![]() |
![]() Cały trick |
Recenzja Pattern
"Pattern opowiada alternatywną historię świata, w którym człowiek wygrał walkę z naturą. Ucieleśnił utopię ze szkła, stali i pary. Strącił z piedestału boga i zgodnie z matematycznymi wyliczeniami dąży ku szczęśliwej, wielkiej przyszłości. Dzieje się jednak coś nieprzewidzianego. Kryzys. Najwspanialsze miasto na świecie, stolicę nowej ludzkości atakuje plaga. Jednak zamiast ludzi niszczy maszyny. Kryzys wyciąga z ludzi to, co najlepsze i najgorsze. Szumowiny wypływają na wierzch. Miasto mogą uratować tylko tacy ludzie, którzy z różnych przyczyn dotychczas nie znaleźli się we wszechogarniających obliczeniach. Ludzie, których reprezentują 100 liczby po przecinku - strefa błędu. Szary urzędnik i zdeprawowany ex arystokrata. I mała dziewczynka Marie". Tak zapowiada Pattern, scenarzysta tego komiksu w wywiadzie udzielonym internetowemu magazynowi komiksowemu kz. Prawie ten sam tekst możemy przeczytać na tylnej okładce wydanego właśnie przez mandragorę komiksu. I muszę przyznać, że właśnie ten tekst zachęcił mnie do sięgnięcia po ten album autorstwa Rafała Gosienieckiego (rysunki) i Gene Kowalskiego (scenariusz).
Przyznam na samym początku, że nie lubiłem polskiego komiksu. I mówię tu o nowym komiksie, bo oczywiście nie sposób nie doceniać prac Christy, Papcia, Polcha czy Rosińskiego. Mówię tu o komiksie młodym, którego autorzy zaczęli publikować swoje prace w latach 90-tych. Być może za wcześnie się uprzedziłem, ale po przeczytaniu takich pozycji jak "Dystrykt Galicja", "48 stron" czy innych dałem sobie na długi okres czasu spokój z polską sceną komiksową. I pewnie tymi słowami narażam się niejednemu polskiemu komiksiarzowi, ale to moje subiektywne odczucie – człowieka, dla którego komiks to hobby, ale nie cel jednostkowy. I tak z tym nielubieniem żyłem sobie spokojnie, zaczytując się w Sandmanach i Vendettach, aż do momentu gdy przeczytałem na Wraku opis scenariusza nowego polskiego komiksu. A imię jego było Pattern. postanowiłem zaryzykować i kupić. Kupić w ciemno dając tym samym osobistą szansę polskiej twórczości - jeśli komiks będzie coś wart, oznaczać to będzie, że warto ponownie przypatrzyć się rodzimemu rynkowi komiksowemu. Kupiłem. i osłupiałem. Ale po kolei. Przede wszystkim Pattern ładnie pachnie. Serio. Od razu mi się przyjemnie zrobiło. Kupowałem w tym samym momencie Kota Rabina z Postu i ten strasznie śmierdział chemią. A Pattern jakoś tak mi od razu przypasował. Zapach garbowanej skóry. Od razu jego notowania wzrosły, bo jak wie każdy prawdziwy fan komiksu dobry zapach to już połowa sukcesu. Po ceremonialnym obwąchaniu przyszedł czas na lekturę. Po pierwszych trzech stronach zacząłem się zastanawiać, czy aby na pewno to co czytam wyszło spod pióra i ołówka polskich autorów. W połowie komiksu stwierdziłem w przypływie strumienia świadomości, że obcuję z dziełem wybitnym (zacząłem uważać na nie zaginanie brzegów stron). Po skończeniu lektury w natłoku bloomopodobnego monologu wewnętrznego zadałem sobie pytanie - czy aby? Ano. Hmmmm... Co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że zatwierdziłem przeczytany komiks jako najlepszy komiks nadwiślański z jakim przyszło mi obcować. Wszelkie zażalenia od innych rodzimych autorów proszę przesyłać na poste restante. Dlaczego tak dobry? Dlaczego wybitny? Przede wszystkim rysunki. Mroczny steampunkowy klimat pan Gosieniecki oddał w sposób nie pozostawiający złudzeń, że mamy do czynienia nie li tylko z wyrobnikiem komiksowym, ale z prawdziwej miary artystą (tych co nie wiedzą co to słowo oznacza odsyłam do wiem.onet.pl). Piękne, często zajmujące całą stronę rysunki Rafała Gosienieckiego bardziej przywodzą na myśl grafiki niż plansze komiksowe. I jeśli w każdym innym komiksie, mogłoby to stanowić zarzut, w przypadku Patterna jest czymś szalenie naturalnym, wynikającym z treści komiksu jak i sposobu podejścia do odpowiedniego oddania alternatywnej rzeczywistości, będącej głównym tematem komiksu. Niecodziennym zabiegiem jest też częste umieszczanie zdjęć w komiksie, ale sposób ich prezentacji, wpleciony w narysowaną treść stanowi naturalną całość. Nie ma w rysunkach Gosienieckiego nic co by mnie drażniło, co by przeszkadzało, jest za to wiele do podziwiania. Przede wszystkim kunszt i wyobraźnia. Nie będę tu pisał o treści komiksu, zresztą na początku zamieściłem krótkie wprowadzenie autora scenariusza. Napiszę tylko, że Pattern nie jest komiksem łatwym. Wymaga od czytelnika niejakiej uwagi. Ale zapewniam, że nie jest to wymuszanie, albo silenie się na jakiś nadęty intelektualizm. Po prostu duszna atmosfera rysunków współgra z dusznością scenariusza. Cały trick polega jednak na tym, że zarówno rysunki jak i scenariusz są do tego stopnia sugestywne, że prawie natychmiast opowiadana historia pochłania całkowicie czytelnika. I tak już tkwię pochłonięty którąś tam dobę. Dawno już nie czytałem jakiegoś komiksu trzy razy pod rząd.
|