Prezentacja
Rysunki robię dla siebie, egoistycznie, jeśli dzieciaki będą miały z tego frajdę to super, ale przede wszystkim chodzi o moją własną przyjemność rysowania tych pokracznych myszy, piesków, pchełek.
Numer 15 (1/2006) • 25 stycznia 2006 • english version »»
Miałam epizody modowe (kilka lat wczesnej młodości) zwierzęce (te konie w galopie), urbanistyczne.
Teraz jest moment powrotu do wspomnień z dziecinstwa i moich ukochanych ilustratorów: Stannego, Butenki, Wilbik, Zamecznika.
Rysunki robię dla siebie, egoistycznie, jeśli dzieciaki będą miały z tego frajdę to super, ale przede wszystkim chodzi o moją własną przyjemność rysowania tych pokracznych myszy, piesków, pchełek.
Wymyślam sobie postać, którą muszę polubić a historyjka układa się sama - teksty wymuszam na znajomych, a szczególnie siostrze.
Technika - tzw. własna. To co widać - to wiadomo - o tym czego nie widać - nie warto wspominać. Ważny jest efekt i jeśli jest w porządku to wystarczy.
Szuflady mam zawalone książkami robionymi w przerwie między pracą zarobkową. To daje komfort nie robienia niczego według wskazówek "tych którzy wiedzą lepiej co podoba się odbiorcy".
W ilustracji najważniejszy jest luz, luz, luz oraz poczucie humoru, nie cierpię tych wykalkulowanych, wymęczonych rysunków, których pełno w książkach pod którymi uginają się półki w polskich księgarniach.
To już chyba tyle, pozdrawiam serdecznie, może ktoś także polubi tych moich "koślawych" przyjaciół.
Moja "szarpana" wersja nieśmiertelnego Czerwonego Kapturka
Tu szaleństwo kolorystyczne, bo zwykle ograniczam się do czerni, bieli i jednego dodatkowego koloru.
Takie moje alter ego, kiedy ludzie wkurzają i mam ochotę kąsać.
Książka powstała na konkretny temat - "Palestine, Israel - two countries, two cultures, one peace". Otrzymała honorowe wyróżnienie w konkursie Book Project w Wenecji w 2005 r. (tekst mojej ukochanej siostrzyczki).
Poranna przygoda pchły powstala z mojego zamiłowania do rysowania włochatych kulek.