WEBESTEEM | BATTLE AREA | FORUM
art & design
webesteem magazine | numery archiwalne | nr 7 | komiks
art & design

Wywiad

Jerzy Szyłak

 



Foto. Krystian Kujda

Jerzy Szyłak


Dr Jerzy Szyłak: urodzony 08.11.1960 roku w Elblągu. Pracownik Zakładu Dramatu, Teatru i Filmu w Instytucie Filologii Polskiej na Uniwersytecie Gdańskim. Filmoznawca, teoretyk literatury, autor licznych książek (m.in. Komiks i okolice pornografii, Fanatstyka i Kino Nowej Przygody, Komiks : świat przerysowany, Komiks w kulturze ikonicznej XX wieku, Komiks, Komiks i okolice kina, Poetyka komiksu. Warstwa ikoniczna i językowa, Zgwałcone oczy. Komiksowe obrazy przemocy seksualnej, Kino najnowsze (wspólnie z Mirosławem Przylipiakiem), scenarzysta komiksowy (m.in. Szminka (rys. Joanna Karpowicz), Alicja (wg. Lewisa Carrolla, rys. Sławomir Jezierski), Benek Dampc i trup sąsiada (rys. Robert Służały), Obywatel w palącej potrzebie (rys. Jacek Michalski), Zbyt długa jesień (rys. Sławomir Jezierski), Koszula (rys. Rafał Gosieniecki) i wiele innych).

 

 

Ilustracje do scenariuszy

© Rafał Szłapa

Rysunki wykonane przez Rafała Szłapę. Pochodzą z "Hamleta" i krótkiej historyjki o "Benku Dampcu". Pierwsze 3 strony albumu (Hamlet) były pokazywane na konwencie w Łodzi i trafiły do katalogu, ale całość nie została jeszcze ukończona. "Benek Dampc" ukazał się jako album, ale z innym rysownikiem.
© Dagmara Matuszak
Wyjątki z komiksów "Panowie w cylindrach" (kolor) i "Pełnia" (cz-b), autorstwa Dagmary Matuszak.
© Mateusz Skutnik
Komiks ukazał się w zbiorze "Wesoły finał" w wersji czarno białej. Autorem rysunków jest Mateusz Skutnik.
© Antoni Serkowski
Plansze do komiksu "Benek Dampc" autorstwa Antoniego Serkowskiego.

 
 

Jerzy Szyłak


 

o zarobkach, rysowaniu i promowaniu polskiego komiksu

W Polsce nie da się wyżyć z pisania o komiksach. Były z tego pieniądze gdy Komiks Fantastyka się ukazywał. Magazyn ten płacił stawki jak za stronę komiksu, a że komiksy kupowali głównie z Zachodu, to musieli dostosować się do zachodnich stawek. Pamiętam, jak któregoś dnia przyszło awizo bez podanej kwoty za numer, w którym ukazały się trzy moje teksty i jeden komiks. Na poczcie pani w okienku odwróciła się do mnie plecami i zaczęła układać stosy banknotów z lewa na prawą. Już chciałem zrobić awanturę, że może zrobić to później, niech tylko wyda mi moją gotówkę, a potem sobie liczy jeśli chce. I w tym momencie ona mi wszystkie te pieniądze dała. To była równowartość mojej półrocznej pensji.

Każdy kiedyś rysował komiksy. Z reguły to jest tak, że ludzie rysują, póki nie odkryją, że nie umieją. Póki rysowałem jakieś dowcipy to wyglądało to całkiem fajnie. Gorzej, kiedy trzeba było zrobić dłuższą całość. Później poznałem ludzi, którzy naprawdę potrafili rysować więc stwierdziłem, że się już więcej nie będę wygłupiał.

Tak naprawdę to polski komiks zreanimował Produkt. To chyba jedyne pismo, które jakoś się sprzedaje. (w rzeczywistości Produkt #23 może być ostatnim w historii pisma ze względu na malejące wyniki sprzedaży – przyp. KK). Produkt wylansował całe grono ludzi, którzy później szukali innych sposobów zaistnienia. To właśnie z tego pisma wyszli: Gosieniecki, bracia Minkiewiczowie ze swoim Wilqiem, Clarence Weatherspoon. Poza Produktem, to może jeszcze tylko Jeż Jerzy jakoś funkcjonuje, ale w tym wypadku jest to tytuł wypromowany przez prasę.

Tomasz Kołodziejczak z Egmontu również próbuje wypromować polski komiks, ale są to próby dość dziwne. Z jednej strony wydaje Barbarzyńców, komiks marny, o którym trudno nawet powiedzieć, że jest dobrze narysowany, a z drugiej strony wydaje taką perłę, jak Rewolucje i oba komiksy traktuje na równi, jakby nie widział pomiędzy nimi różnicy. Na pewno dobrym pomysłem Egmontu jest wydawanie antologii, ponieważ to pozwoli rozpoznać rynek. Ale nie może być tak, że słynna Burza Gawronkiewicza zostaje pocięta i wepchnięta na siłę do antologii Wrzesień, bo to jest wyraźnym sygnałem, że Kołodziejczak nie wierzy w ten komiks. Plusem jest, że Egmont decyduje się wydać dwa albumy danego twórcy, ale nie jestem przekonany, czy te dwa albumy starczą aby wylansować serię. Przedstawiciele Prószyńskiego i S-ki twierdzili, że czasem trzeba wydawać pismo przez rok zanim znajdzie swoje miejsce na rynku. Może dwa albumy to wystarczająco, zobaczymy. Wydaje mi się jednak, że Egmontowi brakuje konsekwencji.

o czytelnikach i konwentach komiksowych

Nie wierzę w polskiego czytelnika. Czytelnicy są zdezorientowani, sami nie wiedzą czego chcą. Ulegają najrozmaitszym wpływom i podszeptom. Nie ma też snobizmu na polski komiks. W Niemczech na przykład w połowie lat 80-tych na siłę wręcz lansowano niemieckich twórców. Z początku rysowali marnie, zupełnie amatorsko, ale fakt, że drukowano ich w renomowanych pismach, m.in. w niemieckiej mutacji Heavy Metalu, sprawił, że część z nich jakby okrzepła, zaistniała. Poza tym tam też była taka sytuacja, że Niemcy kupowali swoich najlepszych rysowników od Francuzów, tak jak my kupujemy Rosińskiego, tak oni kupowali Schultheissa i Andreasa. To wszystko złożyło się na prawdziwą kampanię niemieckiego komiksu, na podniesienie jego prestiżu . Mam wrażenie, że u nas spycha się najbardziej interesujących ludzi na zupełny margines. Marek Turek, który publikuje w różnych miejscach na świecie, w Polsce nie jest wydawany przez Egmont czy Mandragorę, a przez księgarnię internetową Imago. Większość twórców wydaje w amatorskich bądź małych wydawnictwach. Wydawnictwo Post również omija polski komiks. Niektórzy mówią, że to dlatego, że wydali Janosika i się sparzyli. Ale oni wydali tego Janosika gdyż nie wierzyli, że polski współczesny rysownik może im dać coś, co zagwarantuje sukces. Taka sytuacja od lat funkcjonuje na rynku.

Konwenty komiksowe wyglądają w ten sposób, że jest giełda, na którą przychodzi mnóstwo ludzi, są spotkania z autorami, z reguły kameralne, są wydawcy, którzy sprzedają ze stolików i jest jedna gwiazda, do której pchają się tłumy. To jest dziwna impreza, która trwa za długo. Formuła konwentu się wyczerpuje, a nagrody przyznawane są na dziwnych zasadach. Kiedy byłem jurorem dwa lata temu to zaprotestowałem przeciwko przyznaniu nagrody Jezierskiemu, człowiekowi, który wydał dwa albumy, publikuje od wielu lat, dwukrotnie już był nagradzany Grand Prix, a na kolejnym konwencie pokazał pracę, która ani o krok nie przeskakuje tego, co do tej pory stworzył, a jest nawet gorszą. Nie można przyznawać nagród za nazwiska. Zbyt często bywa również tak, że dany rysownik wysyła swoją pracę na konkurs aby zareklamować fakt, że przygotowuje album. W tym samym czasie jest mnóstwo uzdolnionych twórców, którzy nigdy nie dostali nagród, takich jak Michalski czy Janicki. Pamiętam też, że na którymś konwencie Myszkowski przegrał z Gosienieckim o rzut monetą walkę o wyróżnienie. Rzut monetą decydował o przyznaniu nagrody! Czym większa jest skala łódzkiego konwentu, tym dziwniejsze rzeczy się dzieją. Na spotkaniu autorskim z McKean’em publiczność lepiej rozumiała co mówi autor niż tłumaczka. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze rewelacje Witka Idczaka o jakiś zakulisowych przepychankach o pieniądze. Piotr Kabulak (jeden z założycieli festiwalu – przyp. KK) powiedział po jakimś konwencie, że ma już dość imprezy typu „dzieci dzieciom”. Ja już chyba też mam dość.

o Achtung Zelig! i recenzentach komiksowych

Bardzo bawi mnie szum medialny wokół Achtung Zelig! Ten pięknie wydany i znakomicie narysowany komiks jest absolutnie niezrozumiały. Chyba sam Gawronkiewicz nie wie o czym zrobił komiks. Znam metody jego pracy – to jest najczęściej swoiste jam session na kartce papieru. Czasem bywało tak, że Gawronkiewicz prosił scenarzystów aby dopisali mu scenariusz do tego co już narysował. Achtung Zelig! tak właśnie wygląda. Drażni mnie natomiast, że wydawca mówi o tym komiksie dobrze, nic w zasadzie nie mówiąc. Tkaczyk (wydawca Achtung Zelig! (Zin Zin Press) – przyp.KK) produkuje w tej chwili seryjne newsy internetowe, których większość serwisów już nie chce zamieszczać. Są to rzeczy typu: „Achtung Zelig! jest najlepiej eksponowanym komiksem w empiku w Poznaniu”, albo: „o Achtung Zelig! bardzo pozytywnie wypowiedział się Grzegorz Rosiński, który już komiksów nie czyta, ale Achtung Zelig! sobie kupił i mu się podobało”. No cóż, scenarzystą tego komiksu jest bratanek Rosińskiego. Jakby mój bratanek zrobił komiks to też bym kupił i też by mi się podobało, ale jakbym był obiektywnym krytykiem, to bym napisał, że to jest komiks bratanka. Ostatnim newsem jest to, że Achtung Zelig! został zrecenzowany w Nowej Fantastyce. Myślę, że Tkaczyk w swej obiektywności recenzenckiej nie powinien z już opublikowanej recenzji robić kolejnego newsa. Jeszcze ze trzy takie newsy i dojdę do wniosku, że ten komiks w ogóle mu się nie sprzedaje i że jest to rozpaczliwa próba wypchnięcia czegoś za wszelką cenę i odzyskania swoich ciężko zarobionych pieniędzy.

Zaszkodziliśmy sobie dopuszczając do głosu ludzi, którzy nie mają nic do powiedzenia. Recenzenci Gazety Wyborczej skompromitowali się kiedyś pisząc, że przed Kronem nie było w Polsce żadnego znaczącego magazynu komiksowego. Innym razem zilustrowali artykuł o Rosińskim rysunkiem Jerzego Wróblewskiego. Korespondentka Polityki cytuje natomiast dzieło Scott’a McCloud’a Understanding Comics pisząc, że jest to praca socjologiczna. Jakoś umknęło jej uwadze, że Scott McCloud jest narysowaną postacią i mówi „dymkami”. W Przekroju z kolei ukazuje się recenzja komiksu Osiedle Swoboda, który się nie ukazał na rynku. Paweł Dunin – Wąsowicz, autor tej recenzji, jest chyba jedynym człowiekiem, który ten komiks widział. Myślę, że to niezbyt dobrze świadczy o jego profesjonalizmie i zadowoleniu z siebie. To również on przecież napisał, że czytelnicy Wilqa mają „zabetonowane w głowie”. Na szczęście Dunin – Wąsowicz nie pracuje już w Przekroju, a recenzje jego następcy Bartosza Kurca wyglądają trochę lepiej.

o Szmince, From Hell i moście w Tczewie

Mam wrażenie, że komiks Szminka nie istnieje w świadomości recenzentów. Nie pisze się o nim źle, w ogóle się nie pisze. Recenzenci krytykują Benka Dampca, o Obywatelu w palącej potrzebie piszą, że jest zły fabularnie, a o komiksie, który jest moją wizytówką, który wyraża to, o czym chcę mówić i jak chcę mówić, po prostu się nie wspomina. Zdumiewa mnie również fakt, że ludzie, którzy twierdzą, że Szminka jest paskudną, ohydną, chorą historią, i że należy się od niej trzymać z daleka, jednocześnie rzężą z zachwytu gdy mówią o Alanie Moorze i o tym, że ma się ukazać jego From Hell. From Hell to jest Szminka rozciągnięta na kilkaset stron. To jest jeszcze bardziej chore, jeszcze bardziej ohydne. Nie byłbym w stanie napisać scenariusza, który byłby tak bezlitosny wobec człowieka. From Hell wręcz drobiazgowo opowiada o tym, co chorego dzieje się w ludzkiej głowie. Jest to komiks bez super bohaterów, bez litości, bez ratunku, komiks, w którym nikt nie zostaje ocalony, gdzie chodzi tylko o to, aby odsłonić najbrudniejsze sprawy. Uważam zarazem, że jest to komiks znakomity. Dlatego też napisałem swoją „małą” Szminkę.

Rysownicy niestety mają tą słabość, że najczęściej idą za głosem serca i rysują tak, jak chcą rysować, a niekoniecznie jak każe im scenariusz. Dogadanie się pomiędzy scenarzystą a rysownikiem jest bardzo trudne, czego sam doświadczyłem na własnej skórze. Dla mnie takim bolesnym doświadczeniem był most w Tczewie w Benku Dampcu. Służały przesyłał mi każdą planszę, którą narysował. Były lepsze i gorsze. Dyskutowaliśmy co poprawić i jakoś to szło. Później wysłałem mu trzydzieści zdjęć mostu w Tczewie i napisałem, że most na który wchodzi Benek Dampc ma wyglądać właśnie tak. Od tamtej pory Służały przestał wysyłać mi plansze. Czując co się święci wysłałem list do Wróbla (wydawca – Mandragora – przyp.KK) z prośbą, aby nie przyjmował komiksu jeśli most nie będzie wyglądał jak na zdjęciach. Wróbel się zgodził. Po jakimś czasie zobaczyłem mój, już wydany, komiks z mostem w Tczewie, który wygląda jak kładka przerzucona przez strumyk. Po jaką cholerę jechałem do Tczewa i robiłem te zdjęcia? Po co o tym wszystkim mówiłem dwóm osobom współodpowiedzialnym za komiks? Rysownikowi wydaje się, że jak narysuje fajne postacie czy też wprowadzi do komiksu czyjeś karykatury to będzie śmiesznie. W Tczewie jest więc Papcio Chmiel i Przemek Truściński, a nie ma mostu.

o planach na przyszłość

Nie wiem o czym będzie moja następna książka, nie potrafię zabrać się do pracy. Chciałbym napisać książkę o filmach o miłości i zająć się takimi filmami, które nie są melodramatami. Moim zdaniem obraz i znaczenie miłości bardzo się zmieniły od czasów Antonioniego. Utrata miłości była kiedyś tragedią, a człowiek współczesny przechodzi nad tym do porządku dziennego. Myślę też o książce o serialu komiksowym i fabułach komiksowych. Mam też trochę rozproszonych szkiców, które chętnie bym zebrał w całość, ale niebardzo wiem jaki nadać temu porządek. Przeżywam pewnego rodzaju zmęczenie po napisaniu kilku książek o komiksie. Jestem w kropce. Poza tym zniechęca fakt, że wielu ludzi zajmujących się komiksem za punkt honoru stawia sobie, żeby mnie nie czytać. Skoro człowiek, który drukuje komiksy uważa, że beze mnie żyje mu się lepiej, to niech sobie drukuje te komiksy. Ja mam go w dupie.

Jerzy Szyłak

Z Jerzym Szyłakiem
rozmawiał, całość spisał i przygotował
Krystian Kujda »»

 

Autorzy ilustracji:
Dagmara Matuszak, Antoni Serkowski, Mateusz Skutnik, Rafał Szłapa

 

Jerzy Szyłak

art & design
webesteem magazine | nr 7 webesteem magazine is a part of webesteem.pl  |  copyright © 2001-2004 webesteem.pl  
art & design