![]() |
![]() Czarno |
Film Siódma pieczęć
Oto dzieło o śmierci wiary w mrokach średniowiecza; dzieło o ludzkich zachowaniach w świecie opanowanym przez zarazy i ekstatyczną wiarę w Boga. Świat ów oglądamy z perspektywy Antoniusa Blocka, rycerza wracającego z wyprawy krzyżowej, ogarniętego zwątpieniem w odwieczny panteon wiary. Czując wyrzuty wobec samego siebie bohater podejmuje ostateczną wędrówkę - wędrówkę w poszukiwaniu diabła, wcielenia zła. Gdyby go odnalazł, byłby to triumf Boga. Istnienie szatana byłoby antytezą Boga czyli czymś, co stanowi podstawę istnienia wyższej istoty.
Nie oczekujmy jednak prostych odpowiedzi... Jedyną prawdą jaką otrzymamy od Bergmana jest wszechobecna śmierć, zbierająca swe żniwo pośród samotnych biczowników, pokutników i niewinnych kobiet. Główną osnową filmu jest partia szachów pomiędzy Antoniusem Blockiem a Śmiercią, której stawką jest życie bohatera. Egzystencjalna wartość filmu płynie jednak z zestawienia owych dwóch postaci - niewinnej dziewczyny oskarżonej o rzeczy dla niej niepojęte a rycerzem poświęcającym się walce w imię Boga - który to rycerz w pewnej chwili zadaje sobie pytanie "w imię czego?" Jest w filmie scena, której nie sposób zapomnieć - scena spotkania bohatera z młodą dziewczyną oskarżoną o czary i spowodowanie zarazy. Dziewczyna, otępiała od bólu i oczekująca już tylko ulgi śmierci na stosie, ze zdumieniem patrzy na rycerza gdy ten pyta się jej gdzie szukać diabła. On jest wszędzie wokół, jest w niej samej - odpowiada ofiara. Tak prawią księża, taka wiec musi być też prawda. Storturowane ciało uwierzy we wszystko a jednak prawdę zawsze odnajdziemy w oczach - a te wyrażają tylko obłędny strach i ból... Bergman osiąga w tym filmie mistrzostwo jeśli chodzi o dobieranie środków wyrazu opisujących beznadziejność ludzkiej apokalipsy tamtych czasów. Nieśpieszne ruchy kamery w połączeniu z mistrzowskim, jak zwykle u Bergmana, kadrowaniem, podkreślają beznadziejność, brak nadziei, otępienie... Czarno biała taśma w magiczny sposób sprawia, że nie odczytujemy filmu w kategoriach hollywoodzkiej superprodukcji z wysoko budżetowymi scenami walki i kłującymi w oczy scenografiami – ale opowieść odbieramy dosłownie, naturalnie... Tak jakby nagle reżyser wykorzystał zakrzywienie czasoprzestrzeni i wraz z ekipą filmową znalazł się w dwunastym wieku. Wieńczący film dionizyjski pochód Blocka i Śmierci w nieznane nie ułatwia odpowiedzi na postawione w filmie pytania. Co więcej, ukazuje przewrotność bergmanowskiego dzieła, które to zamiast dawać odpowiedzi, w obliczu naszego nieuchronnego przemijania, stawia pod znakiem zapytania sens samych pytań.
|