![]() |
|
Wszystko |
Logotypy Zwiększyć, zmniejszyć i trochę wyrównać
Zdarza się czasami trafić na logo typograficzne. Po prostu tylko napis z nazwą firmy. Jak to jest że jeden napis wydaje się nam solidny niczym blok z granitu. Gołym okiem widać, że nie pasuje do żadnego alfabetu. Drugi natomiast, niby te same znajome litery, ale zupełnie inaczej wygląda. Na czym więc polega ta różnica? Zacznijmy od rozróżnienia typów logotypu. Dzielą się one na trzy podstawowe grupy: logotypy opisowe, logotypy symboliczne oraz logotypy typograficzne.
Zajmę się działem logotypów typograficznych czyli takimi gdzie za punkt wyjścia służą kształty liter. Metod służących projektowaniu typograficznych logotypów jest dosyć sporo. Najbardziej źródłową i najstarszą szkołą projektowania jest metoda oparta na zasadach ściśle wywodzących się z liternictwa oraz typografii, łącznie z używaniem zasad charakterystycznych do składu tekstu. Ta najstarsza szkoła, jednocześnie najbardziej konserwatywna, opiera się w skrócie na zasadzie "że czcionka użyta w nazwie wygląda i została zastosowana zgodnie z zasadami charakteryzującymi normalny pisany tekst ciągły". Czyli praktycznie jak ze środka książki albo jakiejkolwiek gazety, a jedynej modyfikacji podlega ewentualnie stylizacja liter. Ale co zrobić wtedy, kiedy zdecydujemy się aby nasze logo miało swój własny charakter. Tak, żeby kompletnie straciło cechy bycia częścią alfabetu, a w zamian zyskało autonomiczny układ kompozycyjny. Przyjrzyjmy się zatem dwom głównym czynnikom, które są odpowiedzialne za „efekt alfabetu” i spróbujmy coś z nimi zrobić. Pierwszym czynnikiem jest siatka wysokości liter. Drugim czynnikiem są odległości miedzy literami, zwane światłem międzyliterowym. Są to główne cechy które odpowiadają za charakter każdego alfabetu przy tekstach ciągłych. Zacznijmy od ekstremalnego uproszczenia zasad, które nam posłużą do skonstruowania logotypu typograficznego. Tak więc, jeśli klasycznie nie wszystkie litery z powodu grubości mają tą samą wysokość, na przykład "o" jest wyższe od "x", musimy wyrównać litery. Na tym etapie bardzo wygodnie modyfikuje się wysokość krawędzi liter. Na przykład wyciągając je trochę na wysokość żeby dodać im smukłości, myślę że każdy z nas ma w tej materii już własne pomysły. Akurat na przykładzie nie przestawiałem wysokości, pozostałem przy oryginalnych liniach pisma. Pierwsza czynność to podzielenie wysokości czcionki na 3 grupy: x, y, z. Uprzedzam, że równanie „w gorę” do liter: "a, c, e, g, m, n, o, p, q, r, s" lubi sprzyjać efektowi powstawania ligatur przy małych rozmiarach światła międzyliterowego. Polecam dobierać sobie to indywidualnie. Zawsze występują inne, w zależności od kroju używanego pisma, a często ligatury są akurat jak najbardziej pożądane (efekt wpadania na siebie liter). Wszystko jak zawsze zależy od pomysłu i potrzeb. Jeśli chcemy, aby logo miało charakter mocno zorientowany na media cyfrowe polecam oprzeć siatkę liter na parzystych proporcjach (zapewniających im lepsza duplikowalność w przypadku skalowania na wszelkiego rodzaju wyświetlaczach, matrycach, monitorach itp.). Słowem wyrównujemy wszystkie litery i wysokości brzuszków, wygięć i wszystkich pozostałych zaokrąglonych elementów czcionki. "b, d, e, c...". Dokładnie tak samo rzecz ma się ze światłem międzyliterowym. Na potrzeby tekstów ciągłych, czyli przysłowiowych wierszy w książce wylicza się je z „punktu typograficznego”. Czyli z proporcji siatki geometrycznej, na której dana litera została zaprojektowana. My natomiast za główną proporcję przyjmujemy szerokość redisa (grubość litery) = q, rezygnując z klasycznych proporcji wynikających z siatki typograficznej używanych przez nas liter. W przykładzie posłużyłem się pismem jedno elementowym, a jako wzorzec szerokości posłużyła mi litera "i" - ale proszę potraktować tą zasadę dosyć uniwersalnie. Sprawdzającą się zarówno w krojach jedno, jaki dwu elementowych. Redukujemy światło międzyliterowe do 2 rodzajów odległości w myśl zasady „im prościej tym lepiej”. Pomiędzy literami „pionowymi” i „okrągłymi” oraz pomiędzy literami „pionowymi”. Można zachować zasady i potraktować to bardzo typograficznie, tylko zamiast światła wyliczanego z siatki litery, podzielić redisa na 3 części. Czyli tak jak w normalnym tekście, ale z proporcjami wynikającymi z naturalnej grubości litery. W przykładzie wolałem się posłużyć podziałem na 2 części. Tak aby zachować konsekwencję w doborze proporcji, na których opiera się nasze logo i jak najmniej kombinować. Polecam trzymać się zawsze konkretnej proporcji, którą sobie wcześniej ustaliliśmy. Idea jest prosta, musimy dopasować światło międzyliterowe do grubości naszych liter. Tak aby wszystkie rozmiary wynikały z prostych proporcji i podziałów. Po wyrównaniu wysokości i światła międzyliterowego w napisie nasze logo stało się kompozycją typograficzną zamiast „układem typograficznym charakterystycznym dla tekstu ciągłego”. Słowem, nasza marka nie wygląda teraz jak kawałek zwykłego tekstu ze środka strony w książce. Na tym skończę ten opis metody zamiany kawałka alfabetu w układ graficzny. Oczywiście rzadko kiedy ten etap oznacza koniec pracy. Dopiero następne etapy nadają marce charakter. Czy jest to stylizacja, czy zmiany w układzie kompozycyjnym. Chciałbym zastrzec, że owa metoda nie jest „jedyną słuszną drogą”. Są to działania służące często jako punkt wyjściowy do określenia charakteru marki typograficznej, czynności definiującej, w którym kierunku rozwinie się docelowo projekt. Uczulam też, że często przy dłuższych nazwach składających się z paru słów i nie koniecznie w jednym wierszu, większe znaczenie może mieć zachowanie kompromisów pomiędzy podejściem typograficznym, a projektowym. Wtedy na przykład zastosowanie światła między literowego wyliczanego z punktu typograficznego, a nie uproszczonego do dwóch rozmiarów wynikających grubości redisu może zwiększyć przejrzystość i czytelność tekstu. Nie mniej nie jest to reguła. Na tym polu jak zawsze wszystko zależy od naszej wyobraźni. Efekty bywają ciekawe. Na koniec oczywiście podaję przykłady gubienia charakteru alfabetu w logotypie typograficznym. Jeden myślę doskonale znany na naszym podwórku, drugi z tego większego podwórka myślę równie dobrze znany. |