WEBESTEEM | BATTLE AREA | FORUM
art & design
webesteem magazine | nr 4 | film
art & design
art & design

Już dawno
nikt nie śmiał
się tak z własnej osoby na własne życzenie. To przecież on sam pisze swoje scenariusze

Ludzie

Kevin Smith - epilog

 

Nie dostaje tantiemów od sprzedanych biletów na filmy Smitha, nie dostaje też dolara od każdej sprzedanej kopii DVD film, chociaż chciałbym. Jest to jednak kawał dobrego kina, powiew świerzości i jakość sama w sobie, na tyle dobra, że zasługuje na kilka dodatkowych słów.

 

Smith ma wyjatkowo dobrą prasę. Krytycy go kochają. Kochają go na tyle, że wybaczyli mu grubiańskie podwaliny jego komedii w osobie Milczącego Boba (Silent Bob) i Jaya. Te dwie postacie są obecne w każdym jego filmie. Stereotyp krytyka filmowego jest powszechnie znany – promuje się głębokie, pełne wyrazu kino, natomiast filmy lekkie, łatwe i przyjemne nazywane są filmami klasy B. Filmy Smitha zyskują miano filmów kultowych w okamgnieniu i duża w tym zasługa właśnie krytyki filmowej. Dlaczego tak się dzieje?

Reżyser serwuje nam niezwykły duet – Jaya i Boba. Pierwszy jest wysoki, szczupły, nosi długie włosy, demagogią i krasomówstwem próżno szukać mu równego. Bob jest niski, pulchniutki i... milczący. Łączy ich praca – sa dealreami, zainteresowania – seks i sztuka, a konkretnie uwielbienie "Gwiezdnych Wojen" i komiksów. Jay używa wszelakiej maści eufemizmów różnego kalibru z prędkością światła, nawet znaki przestankowe zastępuje przekleństwami. Bob milczy. Milczy, kiedy Jay obraża go, nabija się z jego tuszy, braku zainteresowania kobiet jego skromną (naprawdę!) osobą. Milczy, kiedy Jay pokazuje, że świętości w jego życiu nie ma. Ten społeczny dekadentyzm Jaya, który nazywa rzeczy takimi jakimi naprawdę są bezlitośnie odsłania wszystkie niedoskonałości ludzkiego życia: wiarę, miłość, pożądanie, nałogi. Jay to taki amerykański Kuba Wojewódzki, a raczej to Kuba jest takim polskim Jayem, któremu jednak daleko do oryginału. Z Jaya będziesz się śmiać i cieszyć się, że taki nie jesteś. Przynajmniej do czasu, kiedy w to wierzysz.

Ilekroć oglądam Milczącego Boba, mam nieodparte skojarzenia z Johnem Malkovichem. Istnieje co prawda olbrzymia przepaść między komicznym brodatym grubaskiem, a aktorem pierwszej wielkości, jakim jest Malkovivh, ale kiedy spojrzymy na to kim naprawdę jest Milczący Bob obie postacie będą ze sobą wyraźnie korelować. Postać Boba odtwarza nie kto inny, tylko sam Kevin Smith, reżyser i scenarzysta. Już dawno nikt nie śmiał się tak z własnej osoby na własne życzenie. To przecież on sam pisze swoje scenariusze. Z kolei John Malkovich sygnował swoim nazwiskiem film Spike Jonza "Być jak John Malkovich". To mocny i bardzo odważny film Malkovicha, opowiada przecież o nim samym, nie o fikcyjnej postaci. Prawda miesza się z fikcją, to w końcu jednak kino. Widz sam sobie odpowiada na pytanie, jakie proporcje prawdy i fantazji właśnie serwuje mu reżyser. U Smitha jest podobnie.

Samokrytycyzm udziela się również całej jego ekipie. Smith pracuje z ludźmi z pierwszych stron gazet – Ben Affleck, Liv Tyler, Jennifer Lopez - Affleck zresztą stał się jego nadwornym aktorem i Smith jest współtwórcą jego sukcesu. Filmy, na które próbuję Was namówić pokazują zupełnie inną twarz Bena, mało tutaj filmowego amanta. Affleck dla mnie jest bardzo dobrym aktorem komediowym. I basta...

W swoim przedostatnim filmie o swoich przywarach jasno i głośno mówi Jason Biggs (Jim z "American Pie"), James Van Der Beek ("Żyć szybko, umierać młodo", serial "Jezioro marzeń"). Smith chętnie przyznaje się do tego, że był w szkole kujonem. Wszystko to jest prawdziwe, cyniczne i ciśnie sie na usta słowo "pieprzne".

Sama promocja filmów też do normalnych nie należy... http://www.viewaskew.com

Wojtek Szczęch

art & design
webesteem magazine | nr 4 webesteem magazine is a part of webesteem.pl  |  copyright © 2001-2004 webesteem.pl  
art & design