WEBESTEEM | BATTLE AREA | FORUM
art & design
webesteem magazine | nr 4 | fotografia
art & design
art & design

Zdjęcia
rodzinne
rzadko kiedy opuszczają domowe szuflady, strasząc potencjalnych złodziei

Fotografia

Nieśmiertelne kadry

 

Każdy ma swoją wizję zdjęć. Jedni fotografują kwiaty, inni ulice, kogoś fascynują dywany utrwalane na polaroidowych kliszach. Bogactwo motywów jest ogromne, rzadko kiedy zdarza się, by dwie osoby identycznie postrzegały świat przez pryzmat obiektywu. Są jednak pewne tematy wspólne dla zdecydowanej większości fotografów, wygrywające każdą konfrontację, tematy, które nie mają początku ani końca, tematy po prostu nieśmiertelne. Takie, na które każdy poświęciłby ostatnią klatkę filmu i tak jak miliony ludzi przed nim - z westchnięciem wzruszenia ale i bez wahania nacisnął spust, byle by tylko „to mieć”. To ślepe zapatrzenie rzadko procentuje – chyba, że uprzejmy grymas cioci oglądającej odbitki można uznać za sukces.

 

Nie wiedzieć czemu, jeśli tylko ktoś zaczyna robić zdjęcia, nagle staje się bardzo wyczulony na pewne obce mu dotąd i znane jedynie z obowiązkowych lektur liryczne podmioty i stany. Jednym z nich jest samotność. Wszelkie pojedyncze, odosobnione obiekty nabierają nowej, niezauważanej wcześniej głębi. Największym wzięciem cieszą się chyba samotne drzewa, symbole bądź umierania (Wszystkie dookoła już padło, tylko ten ostatni dąb wciąż stoi, popatrz no!) bądź potęgi natury (Nawet pośród ziemniaków wyrośnie...), zależnie od interpretacji. Zaraz za izolowaną fauną plasuje się samotna postać, przeważnie samotną stająca się dzięki działaniom fotografa. Ten pędzi na łeb na szyję czym dalej aby podkreślić całość przesłania jak najbardziej epickim krajobrazem. Czasem tak epickim, że ta pojedyncza osoba przestaje być na zdjęciu widoczna. A fotograf zadaje sobie pytanie, po co zostawił Halinkę na tym wzgórzu, tak, że się w końcu pogubili, a to ona miała kluczyki do samochodu.

Samotność dla fotografa jest pojęciem równie głębokim jak kanał dla mechanika samochodowego i dającą w sumie równie ubogie perspektywy.

Dużo większą różnorodność prezentują sobą wszystkie małe, słodkie i bezbronne zwierzątka. Wszelkiej maści kotki, szczeniaczki czy inne zderzające się z każdą napotkaną przeszkodą stworzonka stanowią stały, w miarę możliwości obowiązkowy element statystycznej kliszy. Widziałem dorosłych facetów uganiających się z zacięciem po krzakach i z „Kici kici” na ustach. To niewiarygodne co takie niewielkie zwierzę potrafi uczynić z mężczyzną. W sumie jednak ciężko się dziwić. Nic przecież nie chwyta za serce tak bardzo, jak maleńki, żółty kurczaczek mający w perspektywie kilku miesięcy spotkanie z rosołem. A każdy fotograf pożąda przecież jakichś reakcji na swoje zdjęcia – tym bardziej łzy wzruszenia u babci, bądź zachwyt u dziecka są mile widziane.

Zapamiętali w polowaniu na pisklęta za pomocą obiektywu fotografowie nie zauważają upływu czasu. Patrzą na zegarek, podnoszą wzrok... i zaczynają żałować wykorzystanych klatek. Oto bowiem, przed ich oczyma jawi się najpiękniejszy z istniejących widoków, jedyne i niepowtarzalne zjawisko, istny cud. Słońce zachodzi nad horyzontem przyjmując pomarańczowy bądź różowy kolor, dramatyczne, niczym spod pędzla impresjonisty rozrzucone dookoła chmury czynią ten moment absolutnie wyjątkowym, a serce... zaraz, zaraz, podrapie się w głowę fotograf. Czy to samo nie działo się wczoraj? I przedwczoraj? A właściwie, czy to ważne? Zakłopotanie zostanie natychmiast stłumione i wyparte, gdy kolejna chmura ułoży się w kształt przypominający cokolwiek – choćby miała to być terma do wody. Kolejny Kodak Gold zostanie w trzech czwartych poświęcony zachodowi słońca. Kolorowy koniec dnia ma tą zaletę, iż prawie zawsze dobrze się prezentuje na odbitce, a każdy przeciętny Polak uzna takie zdjęcie za wybitne. Podobnie jak ostatnią piosenkę lidera „Ich Troje” i jelenia na rykowisku.

Odwiecznym, wręcz odruchowym tematem zdjęć jest rodzina. Kiedy nie ma już co fotografować, pada i za, i przed domem, kot wyszedł na łowy, a piesek wyjechał do Chin w celach kulinarnych, zawsze jest przecież jeszcze Kasia/Ania/Madzia czyli żona/dziewczyna/córeczka. I to nic, że jak zwykle flesz zamienił jej twarz w halogen albo cień stworzył pod nosem dziwną czeluść – przecież i tak jest piękna. Zdjęcia rodzinne rzadko kiedy opuszczają domowe szuflady, strasząc potencjalnych złodziei przed plądrowaniem.

Takich tematów jest więcej – zrujnowane domy, odbicia w lustrach, hotele-w-których-mieszkałem. Te wyżej opisane wydają się jednak działać na fotografów najsilniej, z chwilowymi utratami świadomości, po których licznik zdjęć wskazuje „36” włącznie. Czy korzystanie ze „stałych motywów” jest złe albo chociaż nieprofesjonalne? Gdzieżby znowu – przecież piekarz też codziennie wypieka te same bułeczki. Przez całe życie. I przez całe życie pozostaje panem w śmiesznej białej czapce. Niewykluczone, że warto o tym pamiętać.

Igor Sarzyński

art & design
webesteem magazine | nr 4 webesteem magazine is a part of webesteem.pl  |  copyright © 2001-2004 webesteem.pl  
art & design