Felieton

Patryk Zawadzki


Standard mówi, że każda dwudziestolatka ma piersi. Nie mówi jednak, czy są one rozmiaru B, czy D. Nie określa też, jak zachęcić ją, by je pokazała. Takie są właśnie przeglądarki.

Numer 16 (2/2006) • 31 maja 2006


Nicholas Di Genova : Minigaleria

Patryk Zawadzki. Projektant czy szablonista?

Ilustracja: Nicholas Di Genova


Projektant czy szablonista?


Tekst ten chciałem zadedykować przede wszystkim właścicielom agencji multimedialnych i grafikom, którzy dotąd specjalizowali się w pracy z DTP, a przygodę z siecią zaczęli stosunkowo niedawno. Dlaczego?

Kiedy mówię tak samo, mam na myśli identycznie

W wielu firmach do dziś panuje pogląd, że layout zaakceptowany przez klienta jest rzeczą świętą. Relikwią, która w swej doskonałości jest nienaruszalna i finalny projekt musi być z nią identyczny pod każdym względem. Do tego stopnia, że zanim zleceniodawca otrzyma do ręki gotowy projekt, przeprowadzane są testy wymiarowania z precyzją godną studenta pierwszego roku geodezji. A to interlinia w Operze jest zbyt duża o piksel, a to padding któregoś boksa nie zgadza się o 2%. Niezbędne są pilne korekty.

Ale czy na pewno?

Teoretycznie tak, ale jak to teoria w fizyce, która zakłada brak tarcia i temperaturę pokojową na poziomie zera bezwzględnego, tak teoria budowy serwisów pomija ważne czynniki - zasoby ludzkie i czasowe. Innymi słowy, opłacalność całego przedsięwzięcia.

40% ceny szablonu to zapłata tylko za Twoją satysfakcję

Jeśli projekt można w ciągu jednego dnia pociąć, a w ciągu kolejnych dwóch dni doszlifować jego strukturę, to spędzenie dodatkowych dwóch dni na obchodzeniu specyfiki poszczególnych przeglądarek - a zaznaczam tutaj, że nie mówimy o błędach wyświetlania czy rozpadającym się projekcie, chodzi tylko i wyłącznie o bycie pixel-perfect - wydłuża czas budowy szablonów o, jak łatwo policzyć, 66%.

Korzyść jest raczej mizerna, bo ani klientowi nie zrobi różnicy skrócenie ledwie widocznego kontenera z cieniem o dwa piksele, ani nie zwróci na to uwagi internauta, który na stronę wejdzie wszak dla jej treści i często nie zapamięta nawet jej kolorystyki. Ba, nie mając przed oczami projektu graficznego, nie będzie w stanie określić, czy układ w istocie jest pixel-perfect w stosunku do projektu graficznego. Czas ten uważam więc za stracony.

Déjà vu - ale czy na pewno?

To lenistwo - zakrzyknie pewnie ktoś z czytelników. Nie, nie jest to usprawiedliwienie dla chęci zamknięcia projektu przed terminem. Zaoszczędzony czas można wykorzystać ze znacznie większym pożytkiem dla budowanego serwisu, ale o tym a chwilę.

Klient tego nie przyjmie - odezwie się człowiek nie szanujący swoich żywicieli. Klient to nie idiota. Być może z Siecią nie jest na bieżąco, może nie zna specyfiki jej działania, ale z pewnością da sobie wytłumaczyć, że płaci za Twój czas. Za czas, który można zagospodarować dla jego projektu znacznie lepiej.

Ktoś inny mógłby jednak spytać, jak to możliwe, że drobne z pozoru poprawki zajmują tak znaczną część pracy nad szablonami? Pytanie takie wynika zapewne z mylnego wyobrażenia o standardach internetowych, o których od kilku lat tak głośno, ale już spieszę z wyjaśnieniem.

Standard to nie norma

World Wide Web Consortium, powszechnie znane po prostu jako W3C, to organizacja odpowiedzialna za opracowywanie i publikację dokumentów standaryzujących sieć WWW. Standardy te nie mają jednak żadnej mocy prawnej i - w odróżnieniu od choćby norm ISO - mają jedynie charakter rekomendacji, co niejednokrotnie podkreślane jest w tekście każdego z opublikowanych dokumentów.

Początkowo starano się przyspieszyć ewolucję sieci poprzez publikowanie coraz to nowszych wersji poszczególnych dokumentów. Pojawiły się CSS2 i modny ostatnio XHTML. Okazało się jednak, że producenci przeglądarek, choć sami mają swoich reprezentantów w strukturach W3C, doskonale zdają sobie sprawę z dobrowolności w kwestii adaptacji coraz to nowszych standardów. Szybko stało się jasne, że publikacje W3C coraz bardziej przypominają literaturę science-fiction i coraz mniej mają wspólnego z szarą rzeczywistością.

Zaczęto korygować standardy, patrząc przez pryzmat implementacji będących w użyciu. Obecnie standardy takie jak CSS2.1 nie przypominają już odgórnych nakazów natychmiastowej modernizacji. Przywołują na myśl raczej dyrektora szkoły podstawowej, który zrezygnowany mówi: nie jesteśmy w stanie zmusić ich do rzucenia palenia, ustalmy zatem, w której ręce mają trzymać papierosa.

Również powołane wcześniej do życia standardy HTML 4.01 i XHTML 1.x nie są tak precyzyjne, jakby się mogło wydawać. Trudno to sobie wyobrazić bez odniesienia do życia codziennego, stąd może nieco kontrowersyjny przykład poniżej.

Kobieta zmienną jest

Girl

Standard mówi, że każda dwudziestolatka ma piersi. Nie mówi jednak, czy są one rozmiaru B, czy D. Nie określa też, jak zachęcić ją, by je pokazała. Takie są właśnie przeglądarki. Podobnie jak młode kobiety, lubią mieć swoje kaprysy i nie zawsze są do końca przewidywalne. Niektórzy żartują nawet, że to świetnie się składa, bo inaczej wszyscy stracilibyśmy pracę.

O ile wprawienie przeglądarki w dobry humor może być wykonalne relatywnie niedużym nakładem sił, to sprawienie, by piszczała na nasz widok przypomina często bardziej obrzędy Voodoo niż pracę rzemieślniczą.

Co więcej, nie ma jednej, skutecznej, schematycznej metody by to osiągnąć.

Na tym jednak Sieć się nie kończy.

Musimy pamiętać, że sąsiad, który przyjdzie do nas w odwiedziny, podobnie jak internauta, może preferować biust o rozmiarze C i dokona w tym celu odpowiedniej rekonfiguracji swojej przeglądarki - te powstały w końcu, by lojalnie służyć czytelnikom, a nie budowniczym serwisów i grafikom. Tutaj właśnie wracamy do zaoszczędzonych dwóch dni w cyklu budowy szablonów.

Buduj serwisy lepsze, a nie "identyczniejsze"

Co z nimi zrobić? Poświęcić je na upewnienie się, że serwis działa prawidłowo także przy niewielkich, lecz częstych, zmianach w konfiguracji przeglądarek. Czy nasze nowe, pływające menu jest dostępne przy wyłączonych skryptach JavaScript? Jeśli nie, to czy istnieje metoda na wygodnie i intuicyjne dotarcie do całej treści serwisu?

Czy jeśli będę wieczorem zmęczony po całym dniu pracy przed monitorem i zwiększę rozmiar czcionek o punkt lub dwa, to cały serwis nie rozpadnie się w drobny mak, tym samym uniemożliwiając mi przeczytanie interesującej mnie treści?

Czy jeśli w drodze na lotnisko będę zmuszony skorzystać z połączenia GPRS i zablokuję w przeglądarce ładowanie grafik, nie pokaże mi się wielka biała plama, po której na oślep będę krążyć kursorem myszy z nadzieją, że w pewnym momencie zamieni się w symbol rączki z wyciągniętym palcem?

Właśnie to nazywam poprawnym budowaniem serwisu i uważam to za znacznie lepsze podejście do klienta i jego pieniędzy, bo przekłada się na zadowolenie internautów, a nie pychę i dumę zespołu realizatorów. Szablon "pociąć" potrafi co drugi współczesny program graficzny, ale chyba nie o to nam chodzi.

Dodać wypada, że jest to podstawowy błąd, notorycznie popełniany przez kadry zarządzające projektami. Wynika on najwyraźniej z niezrozumienia podstawowego zadania strony internetowej - przekazywania treści. Kiedy ostatnio zdarzyło się Wam kliknąć w jeden z wyników zwróconych przez Google i zachwycać się misternością, z jaką szablonista spasował poszczególne boksy, niczym architekci egipskich piramid? Mnie nigdy, zatem do zobaczenia w lepszej Sieci, czego Wam i sobie życzę.

Patryk Zawadzki


O autorze

Patryk Zawadzki

Patryk Zawadzki

W sieci szerzej znany jako Patrys, z komputerami pracuje od dziecka. Początkowo jako programista, od sześciu lat związany jest z siecią. Obecnie pracuje jako webdeveloper dla Internet Center Polska i prowadzi poświęconego standardom bloga.