Gagatka

Agata Janus


To coś wyglądało jak dom z rybim ogonem. Światło księżyca delikatnie rysowało jego sylwetkę na tle ciemnego nieba. Ilonka postanowiła, że przyjrzy się całej sprawie z samego rana. Zapalanie księżyców nigdy nie należało do lekkich czynności. Rzuciła więc ostatnie spojrzenie domo-rybie i pobiegła czym prędzej do domu.

Numer 15 (1/2006) • 25 stycznia 2006


Agata Janus

Agata Janus. Rybodom.

Ilustracja: Agata Janus

Rybodom

Rybodom


Ciemność połknęła UM25, ostatnim widocznym jęzorem chmur oblizawszy się lubieżnie.

Ilonka przez chwilę wahała się nad wyborem berecika - ostatecznie decydując się na swój ulubiony zielony w turkusowe, orientalne wzory. Kiedy wychodziła z domu jęk otwieranych drzwi obudził Pusia.

- Gdzie idziesz mrówaaa? - zapytał i szybko przewrócił się na drugi bok.

- Zapalić Księżyce - westchnęła Ilonka mając świadomość, że jej odpowiedź nie dotrze już do Pusia.

Na zewnątrz panował mrok - gęsty jak smoła i tak samo lepki. Ilonka wzdrygęła się mimochodem, mając nadzieję, że strzepnie go z siebie. Planeta spała. Przynajmniej tyle można było wywnioskować patrząc na nią z Wieży Odczuć. Kiedy zapaliła drugi z księżyców w oddali - gdzieś na tle Może Morza dojrzała przedziwny kształt.

To coś wyglądało jak dom z rybim ogonem. Światło księżyca delikatnie rysowało jego sylwetkę na tle ciemnego nieba. Ilonka postanowiła, że przyjrzy się całej sprawie z samego rana. Zapalanie księżyców nigdy nie należało do lekkich czynności. Rzuciła więc ostatnie spojrzenie domo-rybie i pobiegła czym prędzej do domu. Zasnęła szybko i spala spokojnie wtulona w żółte futerko Pusia.

Nad ranem odbyło się ważne spotkanie. Kiedy wieść o domo-rybie rozeszła się wśród mieszkańców planety każdy chciał jak najszybciej zobaczyć owe zjawisko na własne oczy. Wszyscy oprócz stada krewetek. Te raczej były zmartwione. Najwyraźniej czuły się zagrożone obecnością obcego. Właściwie to wiadomo było, że bały się nie o siebie a o swoją niezwykłą kolekcję krawatów. Uważały nawet, że kolekcja ta to jedyny skarb w całej Galaktyce Złudnej Nadzieji.

Czy wierzę w to co widzę? widzę wszystko przez okulary własnej wyobraźni. Czasem miło by było nie śnić. Nie widzieć po ciemku stada potworów. Nie bać się nocnych eskapad do kuchni...

Świat jest pokręcony i prawdę powiedziawszy zaczynam się wkurzać, że jestem częścią tego jego pokręcenia. Moja rzeczywistość przeplata się z jawą. Nie wiem czy dałabym radę gdyby nie grafika. Gdyby nie skrawek Wacomika - za cholerę nie wydostałabym się z własnego wewnętrznego świata. Najtrudniej podobno uciec od siebie samego. Moim skromnym zdaniem - próbować na pewno nie warto.

Powiedziałam kiedyś, że moje grafikowanie to wywalanie toksyn z organizmu. Ale może to zamknięte, biedne moje Ja wysyła mi jakieś znaki i chce naprowadzić na trop mnie samej. Może studiując własne bohomazy odkryję kim jestem i co tak naprawdę znaczę dla siebie samej.

Domo-ryba westchnęła, a owo westchnięcie sfalowało wrzosy po sam czubek wzgórza. Zwierzęta zamilkły zafascynowane siłą podmuchu. Puś podrapał się po głowie i wymruczał cichutko:

- Może ta ryba jest nieszczęśliwa, bo nie może zanurzyć się w wodzie?

Melchior pogładził wąsy i spojrzał czule na Pusia.

- Masz rację Pusiu. Pytanie tylko skąd się na rybie wziął dom i czemu do niej przyrósł.

- Może chciała coś swojego... coś tylko dla siebie... coś czego nikt nie będzie jej mógł odebrać? - odparowała Ilonka.

Zwierzęta stały na brzegu i było wiadome, że potrzeba kolejnego zebrania, żeby obmyślić sposób pomocy domo-rybie.

Nikt nie chce być sam ze swoimi marzeniami. Każdy potrzebuje kogoś z kim może się dzielić. A jeśli twierdzi inaczej, to sam skazuje się na samotność.

Agata Janus