![]() |
|
Zetknięcie |
Recenzja Pianistka
7.10.2004 Niejaki pan Jerzy Pilch, postać skądinąd znana w salonach literackich i uważająca się za oczytaną i obytą kulturalnie, w pierwszym komentarzu wygłoszonym po przyznaniu przez Szwedzką Akademię literackiego Nobla dla Elfriede Jelinek, wyraził swoje mocne zdziwienie. Nie jest w tym miejscu ważne, czy pan Konwicki bardziej zasługiwałby na Nobla od pani Jelinek. Ważne jest to, że niejaki pan Pilch, często zabierająca głos w sprawach kultury postać, o pani Jelinek nigdy nie słyszał. Smutne to i nie nastrajające pozytywnie w chwili zamyślenia nad jakością polskiej kultury i postaci ją tworzących.
Co ma natomiast pan Pilch, pan Konwicki i pani Jelinek do działu filmowego? Otóż, spieszę z odpowiedzią. Pan Pilch, poprzez swoją chełpliwą nieznajomość tematu, załapał się trochę jako persona non grata. Pan Konwicki to już w ogóle przypadek (“Lawa” przypadkiem oczywiście nie była i temat filmowy by się znalazł, ale miejsce w kolejce ma dość odległe...), natomiast wszystko w tym artykule zaczyna się i kończy na pani Jelinek. Spod jej pióra wyszła bowiem powieść “Pianistka”. A potem niejaki Michael Haneke tę powieść zekranizował. I słowo stało się ciałem. Prawie dosłownie. Ale po kolei. Bohaterką filmu jest Erika, pani w wieku późnobalzakowskim. Trudni się ona nauką gry na pianinie w wiedeńskim konserwatorium. Osoba to wymagająca, bardzo dystyngowana, sprawiająca wrażenie oschłej i niedostępnej, dla której każdy fałsz w górnym C jest niczym obraza majestatu pianina. Jedyną osobą, z którą Erika przebywa dłużej niż wymaga to charakter jej pracy jest jej matka. Obie panie mieszkają razem. I – co należy nadmienić – starsza pani dość negatywnie wypowiada się o gatunku cywilizacji zwanym mężczyzną. Efektem tej dość skrajnej niechęci do rodzaju męskiego jest specyficzny sposób spędzania wolnego czasu przez Erikę. Ulubionym miejscem przechadzek dystyngowanej nauczycielki muzyki są sex shopy i tanie kabiny peepshow. Ale myliłby się ten, kto już przypisałby Erice jakiekolwiek skłonności homoseksualne. Sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Bohaterka bowiem sprawia sobie czasem przyjemność także przechadzką do kina samochodowego i podglądaniem rozochoconych nastolatków figlujących na przednich siedzeniach swoich samochodów. A potem poznajemy jeszcze sadystyczną stronę podniet Eriki. I masochistyczną. I zaczynamy czytać Freuda... I wszystko, kadr po kadrze, zmierza do samodestrukcji... Jest oczywiście i mężczyzna. A właściwie młody chłopak - Walter, który próbuje miłość konsumować jeszcze na swój szalony i emocjonalnie nastoletni sposób. Zetknięcie tych dwóch światów – mrocznych dewiacji i szalonej, naturalnej miłości – nie wróży szczęśliwego zakończenia. Dla żadnej ze stron. Czy Elfriede Jelinek uważała inaczej? Proponuję samemu się o tym przekonać. Ach. Zapomniałbym. Film jest wstrząsający, oburzający, moralnie nieczysty, odrażająco realistyczny, brutalnie prawdziwy i zwierzęco emocjonalny. Czyli w dwóch słowach: gorąco polecam! Źródła:
|