WEBESTEEM | FLASH CARDS | FORUM
art & design
webesteem magazine | najnowszy numer | numery archiwalne | rozmaitości | relacje | recenzje | kontakt
art & design

 

Agnieszka Sandomierz i Maria Kiesner

 



© 2005 Galeria ART

Wstęp wzbroniony

wystawa malarstwa Agnieszki Sandomierz i Marii Kiesner, 13-18 czerwca

13-15 czerwca malarstwo Marii Kiesner
16-18 czerwca malarstwo Agnieszki Sandomierz

Galeria ART prezentuje wystawę zatytułowaną "Wstęp wzbroniony". Taką nazwę nosi mieszcząca się na warszawskiej Pradze pracownia. Tam malują Maria Kiesner i Agnieszka Sandomierz. Dwie młode malarki, które, choć ukończyły warszawską ASP zaledwie dwa lata temu, osiągnęły już bardzo dużo. Maria maluje architekturę, Agnieszka - ludzi w sytuacjach intymnych. Są tak różne..., a co, w takim razie, je łączy? Wspólna pracownia, talent, pracowitość i młody wiek. Wystawa ich malarstwa w galerii ART to okazja, żeby zajrzeć tam, gdzie zwykle jest "Wstęp wzbroniony".

wernisaż: 13, 16 czerwca 2005, godz. 19.00
finisaż: 15, 18 czerwca 2005

Galeria ART



Wstęp wzbroniony

Agnieszka Sandomierz

Agnieszka Sandomierz urodziła się w 1978 roku. Studiowała na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych u profesora Jarosława Modzelewskiego. Dyplom z wyróżnieniem otrzymała w 2003 roku na Wydziale Malarstwa w pracowni profesora Wiesława Szamborskiego. Od 1999 roku brała udział w wielu wystawach grupowych. Miała także 10 wystaw indywidualnych.

Ktoś powiedział, że balansuję na granicy psychicznego ekshibicjionizmu. Miał rację. Malując rozprawiam się z własną cielesnością. Chcę się sobie przyjrzeć. Patrzenie na obraz nie przypomina spoglądania w lustro. Obraz jest syntezą. "Puma" była bardzo ładna i bezczelna, ale w końcu to ja ją odstrzeliłam.

 

Agnieszka Sandomierz, Maria Kiesner

Pracownia

Poniżej pracownia Agnieszki Sandomierz i Marii Kiesner

Pracownia mieści się na warszawskiej Pradze w starej fabryczce.

 



Wstęp wzbroniony

Maria Kiesner

Maria Kiesner urodziła się w 1976 roku. Studiowała na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. W 2002 roku otrzymała dyplom w pracowni profesora Mieczysława Wasilewskiego. Brała udział w 35 wystawach zbiorowych. Mieszka i pracuje w Warszawie.

Napisano o mnie, że tworzę malarski traktat o smutku. Weduty, czyli miejskie pejzaże są dla mnie personifikacją tych dekadenckich nastrojów. Niezależnie od tego, czy jest to widok fabryki z końca XIX wieku, czy ulice współczesnego Manhattanu. Budowle mają w sobie patos, grozę i melancholię - wszystko to, czym "żywi się" moja twórczość.

 

Maria Kiesner

Weduty

 

© Agnieszka Sandomierz i Maria Kiesner
 

Nasze ciała, nasze życie

Agnieszka Sandomierz

Co może się stać jeśli młoda dziewczyna zdecyduje się zapisywać ważne dla niej rzeczy? I co, jeśli te rzeczy to głównie seks i jej nagie ciało? - Malując rozprawiam się z własną cielesnością, chcę się sobie przyjrzeć – mówi Agnieszka Sandomierz. Czy ktoś jeszcze chce popatrzeć na jej intymność? Witajcie voyeurzy w seksualnym świecie dziewczyny na początku XXI wieku.

Na forum wrze. Internauci są oburzeni. „Kobieto, ty się lecz” – piszą. Inni wręcz przeciwnie są zachwyceni, uważają, że obraz Agnieszki Sandomierz to najlepsza praca nadesłana na konkurs „Obraz Roku”. Jedno jest pewne: ilość wpisów pod nim przewyższa liczbę postów pod wieloma innymi obrazami.

- Co za pruderia – pisze internautka Madżenta. - Napadliście na autorkę jakby „Hustlera” przerysowała. (...) Poziom komentarzy w stylu „laska lubi się puszczać”? Czy nie odróżniacie erotyzmu od pornola? Przecież niektórzy już zwrócili uwagę na powściągliwą kolorystykę, spokojną kreskę, kompozycję itd. Dlaczego zatem tak atakujecie autorkę? Dlatego, że jest kobietą i namalowała dobry erotyk?

- Już mam dosyć oglądania gołych bab – pisze Nil. – To było dobre w latach 90. jak Polska otwierała się na zachód i ludzi takie rzeczy rajcowały.

Trafne w jednym: od początku lat 90, na skutek zmian politycznych, społecznych i kulturowych jakie zaszły w Polsce, ciało na dobre zaistniało jako temat w sztuce. „Do tej pory najczęściej pomijane jako obszar mało istotny, stało się jeśli nie jedną z głównych kategorii badawczych, to przynajmniej ważnym obszarem zainteresowań artystów, krytyków i historyków sztuki” – pisze Agata Jakubowska w książce „Na marginesach lustra: ciało kobiece w pracach polskich artystek”. W odniesieniu do ciała definiuje się kobiety. Po tematykę intymną, związaną z cielesnością artystki sięgają więc, by poszukiwać innych od męskich sposobów myślenia o kobiecości. Artystki, a wśród nich Agnieszka Sandomierz, mówią same o sobie, odsłaniając to co do tej pory było zagadką, tajemnicą, tabu.

- Ktoś powiedział, że balansuję na granicy psychicznego ekshibicjonizmu – mówi Agnieszka Sanodmierz. - Miał rację.

Nagi mężczyzna leży na łóżku wyczerpany. Może śpi. Dziewczyna siedząc na skraju tego łóżka wciąga pończochy. Albo: młoda brunetka onanizuje się, ma przymknięte oczy, obok niej siedzi ostry pies i patrzy widzom prosto w oczy. Albo: na pierwszym planie stoi dziewczyna w szlafroku – między nogami ma chyba rozmazaną krew, ale być może to złudzenie. Z lewej strony, w oddali, siedzi nagi chłopak. Właśnie skończyli się kochać?

To tylko trzy z wielu scen intymnych namalowanych przez Agnieszkę Sandomierz.

Intymne pamiętniki to znak czasu. Wielki skandal i szalony sukces przyniosły 21 letniej amerykance Natachy Merritt, zdjęcia, które opublikowała w internecie, a potem wydała w formie albumu „Digital Diaries” (Taschen). Aparatem cyfrowym, na wyciągnięcie ręki dokumentowała spotkania z mężczyznami, masturbację, pozwalała spojrzeć z bliska na swoje ciało i jego najbardziej intymne części.

Anna Nizio, wyhaftowała penisy wszystkich chłopaków z którymi spała. Anna Niesterowicz pokazała wideo na którym uprawia seks z mężczyzną aż do momentu gdy nagle leci jej krew z nosa. Agata Bogacka namalowała obrazy na których pojawiają się jej kochankowie. W "Serii" z 2001r ona sama leży naga na ziemi, jak zabita. Wokół jej ciała znajduje się trzech nagich mężczyzn.

Nan Goldin zapisała w fotograficznym pamiętniku intymne życie nie tylko swoje, ale całej grupy znajomych. Widzimy ich w homoseksualnych związkach, erotycznych uniesieniach, lub z podbitymi oczami na łóżkach.

Brytyjska artystka Tracy Emin do nagrody Turnera zgłosiła rozgrzebane łóżko z porozrzucanymi wokół kondomami, zabawkami, rajstopami itp. Skandal przyniosła też jej inna praca: „Wszyscy z którymi spałam” – namiot na którego ścianach wyhaftowała imiona i nazwiska wszystkich z którymi była kiedykolwiek w łóżku.

Ciało kobiece i jego seksualność stało się tematem modnym i aktualnym. Ważnym.

Dlaczego mamy podglądać czyjeś życie intymne? Patrząc na obrazy Agnieszki Sandomierz mogę odpowiedzieć: z ciekawości i z empatii. Z ciekawości – bo w naturę widza wpisane jest podglądanie. Obrazy Agnieszki Sandomierz świetnie zaspokajają potrzebę podglądania: czuję się tak, jakbym przez dziurkę od klucza podejrzała czyjeś życie, przez okno zobaczyła kawałek codzienności mojej sąsiadki, na dodatek ten kawałek który zazwyczaj najchętniej ukrylibyśmy przed wzrokiem innych.

Z empatii – bo patrząc na sceny które maluje, mam wrażenie, że sama wielokrotnie je przeżyłam. Skomplikowane relacje międzyludzkie, samotność dwóch osób gdy są ze sobą, tęsknotę, wzajemne przyciąganie ciał lub ich niechęć ku sobie.

W jakiś sposób, mimo ich prywatności, obrazy Agnieszki Sandomierz są w najdoskonalszy sposób uniwersalne. Mogą wzruszyć, mogą oburzyć – ale zawsze bezpośrednio dotyczą widza.

„Nie głosujcie na nich, jeśli nie zamierzają działać na rzecz waszych praw. Nie sypiajcie z nimi i nie łamcie się z nimi chlebem, jeśli nie cenią naszej wolności – prawa do decydowania o własnym życiu i ciele. Nie jestem feministką doby post-feminizmu. Jestem Trzecią Falą” – pisała w 1992r Rebecca Walker, córka Alicji, jednej z czołowych postaci czarnego feminizmu lat 70. i 80., autorki m. in. słynnej powieści „Kolor purpury”.

Obrazy Agnieszki Sandomierz różnią się czymś bardzo istotnym od sposobu w jaki obrazowały cielesność jej poprzedniczki. Można zaryzykować tezę, że sprowadza się to do podobnej różnicy jaką zarysować można między drugą i trzecią falą feminizmu. Artystki lat 70 (a w Polsce także przedstawicielki sztuki krytycznej lat 90.) za główny cel stawiały sobie przedstawianie kobiecego ciała „inaczej” niż w patriarchalnej kulturze wizualnej. Pokazywały- jak pisze Agata Jakubowska – „prawdziwe” ciało. Prawdziwe, czyli nie przekształcone w obiekt erotyczny, nie poddane kulturowej obróbce, naturalne. Dlatego pokazywały rzeczy, które w traktowaniu kobiecości nie miały wcześniej miejsca, interesowała je biologia ciała, fizjologia. Chciały naruszyć obowiązujący wizerunek kobiecości.

Agnieszkę Sandomierz, wydaje mi się, nie interesuje walka o „nowy” wizerunek kobiety. Ale interesuje ją wspomniana przez Rebecce Walker wolność. Jest jak feministki trzeciej fali, akceptujące dokonania feminizmu, traktuje je jako oczywistość o którą już nie trzeba walczyć, ze swobodą poruszające się w przestrzenie którą wywalczyły poprzedniczki. Co ciekawe, wczesne prace Agnieszki Sanodmierz (np. jej praca dyplomowa u prof. Szamborskiego) były bardziej bliskie estetyce sztuki drugiej fali feminizmu – pokazywały ciało kobiece we fragmentach, pokryte wydzielinami. To obrazy niepokojące. W nowych obrazach artystki ciału możemy się przyglądać z przyjemnością. To nie wizerunki które mają zaniepokoić. Jej obrazy są wręcz przyjemne, można powiedzieć - dekoracyjne. „To, że są atrakcyjne to chyba nie jest złe? – pyta autorka – „Każdy lubi się otaczać pięknymi rzeczami”. Najciekawszym pytaniem wydaje się teraz więc: w jakim kierunku pójdzie Agnieszka Sandomierz? Jak zmienią się nasze ciała i ich obrazowanie w miarę jak będą się starzeć?

Madonna, gwiazda pop, wręczając Martinowi Creedowi w 2001 nagrodę Turnera i 20 tys funtów za pracę, w której co 5 sekund włączały się i wyłączały światła, powiedziała, że sztuka nie ma nic wspólnego z pieniędzmi, za to ma wszystko wspólne z miłością. Martin Creed w wywiadach mówił, że wszystkie jego prace powstają, bo chce być kochany.

Czy nadużyciem będzie jeśli powiem, że wydaje mi się, że prace Agnieszki Sandomierz także mają wszystko wspólne z miłością i z jej potrzeby powstają? Sama artystka przyznaje, że chce zapisywać ważne dla niej momenty życia. I jako te najważniejsze wybiera zbliżenia ciał i samotne ciała w tęsknocie z innym ciałem.

Czy może dziwić, że współczesną dziewczynę nie interesuje zapisywanie historycznych wydarzeń, politycznych rozgrywek, krytykowanie świata korporacji? Odsunięcie od polityki jest znamienne w pracach Agnieszki Sandomierz i wielu innych artystek/ artystów, którzy świadomie koncentrują się na małych narracjach, prywatnych historiach – takich, w których łatwiej znaleźć prawdziwą uczuciowość. Gdy kompromitują się kolejne wielkie historie zawierzyć można jedynie temu co najbliższe, najbardziej intymne.

Feministki drugiej fali powiedzą, że wszystko jest polityczne, że przecież ciała powinny być rozpoznane jako obszar znaczeniowy na którym przecina się to co, biologiczne z tym co społeczne i polityczne. Wydaje mi się to już nieprawdą. Zwłaszcza w przypadku obrazów Agnieszki Sandomierz . Jej ciała naprawdę nie są polityczne i nie zamierzają się stać polityczne. Jeśli tak są odczytywane, to raczej w skutek nieporozumienia, wszechpanującej pseudo-moralności, „jedynie słusznej” ideologii która wstydzi się nagości i zabrania ujawniania tego co intymne. Agnieszka Sandomierz podchodzi do ciała nieuzbrojona w ideologie. Niewinna.

W zeszłym roku na polskim rynku pojawiła się książka - legenda „Nasze ciała, nasze życie". To znamienne, że książka ta pojawia się u nas teraz (30 lat po pierwszym wydaniu, które przypadało na czas drugiej fali feminizmu w USA) - wraz z narastającym zainteresowaniem sztuki ciałem.

"Nasze ciała..." to przewodnik po kobiecym ciele, zdrowiu, seksualności, procesach dorastania, przekwitania, starzenia się, ciąży i macierzyństwa. Wydana po raz pierwszy w Stanach w 1970r została niedawno okrzyknięty najbardziej wpływową książką ostatnich 25 lat. Niezwykła i inna od wcześniejszych przewodników bo pisana przez kobiety dla kobiet. Jej intymny, wręcz pamiętnikarski charakter, podkreślają setki emocjonalnych, bardzo intymnych listów od zwykłych kobiet. Tytuł pierwszego wydania w 1970r. brzmiał „Kobiety i ich ciała" (Women and Their Bodies). Zanim powstało drugie wydanie, jedna z jej autorek miała olśnienie: To nie żadne kobiety i ich ciała - tu chodzi o nas i nasze ciała." Tak jak w obrazach Agnieszki Sandomierz – powtórzę - tu chodzi o nas i nasze ciała.

Paulina Reiter

 

Architektura utopii

Maria Kiesner

Tysiąclatka i Super Sam

Maja Kiesner wychowała się na warszawskim Targówku, w dwunastopiętrowym bloku. Z okna swojego mieszkania na drugim piętrze widziała następny dwunastopiętrowy blok. Jej dzieciństwo to trzepak, na którym zawsze była najlepsza, bo trenowała akrobatykę w Dzielnicowym Klubie Sportowym Targówek. Szkoła: oczywiście Tysiąclatka, sklep oczywiście Sam blaszak.

Kominy to pomniki

Maluje ze starych pocztówek, zdjęć, albumów z architekturą. Zaczęło się od trzech karteczek, które podarował jej chłopak z antykwariatu na ulicy Stalowej. Dwie przedstawiały zabudowania fabryczne z początku wieku, na jednej były słupy wysokiego napięcia. Namalowała je od razu. Jak to możliwe, że industrialny pejzaż w XIX wieku uchodził za piękny i godny uwiecznienia na pocztówce? Rewolucja przemysłowa dała ludziom utopijne przekonanie o własnej sile, panowaniu nad światem. XIX-wieczne zabudowania fabryczne, piece hutnicze, kominy to nie tylko historia techniki, ale też pomniki utopii.

Manifest futurystyczny

Będziemy opiewać nienasycone dworce kolejowe, pożeracze dymiących wężów; fabryki uwieszone u chmur na krętych sznurach swoich dymów; będziemy opiewać mosty podobne do gimnastyków olbrzymów, którzy okraczają rzeki.

Marinetti, fragment Manifestu Futuryzmu, 1 grudnia 1908

Le Corbusier i inżynier Karwowski

Utopi w architekturze Maja doświadczyła sama. Wyrosła w Corbusierowskiej „maszynie do mieszkania” (machine a habiter) , socjalistycznym blokowisku, które miało zaspokajać wszystkie potrzeby człowieka. Standaryzacja, prefabrykacja, laboratoryjna celowość i oszczędność czyli Corbusierowskie ideały przełożone na polską rzeczywistość przez inżyniera Karwowskiego dla niej oznaczyły nudę, monotonię, bezruch a nawet opresję.

Fabryki z pleneru

Ubiegłego lata Maja została zaproszona na dwutygodniowy plener do Pieńkowa. Stary dwór, pola, lasy, jezioro. Organizator pleneru, polski lekarz ze Stanów, mecenas polskiej sztuki i miłośnik polskiego pejzażu wyposażył każdego z zaproszonych artystów w pudełko farb, kilka blejtramów różnej wielkości i sztalugi. Maja namalowała w Pieńkowie osiem pejzaży. Wszystkie z pocztówek. Przedstawiają XIX-wieczne huty z sosnowiecko-częstochowskiego okręgu przemysłowego.

Piękno Polski

Nowe odkrycia Mai, książki w których wyszukuje zdjęć z których będzie malowała obrazy: album Poznań, wydany z okazji XX-lecia Polski Ludowej: czarno-białe fotografie nowych osiedli, basenów, szkół. Opisy w języku polskim i rosyjskim. Album zatytułowany Kalisz, z cyklu Piękno Polski wydany w 1978 roku. Z niego namalowała już Dom Technika w Kaliszu. Album Śląsk Opolski wydany w 1980. Z niego Maja namalowała już dwie wersje Teatru im. Jana Kochanowskiego przy Placu Lenina w Opolu.

Fałsz angielskiego ogrodu

Obraz Mai zatytułowany „Basen w Puławach” wygląda jak kadr z filmu Kontrakt rysownika Petera Greenewaya: angielski park z płytkim czworokątnym basenikiem (fontanną?). Nieregularne kępy drzew, starannie utrzymany trawnik. Maja namalowała ten obraz według zdjęcia, które w Arkadii, parku Czartoryskich w Puławach zrobiła jej koleżanka. Park angielski czyli ogrodowa utopia. Zasadzona w Polsce przez XVIII wieczną sawantkę Izabellę Czartoryską. Rośliny przesadzone, przycięte tak, żeby wyglądały jeszcze naturalniej niż w naturze. Sztuczność tej idealizacji na obrazie Mai widać ostrzej niż w rzeczywistości.

Trochę ziemi, dużo nieba

W swoich pejzażach Maja stosuje proporcje z holenderskich XVII-wiecznych wedut: cienki pasek ziemi i zabudowań na dole obrazu i trzy razy więcej nieba z chmurami na górze. Mistrz tych proporcji Jacob Ruisdael tak malował niebo, chmury i przenikające je słońce, że to one stawały się treścią obrazu. A Maja? Jak zdjęcie czy pocztówka ma za dużo kominów po prostu ich nie maluje. Chce mieć dużo nieba, dużo miejsca na chmury i dymy. I tak jak Ruisdael nie lubi koloru: brązy, szarości, czerń zupełnie jej wystarczają.

Pompeje z tektury

Architektury Mai zawsze są groźne, chociaż wyglądają jak portrety makiet, domków z tektury raczej niż prawdziwych budowli. Może dlatego, że artystka nie maluje ich z natury? Moim zdaniem, są tym groźniejsze im bardziej wydają się nierealne. Nieznośna jest właśnie ich lekkość, papierowa suchość makiety, w której nie spodziewamy się nawet śladów życia. Pompeje XXI wieku?

Katarzyna Rzehak

 

Wstęp wzbroniony: Wystawa malarstwa. Agnieszka Sandomierz i Maria Kiesner
Wystawa: Galeria ART, ul. Krakowskie Przedmieście 17, pn.-pt. 11.30-19.00, sob. 11.30-17.00
Teksty: Agnieszka Sandomierz, Maria Kiesner, Paulina Reiter, Katarzyna Rzehak

Kontakt

art & design
webesteem magazine | nr 17 webesteem magazine is a part of webesteem.pl  |  copyright © 2001-2007 webesteem.pl  
art & design