WEBESTEEM | FLASH CARDS | FORUM
art & design
webesteem magazine | numery archiwalne | nr 14 | komiks
art & design

Prezentacja

Andrzej Rabenda

Alan Moore, Antony Johnston, Juan Jose Ryp. Another Suburban Romance


Okładka

Another Suburban Romance

 


© Juan Jose Ryp
© Andrzej Rabenda

Another Suburban Romance


 

Alan Moore zrobił swoje. Po takich komiksach jak "Strażnicy", "V jak Vendetta" czy "From Hell" trudno się spodziewać by współczesny komiks mógł wyglądać tak jak wcześniej. Moore pokazał nimi, że można w tym medium sięgać do tematów poważnych, i co więcej, można w nim tworzyć utwory będące po prostu dobrą, wciągającą i znakomicie opowiedzianą literaturą. Powiedzieć, że w trakcie ostatnich 20 lat swej aktywności Moore przekroczył granice związane do tej pory z medium obrazkowym nie jest żadną przesadą. Pokazał, że stare, wydawałoby się, zużyte tematy można potraktować inaczej, w bardziej świeży sposób. Słowem, zaproponował pewną formułę komiksu, która - jak się okazuje, dała temu medium szansę na rozwój i dojrzałość.

Bez względu na to, czy prace tego scenarzysty uważa się za należące do tzw. mainstreamu, siła ich zawsze polegała na eksperymencie, na chęci Moore'a do podejmowania ryzykownych tematów, układania dawnych klocków w nowy, niespodziewany sposób, wzbogacający go o nowe znaczenia. Nieważne czy tematem o którym chciał opowiedzieć byli amerykańscy superbohaterowie jak w "Strażnikach" czy prawdziwa i setki razy przywoływana historia Kuby Rozpruwacza, jak w "From Hell", fabuły te zawsze były zaproszeniem do wejścia w iście borgesowski labirynt znaczeń, gry, interpretacyjnej przygody, a historie - pozornie dość mocno zakorzenione w tzw. kulturze "niższej", masowej, nabierały w rękach Moore'a innego charakteru. Chyba właśnie na tej umiejętności do stawiania pytań, komplikowania ich, przenoszenia od dawna znanych konwencji i sposobów opowiadania na grunt bardziej filozoficzny, problematyzujący, polega fascynacja i pewne "wzięcie" jakim się cieszą komiksy Moore'a po dziś dzień.

W tym kontekście warto przyglądnąć się niedawno wydanemu przez wydawnictwo Avatar Press, zbiorowi trzech, krótkich nowelek Moore'a p.t. "Another Suburban Romance". Ten stosunkowo krótki komiks pokazuje jego autora od trochę innej niż zwykle strony. Nie mamy tutaj wprawdzie do czynienia z pełnowymiarową, długą opowieścią - raczej z utworami ze swego założenia krótkimi. Komiks ten dla fanów Moore'a może mieć specjalny charakter. Jest on adaptacją sztuki scenicznej tworzonej przez niego w 1976 r. Z wypowiedzi autora można wnioskować, że to przedstawienie składało się z kilku części o poetyckim charakterze. Jak sam Moore mówi "Wśród różnych rzeczy, w które byłem w tamtym czasie zaangażowany, sztuka Another Suburban Romance była rodzajem surrealistycznego dramatu. Nie jestem pewny o czym traktowała, jeśli w ogóle o czymkolwiek. Występowało w niej kilka różnych postaci, które przewijały w serii scenariuszy będących medytacjami na temat polityki, seksu, śmierci i innych rzeczy". Sama sztuka wprawdzie nie przetrwała w całości do dzisiaj, niemniej pozostało po niej kilka fragmentów, wierszy i innych rzeczy, które Moore ostatecznie zdecydował się zaadaptować na komiks. Tak więc do komiksowej wersji Another Suburban Romance wybrał trzy - jego zdaniem najlepsze, opowieści. Są to w kolejności: "Judy switched off the TV", "Old gangsters never die" i tytułowy zresztą utwór "Another suburban romance".

Moore udostępnił tekst swojej sztuki. Scenariusz, zaproponował Antony Johnston a nad stroną graficzną przedsięwzięcia czuwał hiszpański rysownik Juan Jose Ryp. Te trzy nowelki są raczej dość wolnymi, poetyckimi impresjami, posiadającymi jednak pewien motyw przewodni. Jest nim występujący w każdej części bohater, a ich generalnym tematem jest jego podróż przez przedstawione czy też nakreślone w scenariuszu miejsca. Trzeba jasno powiedzieć, że o ile tekst Moore'a jest wierszem, adaptacja zaproponowana przez Jonstona i rysunki Rypa dopowiada do niego dużo. Tekst Moore'a jest raczej minimalistyczny. Scenariusz Jonstona stara się mu nadać bardzie sfabularyzowany charakter. Tak więc nawet jeśli w samym tekście nie mamy konkretnych miejsc, bądź rola poszczególnych osób jest tylko i wyłącznie, delikatnie nadmieniona, Jonston i Ryp tworzą z tego historię do której poetycki tekst Moore'a funkcjonuje bardziej na zasadzie komentarza, opisu jakiegoś bardziej ulotnego wrażenia.

Cechą wspólną tych historii jest zawsze pojawiająca się w każdej historii postać, której oczami patrzymy na świat. Przypomina ona bardziej flaneura Rimbauda, doświadczającego świata w bardziej intuicyjny, mniej zracjonalizowany sposób. W tych trzech krótkich opowieściach mamy przedstawioną dystopiczną rzeczywistość, w której czas stanął w miejscu. Jakby wszystkie możliwe historie, rzeczy bohaterowie nagle zaczeły istnieć w jednej chwili, a rzeczy przestawały mieć swoje realne znaczenie. Przypomina to trochę sytuację opisaną przez Rolanda Barthesa w książce "Imperium znaku" w której opisuje on kulturę japońską przez pryzmat tzw. Pustego znaku. - czyli, jak można powiedzieć, konwenji, która straciła możliwość oznaczania czegokolwiek. W pewnym sensie chodzi tu o sytuację w której kultura wytwarza pewne, kultywowane przez społeczność formy, które istnieją bardziej dla nich samych niż dla konkretnego znaczenia czy też treści, które miałyby ze sobą nieść. U Moore'a sytuacja jest trochę inna. Znaczenie mianowicie nie tyle rozmywa się w świecie form i konwencji, ile właśnie w chaosie rzeczywistości, w ich wieloznaczności, w trudnym do określenia problemie jaką jest próba zrozumienia i wytłumaczenia sobie tego co nas otacza.

W świecie przedstawionym w Another suburban romance króluje chaos, irracjonalność, kolejne wydarzenia nawzajem się wyprzedzają i trudno raczej dopatrzyć się w nich jakiegoś następstwa, jakiejś przyczyny, która miałaby za nimi stać. Równocześnie Moore nie pisze o tej sytuacji w sposób tylko i wyłącznie krytyczny. Wprost przeciwnie, ma się wrażenie jakby ta niesprecyzowana sytuacja, nie wskazująca może żadnej konkretnej drogi wyjścia, ale pokazująca ich chaotyczną wielość była szansą, możliwością wolności. W pewnym, sensie Another suburban romance ma charakter labiryntu po którym poruszają się wymyślone przez niego postacie; chaos, który je otacza jest zapewne rodzajem szaleństwa, ale też drogą do innego doświadczania świata, pewną zachętą do podróży, do poznania siebie.

Warto też zwrócić uwagę na stronę graficzną całego przedsięwzięcia. Juan Jose Ryp potraktował adaptację Another Suburban Romance poważnie i grafika, z którą można się w tym komiksie spotkać, faktycznie prezentuje wysoki poziom. Styl hiszpańskiego artysty bardzo przypomina rysunki Geoffa Darrowa - twórcy komiksu m.in. Hardboiled, znanego także z projektów scenograficznych do Matriksów braci Wachowskich. Styl ten charakteryzuje się posuniętą do granic absurdu dbałością o szczegóły i detale w kadrze. Można godzinami oglądać poszczególne rysunki w tym komiksie i znajdować w nich ciągle coś nowego. Przy czym w tej adaptacji Moore'a, Ryp zmierza w innym trochę kierunku niż Darrow. Raczej próbuje stworzyć swoimi rysunkami pewną atmosferę; nie stara się komentować tekstu Moore'a przez dodawanie i mnożenie w kadrze różnych, coraz bardziej absurdalnych elementów.

Trudno w ostatecznym rozrachunku nadać Another Suburban Romance jakąś jednoznaczną ocenę. Nie jest to komiks należący do tych, najważniejszych w karierze Moore'a, ale na pewno warto się z nim zapoznać. Problemem w jego odbiorze może być fakt, że nie znamy prawdziwej sztuki scenicznej od której ta adaptacja wzięła swój tytuł i początek. Nie mamy więc oglądu całości i - co za tym idzie, jakiegoś kontekstu dzięki któremu moglibyśmy szerzej poznać jej charakter. Komiks na pewno nam takiego pojęcia o nim nie daje. Trzy krótkie fragmenty wybrane do celu adaptacji komiksowej raczej sprawiają dość dowolne wrażenie i mimo, że można się dopatrywać tutaj pewnych cech wspólnych ze sobą, ciągle jednak są fragmentami oderwanymi od większej całości. Mimo to końcowy efekt, z którym stykamy się w formie książkowej jest interesujący i z pewnością warto się z nim zapoznać. W końcu jest to dość specyficzne i ryzykowne połączenie poezji z komiksem, które prawdopodobnie nie trafi w gusta każdego czytelnika komiksu, ale dla tych, którzy lubią w nim rzeczy wykraczające poza standardową, opowieść obrazkową jest to pozycja warta polecenia.

Andrzej Rabenda

© 2005 Andrzej Rabenda

Andrzej Rabenda

art & design
webesteem magazine | nr 14 webesteem magazine is a part of webesteem.pl  |  copyright © 2001-2005 webesteem.pl  
art & design