WEBESTEEM | BATTLE AREA | FORUM
art & design
webesteem magazine | nr 6 | prezentacje
art & design

Galeria

Zuzanna Janin

Wywiad




 ...

Zuzanna (Janin) Janina


Born: 1961
Education: 1980-87 Academy of Fine Arts, Warszawa

Pomologiczna 19
04 859 Warszawa, Poland
+48 22 615 73 63
zuzannajanin@wa.home.pl
www.janin.art.pl

Internet Work

  • zuzannajaninjanina.. »»
  • 2001 Art-Game Memory »», »»
  • ILYT »»
  • 2003 Zło jest dla mas / Evil Is For Mass »»
  • 2004 studio telewizji z ARTu / TV STUDIO z ARTu (from ART) (with Nelly Egiersdorff) »»
 


© Zuzanna Janin »»

Miłość niewidzialnej dziewczyny »»

Walka : ILoveYouToo »»

Widziałam swoją śmierć »»

Wywiad : Nieobecna dla ludzi, ale obecna »»
 

Nieobecna dla ludzi, ale obecna

Stach Szabłowski, kurator projektu na Biennale Weneckie 2003, rozmawia o projekcie z Zuzanną Janiną (Janin)



Wywiad

Skąd się wziął pomysł na pracę "Widziałam swoją śmierć"?

Pomysł się rodził dość długo, jako pewien niezauważalny dla mnie proces.

Jest też takie marzenie, lub wyobrażenie, jak to będzie jak umrzemy? Jak będzie wyglądał nasz pogrzeb? Chciałam stworzyć taką sytuację i przebadać tą niemożliwość na sobie, jakby przybliżyć się maksymalnie do tego stanu i zobaczyć.

Czyli widziane oczami osoby, która odeszła?

Zauważ, że problem śmierci podejmuje się przez ogląd rzeczy związanych z pojęciem umierania. Patrzenie oczami osoby żyjącej na umierającą i zmarłą. Czyli śmierć innego. A ja zrobiłam próbę artystycznego podrobienia doświadczenia oglądu własnego odejścia, oczami osoby niby-nie-żyjącej, która jednak działa w jakiejś fikcyjnej przestrzeni. Widzi wszystko, jest obecna, choć uważana za nieobecną. Jest w przestrzeni eksperymentu sztuki, z której może się tym doświadczeniem podzielić.

W swojej akcji "Widziałam…" wyszłaś poza umowność sztuki. Był cmentarz, kondukt, nekrolog.

To wszystko były elementy fikcyjne, umowne, Tak, ale nie do końca, umowność była w niepewności, mistyfikacji szytej grubymi nićmi. Moja informacja w nekrologach była czymś w rodzaju manifestu (zresztą czytelnego dla większości ludzi) – teraz będę eksperymentować na sobie. Teraz będę nieobecna przez parę dni na świecie, w sobie, poza sobą. Teraz będę robić sztukę o całkowitej nieobecności społecznej i mentalnej. Proszę mi nie przeszkodzić. Zakładałam, że ta informacja będzie czytelna, ale ciężka do zracjonalizowania, bo normalnie nikt nigdy nie daje nam takich przedziwnych message’y.

Wtajemniczyłaś niewielu ludzi.

W akcję wtajemniczyłam wszystkich moich bliskich i wąski krąg osób współpracujących ze mną m.in. ciebie - z Centrum Sztuki Współczesnej -, Wiesława Borowskiego - Foksal tam przygotowywałam pierwszą edycję, zresztą miała to być wystawa równoległa do ewentualnego pokazu w Wenecji oraz Andę Rottenberg i ekipę, która kręciła materiały Różę Fabjanowską, Sławka Majcherka, Pawła Wendorffa. Właściwie wszyscy wtajemniczeni zareagowali bardzo wspaniale, wspierali mnie, przyszli na akcje, współtworzyli ją ze mną. Również ci nie do końca osobiście przeze mnie poinformowani jak np. Wojciech Krukowski, którego uprzedziłam tylko częściowo. Mówię o tych, którzy przez moment zostali w pewnej konsternacji, ale po prostu dali mi zrobić ten eksperyment. Do mnie rozdzwoniło się mnóstwo telefonów. Niektóre odbierałam w czasie trwania eksperymentu, inne potem. Nie miałam z tym żadnego problemu. Moi przyjaciele też. Problemem byli ludzie dalecy mi, nieznani, ale jątrzący i powtarzający mnóstwo nieprawdziwych rzeczy na temat mojej akcji.

Jak się czułaś? Czy udało ci się przeżyć to doświadczenie?

Tak. Czułam własną śmierć w sensie mentalnym i społecznym – nieobecność, nieuchronność, brak woli. Byłam na fikcyjnej ceremonii. Widziałam wszystkie etapy pogrzebu. Na własne życzenie nic już nie mogłam zrobić. Byłam tam. Nieobecna dla ludzi, ale obecna.

Czy było to doświadczenie oczyszczające?

Nie natychmiast. Dopiero w długiej perspektywie. Takie doświadczenia nie trwają sekundę i już. To są procesy. To są zmiany postrzegania. Radykalne, ale ciągłe. Cały świat, rzeczywistość, zachowania ludzi, moje miejsce w świecie i w sztuce się zmieniło i ciągle zmienia. Na początku, jeszcze w czasie trwania akcji było to uczucie strasznie ciężkie, dojmujące, bezbarwne, ale nieobojętne. Mocne, takie jakby bezlitośnie bolesne poszerzenie możliwości percepcji. Później ból minął, ale to uczucie stale trwa. Jestem teraz osobą bardzo szczęśliwą. Szczęśliwszą i radośniejszą. Ale też smutniejszą. Wszystko się pogłębiło. Wepchnęłam śmierć w środek życia. To fakt że szłam za swoją trumną w zmanipulowanym czasie. Dokonałam niemożliwego, ale cóż - przecież dałam ludziom tylko obraz, tylko prowokację myślową.. Ale przecież i tak wszyscy musimy temu podołać w zupełnie inny sposób...

I to niesłychanie wyczerpujące emocjonalnie doświadczenie i trudna kontrowersyjna społecznie praca to był dopiero pierwszy etap twojego całego projektu.

Ale najmocniejszy. Eksperyment na przestrzeni niebezpiecznej i nierozpoznanej. Nie było możliwości przygotować się, przewidzieć np. wyczerpania, jakie mnie spotkało czy ataków jakie spotkały moją rodzinę, dzieci. Czy znalezienia klucza uspokojenia ludzi. Ja nie przewidywałam tak wielkiej histerii. Nie o tym była moja praca, więc nie przywiązałam takiej uwagi do takiego rozwoju wypadków. Właściwie mnie to nie interesowało.

Jednak pogrzebu nie traktowałaś jako pracy samej w sobie.

To jest podstawa do dalszych działań.

Jest tworzywem?

Jest materiałem do pracy, a właściwie materią pracy. Materiałem pracy jest doświadczenie. Ale nie tylko własne, ale też ogólne, które zaistniało pomiędzy mną a innymi. Również stan przejście, kolejne "pomiędzy". To zawsze mnie interesowało. Poprzednie prace: rzeźby z waty cukrowej, rzeźby z mgły, video "Walka" była pracami o tym co "pomiędzy", o procesach w czasie, o przemijaniu.

Po pogrzebie nastąpiła praca nad przetwarzaniem tego, co tam się stało, na artystyczne materiały.

Ale z podtekstem tego co się stało.

Inaczej nie miałoby takiej wagi. Myślę, że to doświadczenie było niezbędne. Bez niego praca by nie zaistniała, aż na takim poziomie znaczeniowym.

Praca o marzeniu poznania wiedzy o człowieku, której się nie da poznać. A jednak wiele można się dowiedzieć.

Wracając do akcji. Na cmentarzu demaskacja nastąpiła błyskawicznie i zamiast procesu przetwarzania nastąpiła awantura.

No powiedzmy równocześnie. Rozmiar awantury dla mnie był wielkim zaskoczeniem. Ponieważ zaufałam bardzo moim zawodowym przyjaciołom, ludziom, którzy ze mną współpracowali i tym, którzy interesowali się moją pracą. Natomiast wiele z tych osób zawiodło. Po prostu zachowali się podle wobec mnie. Opuścili mnie. Mówili różne rzeczy przeciw mojej pracy za plecami. Wystraszyli się. Niektórzy wyparli się współpracy i wiedzy o projekcie. Ktoś wycofał się z zaproszenia mnie na wystawę. Niektórzy próbowali wyciągać mi kwestie nie dotyczące sztuki, oskarżano mnie według etyki normatywnej, zresztą głównie na podstawie kłamstw o mojej akcji. Najbardziej znamienne były głosy w internecie, żeby mnie zabić, "kulka w łeb", " zakopać ją żywcem’, "zamknąć w więzieniu", "pogrzebać jej dzieci", czy "umarła - niech zniknie ze sceny sztuki". Ludzie są tak spragnieni śmierci, trupów i krwi w mediach, tak zdemoralizowani okrucieństwem, że nie wiedzą nawet kiedy posuwają się za daleko i kiedy tracą kontrolę nad podziałem życie – sztuka – media. Oczywiście moja akcja to było przekroczenie. I miało być! Ale wykonanie w pewnej umowności sztuki. Przykładając jedne normy do wszelkich zawodów będziemy oskarżać lekarza, naukowca za krojenie trupów, malarza za malowanie gołych pań, – a zaraz potem oskarżymy pisarza o podawanie nie-tej-prawdy we własnych książkach. Przecież to są albo umowności, albo specyfika zawodu, których nie można przenosić do, normalnego życia i zasad postępowania przeciętnego obywatela. Poza tym taką kontrolę dusz już nam serwowały systemy totalitarne.

Wyszłaś z galerii. Wyszłaś z tej przestrzeni umownej.

Z galerii tak, ale z niszy sztuki nie. Od początku do końca sprawa była umowna i było to działanie artystyczne. Było przekroczeniem, takie było założenie. Obserwacja własnego fikcyjnego pogrzebu jest przekroczeniem i to na wielu płaszczyznach. Założeniem mojej pracy było wprowadzenie zarówno mnie jak i odbiorców w emocje, w świadomość nagłego, niespodziewanego odejścia osoby. A potem jej powrotu. Dlatego, że kierowała mną potrzeba dokonania niemożliwego, okrutnego eksperymentu na sobie i podzielenia się z ludźmi tym, co uda mi się dowiedzieć o człowieku. To jest wielkie Niemożliwe. Kusiło mnie. We mnie, w moich realizacjach narastało przeżycie bólu, świadomość przemijania i musiałam przestać tylko dotykać tego problemu. Szukałam pracy, która poruszy, wstrząśnie. Pracy pokonanego strachu, bólu, takiej, która prowokuje do dyskusji. Doświadczenie fizyczne śmierci nie interesowało mnie.

W jakim sensie fizyczne?

Np. eksperymenty z ciałem, czy jakieś doznania bliskie śmierci klinicznej. Ja szukałam eksperymentu mentalnego, społecznego. Wycofałam się ze świata żywych na parę dni. Było to umowne, ale umieszczone w realiach, to dawało mi możliwość przeprowadzenia tego doświadczenia. Musiałam stworzyć sobie rodzaj laboratorium badawczego. Wiadomo, że było to bardzo ryzykowne, pod każdym względem.

Zaatakowano mnie, ze nie poinformowałam wszystkich ludzi o tym. Przepraszam, jak miałam doświadczyć tego eksperymentu informując wszystkich, poza moja rodzina i najbliższymi przyjaciółmi i współpracownikami?

Dlatego wyszłaś z galerii?

Tak. To ja byłam "galerią". Ja byłam umownością. Ludzie znaleźli się w mojej przestrzeni. A każdy z nas chciałby przekroczyć konwencje: Począwszy od dzieciństwa to marzenie o zwycięstwie nad normami stale nam towarzyszy. Chcemy też przekroczyć śmierć, zwyciężyć ją. Ale jest jedno miejsce, gdzie przekraczanie norm według pewnych, także zmiennych zasad jest usankcjonowane – to sztuka. I usankcjonowani są wszyscy ci, którzy maja odwagę podpisać się nazwiskiem pod takim przekroczeniem.

Czemu postanowiłaś wyjść poza konwencje? Czy konwencjonalne środki sztuki nie wystarczają?

Wystarczają. Ale ja szukałam nowych środków, nie jako wartości estetyczna, ale jako poznawczej. Potrzebuję takich środków wyrazu, które pozwolą mi na zmianę widzenia tego problemu. Tego poszukiwałam i poszukuję. Chciałabym mieć swój udział w zmianie sposobu postrzegania. Moim zdaniem świat jest opisany w sposób przerażająco zakłamany, a media i najgorszy wytwór naszej epoki – "polityka medialności" coraz bardziej go zakłamują.

Więc te środki tradycyjne nie wystarczają i nie daje się mówić w sztuce w tak poważny sposób jak ty chciałaś to zrobić?

Nie wiem Może się daje, ale to nie wyklucza szukania nowych środków wyrazu

Ja dostrzegłem to już w poprzedniej twojej pracy – walce bokserskiej (wideo "Walka / IloveYouToo"). Jakieś niedowierzanie tradycyjnym środkom.

Jest coś takiego we mnie. Zostawiam to za sobą. I eksperymentuję z nowym.

A kto miał być tym królikiem doświadczalnym? Ja rozumiałem, że osoba, która to przeżywa jesteś ty, a dzielisz się tym doświadczeniem dopiero później, jak przetworzysz tę prace.

Tak. Ale okazuje się rozważanie swojej nieobecności jest obserwacją sytuacji, w której pozostają inne osoby.

Bo śmierć jest faktem społecznym. Ale gdyby konspiracja nie była zachowana, gdyby nie było tej tajemnicy nie byłoby tej pracy. Więc postanowiłaś być obecna na pogrzebie.

Oczywiście! To była właśnie ta praca, to doświadczenie – być na własnym pogrzebie. W przebraniu, osoby postarzonej o kilkadziesiąt lat. To był jedyny sposób, żeby zachować swoja tożsamość, wybiec w czasie – kiedyś tak będę wyglądać, może kiedy ten moment nastąpi. Poza tym rodzinne podobieństwo w grupie kilkunastu osób z mojej rodziny, którymi byłam otoczona pozwoliło mi czuć się w miarę bezpiecznie. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Chciałam być i nie być.

Jak się czułaś, niczym duch idący za trumną?

Pierwsze, żeby nie nawalić. żeby tego dokonać. Nie zmarnować tej jedynej szansy Drugie, to ocieranie się o nieuchronność. Pustka, nieuchronność to nasza śmierć, To była taka sytuacja, kiedy twoja wola już nic nie znaczy. Podobne to było do stanu człowieka, który leży w niemocy w szpitalu i nic nie może zrobić. Myślę, też, że podobnie odczuwają ludzie świadomi skazania przez chorobę, sąd lub w czasie wojny, wypadku, gdy nie ma ucieczki od losu, ale wciąż zachowują spokój i świadomość faktów. Poddają się losowi.

Ale jeszcze na cmentarzu interesuje mnie czy było jakieś przekroczenie?

Taki cichy lawinowy proces. Zaczął się na cmentarzu i trwa. Jest ciągle przy mnie w czasie tworzenia tej pracy. Przede wszystkim było to spojrzenie śmierci w twarz i mocowanie się z nią. I ja wygrałam. Ale było potwornie ciężko, pomimo, ż to jedynie współczesne urealnienie wyobraźni, snu. W tym sensie jest to praca nawiązująca do dokonań Dada.

A jak się czułaś potem?

Czułam satysfakcję z dokonania tego, co zamierzałam i planowałam tak długo. Leżałam powalona, wyczerpana, ale jakoś tam dumna z siebie…I nie wiedziałam czy się podniosę. Brak zrozumienia, niszczenie mojej pracy zanim powstała do końca, manipulacje I zdrada moich "przyjaciół" to było najgorsze. Znosiłam ataki, które były poniekąd zaplanowanym z premedytacja lub może w afekcie, ale pewnego rodzaju morderstwem mojej osoby i mojego projektu. Czyli morderstwem społecznym i artystycznym dokonywanym na mnie i na mojej sztuce, za moja niezależność, inność, eksperymentowanie. Gdyby moi bliscy mnie nie wsparli chyba nie podołałabym. Ataki, kłamstwa, naciski na zniszczenie mojej pracy był tak strasznym ciężarem, dotknęły moją rodzinę, dzieci, i dopiero wtedy zaczęłam mieć naprawdę myśli samobójcze. Nie wiedziałam co robić – chronić dzieci? Siebie? Pracę? Wystawę? Ukazało się wówczas parę nieautoryzowanych wypowiedzi, a potem złośliwe manipulacje nieautoryzowanych fragmentów tych wypowiedzi itp. Bardzo pracowicie starano się mnie zdezawuować ku uciesze ludzi mi niechętnych. Potem inwencja atakujących przycichła i zaczęły się ukazywać normalne, poważniejsze głosy.

Wiem, ze dla niektórych jest to za ciężkie, ale mnie się ten ciężar podoba. Ale jeżeli to jest tak bardzo przerażająca praca, to czemu rozpętała ona dyskusję niemal w całym kraju? Boksują się z tym art-faktem. Kto się czubi ten się lubi.

Czego się nauczyłaś o środowisku?

Jest bardzo wąska grupa, ludzi myślących głęboko uczciwie i szczerze wobec sztuki.

Możemy się spodziewać ze strony środowiska artystycznego ludzi prawdziwie otwartych na prawdziwe ryzyko?

Jednym z głównych zadań jest ryzyko. środowisko zapomniała o prawdziwym ryzyku artystycznym, o poszukiwaniach. Leonardo, Goya, Cesanne, Duchamp, Beuys wszyscy podejmowali ryzyko, które szokowało współczesnych im ludzi. A dziś się tego nie pamięta. Dziś wiele osób stosuje strategie ryzyka bezpiecznego. Lub korzysta z dokonań innych i udaje chojraka – pobiera się do własnej, bezpiecznej sztuki dokonania innych.

Czy ta akcja była erzacem, samobójstwa? Projekcją samobójstwa?

Zupełnie nie! Raczej symbolicznym pokonaniem śmierci! Jeżeli artysta bierze na warsztat samobójstwo, to jest praca o samobójstwie, ale zobaczenie własnego pogrzebu jest praca o zobaczeniu własnego pogrzebu, tego co jest potem i o powrocie. Realizacją lękowych wyobrażeń. To jest jak najbardziej smutna ale i niezwykle optymistyczna praca o odrodzeniu. Tu nie ma żadnej zagłady. Moja wiadomość o odejściu to był symboliczny manifest – teraz nie będzie mnie przez jakiś czas, bo będę tam, gdzie nas nie ma. Będę "pomiędzy" To, że wracam – bo działam w umowności sztuki – było jasne. I właśnie uważam, ze fakt, ze ludzie nie chcą mówić o śmierci jest strategia utrwalania lęku i nieumiejętności rozmawiania o śmierci. Dotykanie śmierci, nie jest efektem tego, że się chce umrzeć, ale że chce o niej świadomie mówić. Chce się żyć bez niewiedzy. Może nawet jest to pragnienie życia bez lęku o śmierć swoją i innych. Pragnienie oswojenia nieznanego.

 

english version »»

Zuzanna Janin

art & design
webesteem magazine | nr 6 webesteem magazine is a part of webesteem.pl  |  copyright © 2001-2004 webesteem.pl  
art & design