Recenzja

Krzysztof Lipka-Chudzik


Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, by odkryć, że Rickey Rat to w istocie karykatura Myszki Miki (Mickey Mouse). Podobnie inne postacie z komiksu Koslowskiego mają swoje odpowiedniki w świecie animacji.

Numer 15 (1/2006) • 25 stycznia 2006


Three Fingers

Three Fingers. Rich Koslowski

Top Shelf Productions (2002), 144 strony.

komiks : Three Fingers komiks : Three Fingers komiks : Three Fingers komiks : Three Fingers

© 2005 Rich Koslowski


Kto wrobił Szczurka Rickeya?


Krzysztof Lipka-Chudzik


"Śmiech to nasza jedyna broń" - mówi tytułowy bohater filmu Roberta Zemeckisa "Kto wrobił Królika Rogera?". Faktycznie, bohaterowie kreskówek nie mają łatwego życia. Wywijają na ekranie najdziksze hołubce, spadają w przepaść, dostają fortepianami po głowach... I wciąż uznawani są za podrzędnych wyrobników, za hollywoodzkich pariasów. Nikt nie powie im nawet jednego dobrego słowa. Animki mogą liczyć tylko na jedno: że odniosą sukces, rozśmieszając ludzi. Nawet jeśli im samym nie jest wcale do śmiechu.

Podejrzewam, że Rich Koslowski, rysując album "Three Fingers", oglądał po wielokroć "Królika Rogera". Ślady inspiracji są bowiem aż nadto wyraźne. Bohaterem "Fingers..." jest niejaki Szczurek Rickey (Rickey Rat), niegdysiejszy gwiazdor filmów animowanych. Poznajemy jego karierę od mizernych początków poprzez gwałtownie zdobytą popularność aż do smutnego finału. Tonację albumu zapowiada już okładka: widzimy dłoń Rickeya w charakterystycznej "animkowej" rękawiczce, cień wielkich uszu na ścianie... a obok papierosy i napoczętą butelkę tequili. Tak wygląda jesień życia zgorzkniałego, wypalonego aktora wspominającego dawną sławę.

"Trzy palce" to opowieść utrzymana w konwencji... filmowego dokumentu. Koslowski mistrzowsko przeniósł na papier strukturę kinematograficznej narracji - momentami wręcz odnosiłem wrażenie, że naprawdę oglądam jakiś demaskatorski reportaż z Fabryki Snów. Czarno-białe obrazki z gadającymi głowami sąsiadują z obszernymi sekwencjami przedstawiającymi narrację "zza kadru". Wydawać by się mogło, że tego rodzaju artystyczny zabieg wprowadza graficzną monotonię i utrudnia lekturę "Palców...". Nic bardziej błędnego! Historia, jaką snują "przed kamerą" bohaterowie Koslowskiego, rozwija się powoli, ani przez moment jednak nie pozwala czytelnikowi oderwać się od komiksu. Tym bardziej, że mimo pozorów groteskowej fantastyki "Three Fingers" jawnie odwołują się do rzeczywistych filmów, osób i wydarzeń.

Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, by odkryć, że Rickey Rat to w istocie karykatura Myszki Miki (Mickey Mouse). Podobnie inne postacie z komiksu Koslowskiego mają swoje odpowiedniki w świecie animacji. Geniusz kina Dizzy Walters to rzecz jasna Walt Disney; Warmer Bros. to bracia Warner... Nietrudno też odgadnąć, kim są tak naprawdę "rysunkowi aktorzy": Carhorn Armwhistle (Foghorn Leghorn), Portly Pig (Porky Pig), Sly Vester Jr. (Kot Sylwester), Barthalomew Baxter "Buggy" Bunny III (Królik Bugs), Dapper Duck (Kaczor Daffy) czy też Freidrich von Katze (Kot Fritz z filmu Ralpha Bakshiego). Zabrakło mi natomiast Kaczora Donalda, co trochę dziwi, jako że w imperium Disneya jest to bohater nie mniej ważny od Myszki.

Mnóstwo jest w "Palcach..." mniej lub bardziej zabawnych intertekstualnych odniesień. Rich Koslowski bawi się historią kina, obśmiewa Hollywood, a przede wszystkim ukazuje w krzywym zwierciadle zawrotną karierę Walta Disneya - słynny reżyser kreował publiczny wizerunek dobrotliwego wujaszka, prywatnie zaś był bezwzględnym tyranem. Komiksowy Dizzy Walters jest postacią moralnie dwuznaczną; owszem, to wielki artysta, ale żądza sławy popycha go do największych niegodziwości. Między innymi do tajemniczego i makabrycznego Rytuału.

Oszałamiający sukces Rickeya stał się źródłem przesądu, jakoby Szczurek w magiczny sposób zawdzięczał sławę temu, że u każdej dłoni ma tylko cztery palce (czyli kciuk i tytułowe "three fingers"). Dlatego w Hollywood zaczęto szeptać, iż kolejni "rysunkowi aktorzy", pragnąc się wybić, poddawali się nielegalnie - niczym członkowie yakuzy - amputacji małych palców. Ów odrażający chirurgiczny proceder zyskał nazwę Rytuału. Odbywał się, jak sugerują bohaterowie, z pełną wiedzą, akceptacją (a nawet udziałem!) Dizzy'ego Waltersa. A jakby tego było mało, o zainicjowanie barbarzyńskich praktyk oskarżono nieszczęsnego, Bogu ducha winnego Rickeya - co w znacznym stopniu przyczyniło się do upadku gwiazdora. Sceny, w których załamany, zdruzgotany szczur siedzi w fotelu i powtarza, płacząc: To nie moja wina, należą do najmocniejszych w całym komiksie.

Trudno jednoznacznie określić, czy "Three Fingers" Koslowskiego są smutną komedią, czy może zabawną tragedią. Z jednej strony bowiem trudno poważnie traktować perypetie animków (zwłaszcza gdy np. odpowiednik Królika Bugsa oświadcza: Jestem wybitnym szekspirowskim aktorem), z drugiej - śmiech zamiera na ustach, gdy spogląda się na okaleczone, zniszczone przez alkohol i narkotyki zwierzęta. Dokumentalna forma, na jaką zdecydował się Koslowski, pozwala osiągnąć złudzenie realizmu. Tak istotnie mogłoby wyglądać życie bohaterów kreskówek, gdyby istnieli oni w rzeczywistości. Hollywood zniszczył niejedno ludzkie życie; czemu z animkami miałoby być inaczej?

"Trzy palce" to inteligentna, śmieszno-straszna satyra na blichtr Fabryki Snów. W pamięci jednak zostaje przede wszystkim dramat Szczurka Rickeya, wypalonego artysty dręczonego przez niezasłużone poczucie winy. Rickey wzbudza litość, współczucie, żal, podczas gdy tak naprawdę przez całe życie, niczym Królik Roger, marzył tylko o jednym: jak najlepiej rozśmieszać ludzi...

© Krzysztof Lipka-Chudzik