![]() |
![]() „Panie, tu wszystkie kompy
Ilustrację wykonał |
Internet Polaka-internauty obraz własny
Prawie 30% Polaków chwali się dostępem do Internetu. Niewiele, a jednak sporo - jak na dosyć zacofane technologicznie państwo zza „żelaznej kurtyny”. Mając na uwadze fakt, że nasz piękny kraj zamieszkuje około 35 milionów obywateli, to te 30% daje całkiem sporą liczbę, oscylującą wokół 10 milionów osób korzystających z dobrodziejstw ogólnoświatowej pajęczyny… No i co z tego? Duże, wojewódzkie miasto. Normalna, brudna ulica, obwarowana z obu stron murem powojennych, brudnych kamienic. Pomiędzy sklepem z oknami a jakaś speluną – Internet Cafe, czyli jedno z miejsc, gdzie polski obywatel może rozkoszować się faktem przynależności do wielkiej społeczności internautów. Nad wejściem wisi neon jednego ze znanych browarów, więc wchodzę – bo do mojego mieszkania nasz rodzimy monopolista telekomunikacyjny swoją sztandarową usługę szerokopasmowego dostępu do internetu próbuje dostarczyć już od miesiąca. W środku wystrój standardowy – kilka komputerów, parę tanich stolików i krzeseł rodem z Ikei, białe ściany z jakimiś pseudo-artystycznymi bohomazami. Zamawiam piwo i siadam do pierwszego wolnego komputera. Rozglądając się wokół widzę kilka młodych, spragnionych dostępu do wolnej informacji osób.
Niechcący spoglądam w monitor komputera stojącego obok. Na portalowym czacie toczy się niezwykle pasjonująca rozmowa pomiędzy osobnikiem o ksywie „karol235” a popijającą sok niewiastą tytułującą się „kruszynka69”. „Ile masz lat? Jak wyglądasz?” – pada pytanie ze strony karola. „24 lata. Jestem wysoką, szczupłą blondynką” – odpowiada wyglądająca na góra 13 lat brunetka, w okularach ze szkłami przypominającymi dno kufla. „Super. Poślesz mi swoją fotkę?” – karol235 chyba gustuje w tym typie kobiet. „Nie, bo teraz nie mam.” – kruszynka najwyraźniej chce poczekać, aż osiągnie wiek, którym się legitymuje. „OK. Lubisz sex?” – przechodzi do konkretów karol235. „Jasne, a kto nie lubi?” – odpowiada kruszynka z uśmiechem na twarzy… Trochę zawiedziony takim tokiem dyskusji zajmuję się swoim komputerem. Nie na długo jednak, ponieważ stanowisko obok zajmuje dosyć obszerny, wyglądający na jakieś 50 lat facet. Nieco zdezorientowany pojawieniem się w oknie przeglądarki strony kawiarni, woła kogoś z obsługi i pyta o wyszukiwarkę. Poratowany adresem jednego z polskich portali rozpoczyna swoją wędrówkę po sieci. Oczywiście zaczyna od wpisania słów najlepiej oddających tematykę poszukiwanych przez niego informacji: „illegal porn”, „illegal sex”, „children sex”… Nieskrępowany przegląda kolejne podsuwane mu przez wyszukiwarkę strony. W końcu, skuszony barwnym opisem zawartości któregoś z zagranicznych serwisów, decyduje się na 24-godzinny abonament, płacąc za niego kartą kredytową. Mocno już zdegustowany odwracam wzrok od dziesiątek zdjęć przedstawiających nie całkiem legalne moim skromnym zdaniem sceny, którymi jednak rzeczony pan jest żywo zainteresowany… Rozglądam się dookoła z nadzieją dostrzeżenia chociaż jednej osoby, która zaspakaja swój głód wiedzy i informacji, wykorzystując do tego celu dostęp do światowej sieci. „Czatujące” gimnazjalistki, które ze szkolnych lekcji informatyki wyniosły jedynie podkładkę pod mysz i własny numer Gadu-Gadu, 8-latki, grające w najnowsze gry na stronach Cartoon Network, 19-latek szukający nieudolnie na jakichś migających stronach najnowszych utworów techno w formacie MP3... No i siedząca przy piwku pani, która na każde „komputerowe” pytanie swojego synka odpowiada: „ja się na tym nie znam, ty też nie, więc zostaw te komputery w spokoju”. Ehh… Może w końcu ja skorzystam z dobrodziejstw, jakie oferuje internet? Hmmm… Komputer, przy którym siedzę, jest po prostu zasypany różnego rodzaju dialerami i innymi tego typu „rozwiązaniami”, pozwalającymi na „darmowy” dostęp do serwisów z „najlepszymi fotkami i filmami w sieci”, które nie dosyć, że spowalniają skutecznie i tak nie najnowocześniejszy komputer, to na dodatek co rusz otwierają jakieś strony, niekoniecznie związane z moimi zainteresowaniami. Wołam pana z obsługi i pytam, czy nie ma innego komputera, z którego mógłbym „normalnie” skorzystać, pokazując mu przy tym powód mojego niezadowolenia z zajmowanego przeze mnie aktualnie stanowiska. Ten jednak z uśmiechem odpowiada: „Panie, tu wszystkie kompy takie zasyfione! Przecież to kafeja internetowa!”… Wychodzę z nieukrywaną ulgą na brudną ulicę. Nawet piwa nie dopiłem. Ale przecież to było tylko kilka osób z ponad dziesięciu milionów polskich internautów… Bartek Romanowski |