WEBESTEEM | FLASH CARDS | FORUM
art & design
webesteem magazine | numery archiwalne | nr 13 | komiks
art & design

Recenzja

Karol Konwerski

Lupus



Lupus : okładka

Lupus


  • Scenariusz i rysunki: Frédérik Peeters
  • Wydawca: POST
  • Recenzja: Karol Konwerski
 


Lupus : Frédérik Peeters
Karol Konwerski

Lupus - jesteśmy wolni


 

W komiksie jak w bajkach wszystko jest możliwe. Nieśmiertelni bohaterowie w rajtuzach walczą z odwiecznym złem co miesiąc na 24 stronach zeszytów za jedyne 2.95$.

Umierają, zmartwychwstają, gryzą ich radioaktywne pająki, porażają promienie gamma. Jednym słowem możliwe jest wszystko, co tylko urodzi się w głowach scenarzystów. Byle szybciej, byle więcej, często byle jak.

Na całe szczęście pojawiają się twórcy i ich komiksy, które ten totalny brak ograniczeń potrafią wykorzystać do czegoś więcej niż kolejny dramat w kosmosie.

Takim właśnie komiksem jest „Lupus” Frédérik Peetersa; choć paradoksalnie, historia ta to właśnie kosmiczny (dosłownie i w przenośni) dramat.

Za sprawą poprzedniego albumu pt. „Niebieskie pigułki” Peeters stał się w Polsce autorem całkiem nieźle zanym, nie tylko grupie komiksowych fanów. To bardzo osobista opowieść o miłości autora do kobiety, która podobnie jak jej kilkuletni synek jest nosicielką wirusa HIV, urzeka prostotą i siłą wyrazu. Wzruszająca, piękna, mądra – ale nie o „Pigułkach” mowa tym razem, lecz o „Lupusie”.

Fabułę tego komiksu można śmiało streścić w kilku zdaniach. Tytułowy bohater i jego najlepszy przyjaciel kupują stary międzyplanetarny kontenerowiec i wybierają się na ryby. Kosmiczne ryby. Zażywając po drodze olbrzymie ilości narkotyków, w tzw. między czasie wpadają w pole przyciągania dziwnej dziewczyny, która wciąga ich w zupełnie im nieznany świat. Tyle streszczenia. I kosmicznych metafor.

Historia ta ani nie zaczyna, ani nie kończy się na opowieści o podróżach międzyplanetarnych, mało tego, fantastyka jest jedynie pretekstem, podkładem dla historii, która z kosmiczną fantazją ma niewiele wspólnego.

Lupus i Tony znają się od przysłowiowego zawsze, problem w tym, że praktycznie niczego o sobie nie wiedzą. Dziwna to znajomość, pozbawiona jakichkolwiek emocji, gdy nie chodzi o narkotyki, bądź łowienie ryb. Podróż, którą wspólnie rozpoczynają, jest ostatnim zrywem przed dorosłością czającą się w pobliżu.

Lupus dopiero co skończył studia, Tony... wciąż nie wie kim jest i kim chce być. Ich zachowanie normują ściśle wytyczone reguły żadnych zwierzeń, żadnych (nawet podstawowych) informacji o sobie. Ustalają, a raczej jak w pewnym momencie stwierdza Tony, to Lupus ustalił obszary, które dzielą ze sobą i te w których pozostają samotni. W efekcie trwają w na wpół sztucznej relacji, pełnej udawania i nieszczerych gestów. Wszystko zmienia się wraz z pojawieniem się kobiety.

Wbrew pozorom nie jest to łatwa i przewidywalna historia o trójkącie miłosnym. Saana jest dla każdego z nich kimś innym, kimś kogo obaj potrzebują i daje im to czego sami dać sobie nawzajem nie potrafią.

Tak jak nie jest to klasyczna opowieść science-fiction, tak nie jest to kolejna opowieść o dojrzewaniu. Podobnie jak fantastyka jest tutaj podstawą dla pozornego odrealnienia świata, tak inicjacja, przejście w dorosłość jest jedynie pretekstem do uniwersalnego przesłania jakie niesie ze sobą komiks Peetersa.

W uczuciach jesteśmy wolni. Nie ma w nich zasad, sztywnych reguł i schematów, w ramach których mamy się poruszać. Wszelkie ograniczenia wykluczają bliskość z drugim człowiekiem, a co za tym idzie skazują nas na samotność.

Peeters snuje opowieść bardzo zmysłowo i zwiewnie. Mimo, iż jest to w dużej mierze historia przygodowa (kosmos, polowania na ryby-potwory), autor żadną miarą nie spieszy się. Opowiada bardzo spokojnie, skupiając się na detalach, takich jak najazdy „komiksowej kamery” na oczy, usta, drobne gesty bohaterów, które mówią więcej niż słowa w dymkach. Czytając „Lupusa”, mamy czas.

Mamy czas na przeżywanie tej historii wspólnie z jej bohaterami. Autor poniekąd zmusza nas do tego, rozciągając akcje i zwalniając jej bieg, co nie jest ani typowym, ani powszechnym zabiegiem.

Peeters zdaje się traktować czytelnika nie tylko jako odbiorcę gotowego produktu, ale również jak równorzędnego współautora. Bo przecież historia Lupusa, Tonego i Saany nie kończy się w momencie wydania albumu. To dopiero początek. To my czytając, nadajemy jej ostateczny kształt, poprzez wrażenia i emocje, które w nas budzi.

Karol Konwerski

Lupus

Karol Konwerski

art & design
webesteem magazine | nr 13 webesteem magazine is a part of webesteem.pl  |  copyright © 2001-2005 webesteem.pl  
art & design