Dlaczego polaroidy?
Zająłem się fotografią z powodu permanentnego braku czasu i tkwiącego we mnie lenistwa. Ponieważ nieodparta chęć kreatywnego działania kłóciła się u mnie z niechęcią do mozolnego ślęczenia przy sztalugach lub innych tradycyjnych mediach. Fotografowanie okazało się strzałem w dziesiątkę.
Robię zdjęcia cyfrową lustrzanką, mam stary średni format no i Polaroida, który od pewnego czasu stał się moim niezaprzeczalnym faworytem. Używam głównie modelu 636 lub 600-tki, o które najłatwiej w Polsce. Mam też sx-70, ale w kraju nad Wisłą dostanie do niego filmu jest praktycznie niemożliwe, wielka szkoda bo to wspaniała i nieprzeciętnej urody maszynka. Ktoś mógłby powiedzieć, że w dobie cyfry jest to co najmniej dziwactwo lub próżna chęć wyróżnienia się w tłumie "matrycowych" fotomaniaków, ale to nie takie proste.
Nie przeczę, że też jestem entuzjastą najnowszych technologii, mogę wręcz powiedzieć, że jestem typowym gadżeciarzem, kocham elektroniczne cudeńka, twarde dyski, karty pamięci itp., uwielbiam swojego "cyfraka", bo daje mi on wielką wolność i pełną kontrolę nad obróbką zdjęcia, od momentu "wywołania" RAWA, po obróbkę w komputerowej ciemni.
Dlaczego więc polaroidy?
Dlatego że są niedoskonałe, a to dzisiaj deficytowa cecha, dlatego że brak negatywu stanowi o szlachetnej wyjątkowości danego zdjęcia, z zapisaną w nim kompozycją, chwilą, kolorem, czyimś wizerunkiem (to trochę tak jak namalować obraz), dlatego że odpowiada mi kwadratowy format dlatego, że nie mam w zasadzie żadnego wpływu na jakość, co przy moim dążeniu do uzyskania jak najlepszej odbitki (jeśli chodzi o "normalną" fotografię), uwalnia mnie od cyzelowania każdego zdjęcia. Dlatego że...
Ech, mógłbym jeszcze długo rozpływać się nad innymi zaletami tego cuda amerykańskiej techniki. Dla mnie najważniejsze jest jednak to, (tutaj najmocniej i serdecznie przepraszam za banał), że W POLAROIDACH TKWI JAKAŚ MAGIA i to mi zupełnie wystarczy.
Po prostu - szukasz motywu, kadrujesz, wduszasz spust aparatu i oto przy akompaniamencie charakterystycznego polaroidowego hałasu (klasyka!) wyjeżdża piękny obrazek - czy to nie piękne? Czegóż chcieć więcej.