![]() |
|
Agata Janus |
Wywiad Moja pcia to gagatka
Rozmowa z Agatą Janus
Ile w tym siedzisz i jak głęboko? Już chyba 4 lata temu widziałem Twoje obrazki, a może pięć lat? O! 7 lat pracuję w Agencji Reklamowej na stanowisku "robię wszystko - kocham niewolnictwo". A tyle głęboko, że już nie wyobrażam sobie świata bez pikselowania. Swoją edukację graficzną zaczęłam zaraz po tym jak weszły windowsy 95, a pierwszym moim programem rastrowo-wektorowym był Corel 6. Grafiką cyfrową - już tą photoshopową zajmuję się lat 4 - od kiedy dotarło do mnie jak bardzo genialny jest szop... potem odkryłam jeszcze, że programów, z których mogę korzystać jest miliony i że nic nie stoi na przeszkodzie by się ich po prostu nauczyć. Natomiast grafika analogowa jest ze mną od momentu wykształcenia się u mnie narzędzi chwytno-paluchnych. O czym są Twoje obrazki? Jasne, że o mnie. Ale tak naprawdę to najprawdopodobniej są o UM25 - to taka planeta w galaktyce złudnej nadziei. Kiedyś gadałam z panną pewną i stwierdziła, że grafiki są jak feromony i mają na celu przekazanie oglądającym - potencjalnym samcom, bądź samiczkom - jacy jesteśmy i jakie mamy dokładnie geny. Gdybym ja swoje prace obejrzała - zwiewałabym gdzie pieprz rośnie. Wiesz - to jest tak, że każdy człek i pewnie też zwierz składa się z miliona różnych światów - my rysujący mamy to szczęście, że możemy je na własne oczy obejrzeć. Tylko trza dążyć do perfekcji, bo wciąż się łapię nad tym, że coś mi się jawi pod kopułą, a tu warsztatu brak żeby to unaocznić ludziskom i szlag mnie trafia. Że to bez końca trwa. Prężę się, prężę i gucio... i jeszcze jakiś 15-latek z pryszczami na tyłku Ci pisze, że źle kolorów użyłam... (do pryszczów nic nie mam... do 15-latków też nie...) Wykształcenie potrzebne, niepotrzebne? Zależy jakie i dla kogo. Ja bym nie chciała być operowana przez chirurga bez papierka... hłe hłe. Ale już na przykład taki grafik, byle zdolny, doświadczony i pracowity to ujdzie jak najbardziej. W końcu nie trzeba nut znać co by na skrzypkach grać. A Twoje wykształcenie? Średnie - i chociaż były nieszczęsne próby dostania się na wymarzone ASP i jeszcze rok przebeblany w szkole Atelier - to nie żałuję swej obecnej sytuacji ani tyci. W końcu po to na ASP chciałam iść, żeby pracować w takim zawodzie jaki teraz wykonuję. Podsumowując - to ja jestem tą osobą co nut nie kuma, a śmie grać wykształconym na nosach :) - za co wszystkie bezrobotne sztuki piękne przepraszam. Jak hartujesz duszę, ciało i umysł. Co do duszy - absolutnie nie hartuję. Straszliwie ją rozbestwiam. Przekarmiam absurdalnymi książkami i mnóstwem grafik znalezionych w internecie. Co do ciała - hehe - na zimę rozbestwiam i także niestety przekarmiam, na wiosnę jak już poczuję zew zieleni - zaczynam biegać. Mam w planach maraton (tu pewna istota pewnie ryknie śmiechem niepohamowanym i ze stołka spadnie - ale już ja Ci pokażę!!!) A tak poza tym to mam jeszcze szkapę, na której jeżdżę sobie sportowo już ponad 11 lat. Z czego owa szkapa chyba zbyt szczęśliwa nie jest. Widać jednak pojęła, że jedyny to sposób na zdobycie żarcia. Internet to: O matko!! Co za pytanie?!!! Internet jest powietrzem moim. Alternatywną rzeczywistością. Jak mnie odłączają to czuję się jakby respirator nawalił - zwijam się, zwijam w straszliwej agonii. Dlaczego dziewczęta nie garną się do nauki photoshopa? Kaczkowski – nie można mieć wszystkiego. Ty byś i babę chciał zapewne atrakcyjną i cycatą odpowiednio i żeby jeszcze włosy długie, lśniące i miłe w dotyku miała, i żeby były tylko na głowie i nigdzie Broń Cię Panie Boże Indziej. I rzecz jasna by wielbiła twe prace i nastroje szalone, a co najważniejsze by do nauki Szopa się garnęła. A to się tak nie da. Coś za coś. Ja zapewne swe szopowanie zapłacę licznymi zmarszczkami na pupie od siedzenia po nocy o żylakach i innych dziwach nabytych w drodze pracoholizmu, nie wspominając (póki co złe się mnie nie ima, a zmarszczek zobaczyć nie mam jak, bo brak drugiego lustra w domu). Zatem, u niektórych dziewcząt jest to po prostu inwestycja na przyszłość - tak na wypadek gdyby dnia pewnego na bruku wylądowały, a jedynym ratunkiem stałoby się upolowanie zasobnego (i co już norma chyba) brzuchatego, małofiutkowego portfela. Sam rozumiesz chyba, że ze zmarszczkami na pupie to średnio się da łowić chłopy. A u pozostałych dziewcząt to ja winę za ich brak chęci do nauki szopa zwalam na pisma kobiece. Ostatnio w geście rozpaczy (matka już nawet nie pyta czy mam coś do poczytania, bo mam tylko kompjutrowe badziewia) kupiłam syfilis typu "Twój styl" - hłe hłe. Każą więc w takowym piśmie:
ufff... no i nie starcza im już miejsca na teksty o dobrodziejstwach Photoshopa... Zwariowałam...
Tylko proszę napisać, że na wenę twórczą najlepszy jest sernik ze śliwkami. Ten tupot pająków, jak pamiętam, prześladuje Cię już od paru lat. Mnie dużo rzeczy prześladuje. Na przykład to, że mi się po wypadku końskim palec tytulny "fucker" nie zgina. I się boję przepotwornie, że kiedyś w dziób dostanę za to palucha pokazywanie. I jeszcze mnie prześladują sny, w których niczym bombowiec rozpaczliwie się od ziemi próbuję oderwać. I to, że jak już na bloku wysoko gdzieś osiądę to się sfrunąć boję i głupio mi strasznie, bo durne gołębie mogą, a ja nie... heh. A przecież ja swoje robię, bo skoro we mnie te wyskrobki głowie siedzą to właśnie one potem na monitor skapują obficie. I prześladuje mnie ten niecny wywiad :) - bo może to jakaś podpucha czy jak. Żeby udowodnić, że baba to zawsze jednak baba. A moja pcia to gagatka, a nie babiszon byle jaki. Zresztą... gorączkuję teraz więc może siedzieć cicho powinnam... Rozmowę prowadził Tomasz Kaczkowski |