Ludzie

Sebastian Żurowski


Generalnie można dostrzec dwie strategie, jakie stosuje się przy wykorzystywaniu piosenek na ścieżkach dźwiękowych. Pierwsza jest taka, jak w wypadku Tomb Raidera - piosenki w filmie nie ma. Druga - piosenka jest.

Numer 15 (1/2006) • 25 stycznia 2006


Jinyoung Shin : Minigaleria

Sebastian Żurowski. U2 i film.

Ilustracja: Jinyoung Shin


U2 i film


Bono (Paul David Hewson), The Edge (David Evans), Adam Clayton i Larry Mullen Jr - to pierwszy, aktualny i jedyny skład irlandzkiej grupy rockowej U2. Grupy, której działalność nie ogranicza się do muzyki. Na długiej liście ich przedsięwzięć są nie tylko inicjatywy stricte muzyczne, ale także różne projekty politycznie i społecznie. W sferze zainteresowań członków grupy znajduje się także film.

Z jednej strony jest to zupełnie zrozumiałe. Teledyski są w końcu czymś w rodzaju krótkometrażowego filmu fabularnego, a żaden wykonawca nie zaistnieje na rynku bez teledyskowej promocji. Bardzo wyspecjalizowanym rodzajem (teledysk to po prostu reklama), ale jednak. Klipy U2 trzymają zwykle dobry poziom, ale nie one będą mnie interesowały. Przynajmniej nie tylko one.

Sunday Bloody Sunday. Ta piosenka jest żelaznym punktem wszystkich koncertów zespołu. To przeraźliwe wołanie o koniec przemocy w Irlandii Północnej. Zupełnie naturalne jest to, że droga zespołu i jego członków skrzyżowała się z reżyserem Jimem Sheridanem, którego wiele filmów w różny sposób dotyka drażliwych kwestii stosunków irlandzko-brytyjskich (jak chcą niektórzy: katolicko-protestanckich). Najsłynniejszy jest chyba obraz W imię ojca, opowiadający autentyczną historię Irlandczyka Jerry Conlona. Conlon, jego ojciec i siostra zostali oskarżeni o przygotowanie i przeprowadzenie zamachu na pub w Londynie. Atakowanie takich obiektów było zgodne ze strategią IRA, gdyż większość bywalców tego konkretnego lokalu to angielscy żołnierze (na tej podstawie więc można było uznać go za obiekt militarny). Bez cienia dowodu, na podstawie jakiegoś donosu i z powodu braku alibi oskarżonych oraz dzięki wymuszonymi brutalnym traktowaniem przyznaniu się do winy, skazano ich na długoletnie więzienie. Wkrótce po wyroku służby specjalne dowiedziały się, kto był rzeczywistym organizatorem zamachu, ale utrzymywały to w tajemnicy przez 15 lat. Wreszcie niezależne dochodzenie i powtórny proces doprowadziły do uwolnienia Conlona (siostra otrzymała krótszy wyrok i już była na wolności, a ojciec umarł w więzieniu). Piosenki do tego filmu skomponował Bono, a wykonała je Sinead O'Connor. Autentyczność historii opisanej przez Sheridana naprawdę porusza. Równie wstrząsający jest film po tytułem Krwawa niedziela (reż. Paul Greengrass). To z kolei paradokumentalna rekonstrukcja wydarzeń Krwawej niedzieli, które w ogóle były impulsem do powstania utworu wykonywanego przez U2. Film podsumowuje piosenka U2 w wersji koncertowej.

Żeby jednak nie było, że U2 nie macza palców w czystej rozrywce i komercji: w pewnym momencie w połowie lat 90. XX w. o grupie było stosunkowo cicho. To milczenie przerwała jedynie piosenka Hold Me, Kiss Me, Thrill Me, Kill Me pochodząca z trzeciej części komiksowych przygód Człowieka-Nietoperza Batman Forever (reż. Joel Schumacher). W tym okresie członkowie zespołu podzielili się na dwie podgrupy. Pierwsza (Bono i The Edge) otrzymała zaszczytne zadanie napisania tytułowego utworu do Goldeneye (reż. Martin Campbell) - kolejnej części Jamesa Bonda. Agent 007 wracał na ekrany po kilku latach przerwy i realizatorzy musieli dołożyć wszelkich starań, aby film odniósł sukces. Sukces był, a w jakimś stopniu zapewne przyczyniła się do tego ta piosenka wykonana ostatecznie przez Tinę Turner (całość muzyki ilustracyjnej Goldeneye skomponował Francuz Eric Serra, który popularność zdobył dzięki współpracy z Lukiem Bessonem). Druga podgrupa (Adam Clayton i Larry Mullen Jr) nagrała nową wersję tematu Lalo Schifrina Mission: Impossible. Okazją do tego był powstający film Briana De Palmy pod tym samym tytułem. Mission: Impossible to serial, którego historia sięga jeszcze lat 60. Z tamtych lat pochodziła oryginalna muzyka Schifrina. W latach 80. producenci powrócili do pomysłu i nakręcono nową serię już w zupełnie nowej obsadzie. Jednak dopiero w 1996 roku wszedł na ekrany wysokobudżetowy film pełnometrażowy i właśnie w tym projekcie brała udział owa druga podgrupa U2. Ich zadanie obejmowało nagranie jedynie tego tematu muzycznego, a resztę filmu muzycznie opracował Danny Elfman. Później, przy okazji premiery drugiej części filmu (reż. John Woo), po raz kolejny przearanżowano utwór, ale zrobił to już ktoś inny - kompozytor Hans Zimmer i zespół Limp Bizkit.

Zasadniczym mechanizmem promocji płyty All That You Can't Leave Behind była oczywiście trasa koncertowa Elevation Tour 2001, ale ważną częścią kampanii reklamowej było także umieszczenie piosenki Elevation na ścieżce dźwiękowej potencjalnego kasowego hitu lata roku 2001 - Tomb Raidera (reż. Simon West). Filmowy Tomb Raider od początku był skazany na sukces ze względu na popularność gry komputerowej, na której został oparty. Typowe jest, że w samym filmie nie ma tej piosenki - w przeciwieństwie np. do Batmana. Za to efektowny teledysk Elevation wykorzystuje sporo ujęć z Larą Croft, a poza tym zawiera specjalnie zaaranżowane wybuchy budynków i samochodów. Wszystko po to, by klip przypominał przygodowy film i zwiększył sprzedaż płyty oraz oglądalność filmu..

Kolejny tytuł, w którym piosenka U2 jest, ale w gruncie rzeczy nie wiadomo po co i dlaczego, to Uciekająca panna młoda (Garry Marshall). Piosenka I Still Haven't Found What I'am Looking For otwiera film, ale grupa niewiele miała wspólnego z tym, że się ona tam pojawiła. Po prostu reżyser i producenci uznali, że pasuje im ona do filmu i wykupili prawa do wykorzystania od wytwórni płytowej. Inna sprawa, że akurat U2 wydaje albumy w wytwórni, która jest ich własnością.

Płyta Rattle and Hum z końca lat 80. również była promowana przez film, ale był to nie ocierający się kicz film akcji, lecz pełnometrażowy dokument o amerykańskim tournee U2 z roku 1987, które promowało poprzedni album - The Joshua Tree. Znajdują się tam urywki koncertów, sceny zakulisowe oraz fragmenty wywiadów udzielanych przez muzyków. Całość wyreżyserował Phil Joanou (twórca wielu teledysków i reklam oraz kilku filmów fabularnych - m.in. dosyć dziwnej komedii romantycznej Entropia z roku 1999, w której Bono pojawił się jako aktor), a obraz jednocześnie trafił na ekrany kilku tysięcy amerykańskich kin. Film i płyta Rattle and Hum nie powtórzyły wcześniejszego wielkiego sukcesu komercyjnego (i artystycznego raczej też) The Joshua Tree. Ten i wszystkie powyższe epizody przysłania jednak najciekawsza artystycznie (i towarzysko) współpraca z niemieckim reżyserem Wimem Wendersem.

Zanim o tym jeszcze jedna uwaga. Generalnie można dostrzec dwie strategie, jakie stosuje się przy wykorzystywaniu piosenek na ścieżkach dźwiękowych. Pierwsza jest taka, jak w wypadku Tomb Raidera - piosenki w filmie nie ma. Druga - piosenka jest. To jest oczywiste. Oczywiście ważne są warianty tej drugiej możliwości. Piosenka może być, ale tylko w czasie napisów końcowych - czyli jest tak, jakby prawie jej nie było - lub może odgrywać jakąś mniej lub bardziej znaczącą rolę w trakcie narracji. O ile większość wspomnianych dotychczas wypadków realizuje możliwość pierwszą lub pierwszy wariant drugiej możliwości, to właśnie dopiero w wypadku filmów Wendersa i muzyki U2 jest inaczej.

Wenders, Werner Herzog i Rainer Werner Fassbinder to chyba trzy najważniejsze nazwiska w powojennym kinie niemieckim. Wszyscy oni funkcjonują w świadomości osób nieco interesujących się kinem jako twórcy kultowi. Fassbinder swoje burzliwe życie zakończył samobójstwem, Herzog przeważnie współpracował z genialnym w swoim aktorskim szaleństwie Klausem Kinskim i jest to ważne, bo Herzog bez Kinskiego to już nie to. Filmy Wendersa są zdecydowanie najmniej kontrowersyjne, ale jednocześnie chyba najprzystępniejsze. Mają atrakcyjne fabuły i jednocześnie drugie dno. Często bardzo wyrafinowane, ale łatwo dostrzegalne. Szczególnie widać to po jego produkcjach amerykańskich. Połączenie kultowości Wendersa i kultowości U2 dało piorunujący efekt. Najważniejszy jest tu film Until the End of the World. Pochodzi on z początku lat 90. XX w., grany jest po angielsku, choć to europejska koprodukcja. W rolach głównych William Hurt i Solveig Donnenmartin. Pierwsza godzina filmu to klasyczne kino akcji. Zwrot akcji goni zwrot akcji w rytmie dynamicznie zmieniającej się muzyki. Pojawia się w tym swoistym miksie również utwór U2 Until the End of the World. Piosenka ta wraca - wtedy już jako komentarz całości - jeszcze w czasie napisów końcowych. Jest tylko jeszcze jeden film, który tak ściśle jest związany z samą treścią jakiejś piosenki U2 - to With or Without You, który Michael Winterbottom zrealizował właściwie jako swoistą adaptację treści piosenki.

Innym wspólnym projektem muzyków U2 i Wima Wendersa był film The Million Dolar Hotel. Tym razem muzycy nie tylko skomponowali specjalną piosenkę (przy tej okazji zawiązał się także tymczasowy projekt The MDH Band, którego członkami byli m.in. Bono i Brian Eno), ale również byli współautorami scenariusza. Konkretnie jeden z nich, Bono, który jeszcze na dodatek był współproducentem obrazu. Właśnie wkroczenie członka grupy na pole tworzenia scenariusza sprawiło, że związek Wendersa i U2 jest zjawiskiem wyjątkowym. Poza tym grupa nagrała jeszcze jeden klip (If God Will Send His Angels z płyty Pop), który jawnie cytuje Wendersowskie Niebo nad Berlinem.

Sam Wenders nie tylko reżyseruje, ale również bywa producentem. Dzięki niemu Micheangelo Antonioni w 1995 roku po kilkunastu latach milczenia nakręcił kolejny film. Po tamtej stronie chmur, bo o nim mowa, jest właściwie ich wspólnym dziełem Niemca i Włocha. Antonioni już wtedy był w podeszłym wieku, a praca na planie jest jednak męcząca. Dlatego Wenders częściowo również musiał reżyserować. I to zapewne on spowodował, że na ścieżce dźwiękowej znalazły się instrumentalne wersje kilku przebojów U2.

Jak widać nawet z tego pobieżnego przeglądu, sporo jest filmów, w powstaniu których muzycy z U2 brali mniejszy lub większy udział. Nie ma nic dziwnego w tym, że przemysł filmowy zainteresował się nimi, a oni zainteresowali się przemysłem filmowym. Niektórzy muzycy idą jeszcze dalej i tak np. Phil Collins - oprócz dwu Oskarów za piosenki filmowe - ma na swoim koncie kilka całkiem udanych ról filmowych (m.in. Oszust, A orkiestra grała dalej). Podobnie Mick Jagger, Meat Loaf, David Bowie czy Sting. Takie mariaże to przede wszystkim zwykły zabieg reklamowy, ale poza tym gdzieś tam w głębi jest jeszcze jakaś prawdziwa sztuka, której sporo osób szuka i słuchając muzyki, i oglądając filmy.

Sebastian Żurowski