Sławek Gruca
Relacja z wernisażu

To był wyjątkowo pracowity dzień zarówno dla mnie jak i dla Sławka. Snuliśmy niestworzone historie co się wydarzy, że do wernisażu nie dojdzie (
chyba Ty). Ustalaliśmy kolejność wystąpień, a właściwie fakt, że to ja wystąpię z oficjalnym dzień dobry, bo Sławek zwyczajnie jak to artysta, skromny jest i chyba się krępował. Tak wnioskuję. Pogoda była okropna, żeby nie powiedzieć paskudna do potęgi entej, raczej zimno, a do tego padał deszcz – jeden z tych długich, powolnych, monotonnych męczących deszczy, który pada i pada i pada i wydaje się nie mieć końca (
nooo, gdybym nie musiał w życiu bym nie przylazł...). Co oprócz złych stron miało też dobrą – jeśli już ktoś się zmasakrował, wyszedł i wybrał się z domu na wernisaż, to pędził na niego jak na skrzydłach, żeby w ciepłym, suchym przyjemnym miejscu racząc się winem oglądać świetnie bądź co bądź wykonane rysunki.

Punktualnie o 17:00 zaczęli schodzić się pierwsi goście. Powoli powoli atmosfera robiła się przyjemna, coraz cieplejsza. Można powiedzieć, że o 17:30 byli już prawie wszyscy zaproszeni goście i jeszcze kilkoro „bonusowych”, którzy dowiedzieli się o wystawie z ulotek w Gesnerze (miejsce ekspozycji) lub witryn internetowych. Zarówno ja jak i Sławek (on przede wszystkim rzecz jasna) rozmawialiśmy z gośćmi, opowiadaliśmy im o pracach (
akurat – ja siedziałem na zapleczu i czekałem aż sobie pójdą). 7Rozmowy toczyły się ożywione na tematy różne (
dowiedziałem się jak robi się jajecznicę z pomidorami). Mnie te wybiegające poza tematykę spotkania umknęły. Z przejęcia zapomniałam prawie jak się nazywam.

Po oficjalnym przywitaniu, podziękowaniach godnych gali oskarowej mogliśmy kontynuować mile rozpoczęte popołudnie przy akompaniamencie Yello płynącego się z głośników.

Prace przyjęto z entuzjazjem, choć też chwilami z mieszanymi uczuciami (
tych gości wypraszaliśmy). Głównie z powodu tematyki. Groteska bijąca z niektórych rysunków nie uspokaja widza, wręcz przeciwnie – prowokuje do wczucia się w trudną emocję która się pojawia i do zatrzymania się nad nią. Pojawiły się głosy, że prace po przyjrzeniu się wydają się raczej zabawne niż straszne (
a jak – dobre było winko). Zachwyt wywołały 2 najnowsze pastele olejne – zapowiedź kolejnej wystawy.

W sumie na wystawie było ok. 40 osób. Grono niewielkie, autentycznie zainteresowane sztuką i autorem prac. Sam autor, choć twierdził początkowo, że się denerwuje (
ale tylko do czwartej butelki), pełnił rolę gospodarza fenomenalnie, uwodząc ich swoją ujmującą osobowością. To taka moja opinia uważnego obserwatora wydarzeń oraz tego, czy mój artysta sobie radzi i jak.

Szkoda, że Was nie było. To było przemiłe prawie dwugodzinne popołudnie, które do tej pory wspominane jest nie tylko przez nas, z westchnieniem tęsknoty, prawda Sławek? (
BA!)
Marszand - Anna Moderska (
i Artysta we własnej osobie - S.Gruca)
Autoportret z trzema Aniołami