd komiksu Clowesa, sfilmowanego w 2001 roku przez Terry’ego Zwigoffa. Imię głównej bohaterki, Enid Coleslaw (granej w filmie przez Thorę Birch) to anagram od imienia Daniela Clowesa, który uznał, że właśnie nadwrażliwa nastolatka próbująca zdefiniować samą siebie w otoczeniu z którym nie chce i nie potrafi się identyfikować, najlepiej wyraża jego stan ducha. Opowieść chwyta Enid i jej przyjaciółkę Rebeccę w chwili ukończenia szkoły średniej – momencie, gdy na krótko wszystkie drogi stoją otworem i nad człowiekiem zawisają nieznośne pytania: kim właściwie jest i gdzie przynależy?

Kolejny komiks będący dłuższą opowieścią powstaje w trakcie realizacji filmu. David Boring, bo o nim mowa, jest beznamiętną jak tytułowy bohater, ale przyjemnie złożoną historią, o... właściwie nie jestem pewien o czym. Z pewnością o Davidzie Boringu i jego poszukiwaniu perfekcyjnej kobiety, ale gdyby na tym się kończyło mielibyśmy do czynienia z ultra manierycznym romansem kończącym się zupełnie deus ex machina. Interpretację utrudnia właśnie klęska urodzaju. Składający się (podobnie jak profesjonalny scenariusz filmowy – stwierdza David) z trzech aktów komiks przeskakuje co jakiś czas z gatunku w gatunek a Clowes snując historię psychologiczną odwołuje się zupełnie mimochodem do przesadnych chwytów. Cały drugi akt bohater spędza z kilkoma osobami na osamotnionej wyspie, ponieważ właśnie trwa atak terrorystyczny i powietrze w pobliskim mieście stanowi zabójczą truciznę. Oczywiście, jak to na osamotnionej wyspie, kolejne osoby zaczynają znikać, natomiast w trzecim akcie akcja wraca jakby nigdy nic do cywilizacji, gdzie wszystko to co działo się na wyspie niemal zupełnie traci znaczenie. Być może Clowes chciał dać do zrozumienia, że w życiu dzieje się zwykle dużo i nie zawsze z sensem dającym się ująć w regułach tworzenia dobrego hollywoodzkiego scenariusza (wówczas można by to potraktować jako próbę odreagowania równoległej realizacji filmu), ale przyznacie sami, że to wątpliwa interpretacja (tym bardziej, że Clowes nie wspomina żadnej straszliwej konfrontacji z hollywoodzkim monstrum). Specjalnie dla was, przeczytałem DB ponownie i mógłbym pisać o nim długo wiele miłych rzeczy, a także snuć różne hipotezy, odpadam jednak przy próbie w miarę zwięzłego stwierdzenia, o co chodzi. Ze spraw bardziej przyziemnych, choć istotnych z punktu naszej badmintonowej analogii, warto dodać, że po kinowym sukcesie Ghost World wydanie zbiorcze Davida Boringa przejęło z rąk niewielkiego Fantagraphics, jedno z dużych wydawnictw książkowych.

Podobny los spotkał reedycję przedostatniego numeru Eightballa, zawierającego bardzo ciekawy komiks Ice Haven. Ma on niecałe 40 stron i składa się 29 historyjek wahających się długością od trzykadrowego paska do kilkuplanszowej opowiastki. Tworzą one niezupełnie poważną, ale bardzo finezyjną opowieść o splątanych losach mieszkańców małego miasteczka. To popis narracyjnej lekkości i humoru, przy ogromnym skondensowaniu opowieści. Clowes w kryminalnej intrydze z przymrużeniem oka wraca do lubianych przez siebie motywów i postaci: cichych frustratów, ludzi wyobcowanych i neurotycznych. Kolejny raz autor wpuszcza nas pod powierzchnię pozornie cichego, spokojnego życia – czytamy cudze pamiętniki, słuchamy wewnętrznych monologów i towarzyszymy sześciolatkom w sytuacjach gdy nikt ich nie widzi. Eightball 22/IceHaven łączy różne atuty Clowesa w kawałek bardzo dobrej, inteligentnej rozrywki.

Można mieć własne zdanie na temat komiksów Daniela Clowesa – ja sam nie stawiam go na szczycie swoich preferencji – nie ulega jednak wątpliwości, że jeśli z jakichś przyczyn zamiast nad badmintonem zechcemy pochylić się nad współczesnym komiksem amerykańskim, warto tego autora znać. Oprócz osobistych zasług, wzmocnionych być może nieproporcjonalnie przez prawie oskarowy romans z kinem, wyznacza on jeden z najprężniejszych kierunków, w których rozwija się komiks za oceanem. W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych brał on udział w ewolucji komiksu alternatywnego wobec superbohaterów; dziś, po dwudziestu latach, zbiera zasłużone owoce pracy, a tymczasem, dorosło w USA kolejne pokolenie twórców, którzy komiks skupiony na realnym życiu i jego zawiłościach traktują jak najnormalniejszą rzecz pod słońcem. O wielu z nich z pewnością jeszcze usłyszymy.

Czego sobie i wam życzę.

Konrad Grzegorzewicz

Daniel Clowes

Konrad Grzegorzewicz

art & design
webesteem magazine | nr 13 webesteem magazine is a part of webesteem.pl  |  copyright © 2001-2005 webesteem.pl  
art & design